Fot. naTemat

Czy smartwatch może zastąpić osobistego trenera i coacha? Sprawdzamy, czy Galaxy Watch5 jest zwycięzcą. 

REKLAMA

Możesz wszystko! Siła jest w tobie! Spójrz na siebie — jak nie ty, to kto? Hym, w moim przypadku do tej pory wychodziło na to, że chyba nikt. Bo przekonanie samego siebie, że każdy wyznaczony cel znajduje się w zasięgu kilku prób i błędów, nie jest proste. A już na pewno nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać po obejrzeniu kilku motywacyjnych pogadanek, opublikowanych przez samozwańczych guru coachingu. 

Aby osiągnąć wyznaczony cel, potrzeba trzech rzeczy: wytrwałości, systematyczności i chęci. I choć tych ostatnich na początku przynajmniej mi nie brakuje, to z dwoma pozostałymi komponentami bywa… cóż, źle. Zakurzone buty do biegania, leżące stosami na podłodze wegańskie książki kucharskie, czy zalegające na nocnym stoliku poradniki zdrowego snu — to tylko kilka dowodów na to, jak lichy, w pewnych sytuacjach, bywa mój system motywacji wewnętrznej. 

W życiu zawodowym, przykładowo, samozaparcia mi nie brakuje. I to, koniec końców, przekłada się na jeszcze większą frustrację: bo niby dlaczego potrafię systematycznie produkować kilka tysięcy znaków dziennie, a kilkanaście tysięcy kroków to już problem? 

Chyba wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie. Płomienne mowy motywacyjne nie są niestety tak angażujące, jak stara, dobra świadomość, że… ktoś, ewentualnie coś, nad nami stoi, lub wisi. To może być szef, to może być deadline — nieważne. Chodzi o to, że prędzej czy później ktoś, lub coś, zweryfikuje wyniki naszej pracy. 

Pytanie tylko, jak skłonić kogoś — lub coś — do nieustannego weryfikowania naszych postępów w kwestiach szeroko pojętego lepszego życia? Sprawę rozwiązałoby oczywiście zatrudnienie personalnej świty różnorakich trenerów, ale, jak powszechnie wiadomo, tacy istnieją jedynie w reality shows… pardon, w bajkach. 

Czy jest istnieje realna alternatywa? Jeśli odrobinę zaufania do nowoczesnych technologii, to owszem, istnieje i nazywa się Samsung Galaxy Watch5

logo

Co może Galaxy Watch5? 

Jeśli do tej pory postrzegaliście smartwatche albo jako nieco bardziej zaawansowane czasomierze, albo jako narzędzia “pracy” zawodowych czy też półp-zawodowych sportowców, charakter urządzenia Samsung Galaxy Watch5 może być dla was sporym zaskoczeniem. 

Jasne, w jego interfejsie znajdziecie sporo trybów sportowych. Ważne jest jednak to, że to wcale nie one są tu najważniejsze. Watch5 jest przede wszystkim funkcjonalny i pomocny na co dzień. Jeśli do tej pory nie byliście przekonani co do tego, czy zerkanie na wyświetlacz smartwatcha jest aby bardziej ekonomiczne od rzucania okiem na wyświetlacz smartfona, po kilku godzinach obecności Galaxy Watch5 na waszym nadgarstku macie szansę zmienić zdanie. 

Dla mnie smartwatch to swego rodzaju bariera ochronna, której, jak się okazało, bardzo potrzebuję. Prosty przykład: odbieranie rozmów. Ile razy jest tak, że po naciśnięciu czerwonej słuchawki, zamiast odłożyć smartfon na swoje miejsce, zaczynacie scrollować społecznościówki? Albo przeglądać zdjęcia? Albo robić zdjęcia kotu, który właśnie w tym momencie postanowił zwinąć się w najsłodszy puchaty precel? 

Nie musicie odpowiadać. Ja robiłam to właściwie za każdym razem. I pewnie, te kilka(naście) minut można zaliczyć na poczet chwilowego rozluźnienia czy relaksu, ale jeśli sytuacja powtarza się kilka(naście) razy dziennie na usta ciśnie się trudne słowo “prokrastynacja”.

Z Galaxy Watch5 ograniczenie czasu ekranowego jest o tyle łatwiejsze, że za jego pomocą możecie zarówno prowadzić rozmowę, jak i odpisywać na wiadomości — i nie, wcale nie wymaga to użycia “wykałaczki”, za pomocą której traficie w klawisze mini-klawiatury. Treści możecie dyktować — funkcja rozpoznawania głosu działa tu całkiem dobrze, możecie też pisać odręcznie, litera po literze, co również jest wygodną opcją. 

Z poziomu zegarka uruchomicie migawkę aparatu, uruchomicie dyktafon, sprawdzicie pogodę, kalendarz czy posłuchacie muzyki. Tak naprawdę więc wychodząc na chwilę na spacer czy na siłownię wcale nie potrzebujecie brać ze sobą telefonu. No a jeśli ktoś będzie chciał się z nami wtedy skontaktować, pytacie? 

logo

Wtedy… po prostu odbierzecie połączenie. Galaxy Watch5 obsługuje moduł eSIM, jeśli więc mamy włączoną tę opcję na smartfonie i znajdujemy się w zasięgu wifi, możemy spokojnie prowadzić rozmowy. 

Nie mogę się też oprzeć zachwytom pod adresem designu: obudowa w kolorze różowego złota i pudroworóżowy pasek pięknie wyglądają na nadgarstku, a szafirowe szkło (też pięknie brzmi, cóż za zbieg okoliczności) daje pewność, że niezależnie od prób, na jakie go wystawimy, Galaxy Watch5 nie odniesie żadnego uszczerbku. Chyba nie muszę wspominać, że jest wodoodporny? Jest. 

Po tym wstępnym zapoznaniu i upewnieniu się, że smartwatch to urządzenie, które, tak czy inaczej może wam być w życiu potrzebne, przejdźmy do tego, jak Galaxy Watch5 może pomóc wam uczynić wspomniane życie lepszym. 

Kontrola czy raczej zachęta? 

Zabrzmiało zbyt pompatycznie? Być może, ale jeśli mamy rozpatrywać smartwatcha w kategoriach personalnego trenera i coacha, odrobina patosu jest na miejscu. Zwłaszcza że w tym niepozornym urządzeniu kryją się ogromne pokłady motywacji i wsparcia. 

Na początek zatem o tym drugim. Watch5 został wyposażony w specjalny czujnik — Samsung BioActive — który mierzy trzy bardzo istotne dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia, parametry: tętno, rytm serca oraz skład ciała. 

Dlaczego mówię o tym w kontekście “kija i marchewki”, które mają “pilnować” naszej systematycznej zmiany nawyków na lepsze? Bo dbanie o siebie warto zacząć właśnie od kontroli stanu zdrowia. I nie, nie twierdzę, że jakikolwiek, nawet najmądrzejszy smartwatch może zastąpić badanie krwi, czy wizytę u specjalisty. Może jednak nam tym skutecznie przypominać, choćby zwracając uwagę na istotne parametry. 

logo

Inna sprawa, że kontrolowanie rytmu serca samo w sobie potrafi pomóc w wyłapaniu pewnych zdrowotnych anomalii. Jeśli więc narzędzie do jego wykonywania będziecie mieć pod ręką — prawie dosłownie, to czemu nie skorzystać?  

Dodajmy również, że czujnik impedancji bioelektrycznej, czyli ten odpowiedzialny za pomiar składu ciała, to działa tak samo, jak ogromne urządzenia, które obowiązkowo znajdują się w co drugim klubie fitness. To z ich pomocą trenerzy sprawdzają, w jakim procencie nasze ciało składa się z mięśni, a w jakim — z tłuszczu. 

Wiem, wiem, brzmi nieco przerażająco. Ale pomyślcie o tym inaczej: kiedy już zrobicie postępy, będziecie mogli zobaczyć je natychmiast. To naprawdę spora nagroda i jednocześnie niezły doping do działania.

I tym sposobem przechodzimy płynnie do kwestii motywacji i zaangażowania w polepszanie stylu życia. Galaxy Watch5 pozwala mieć wiele wellbeingowych kwestii pod stałą kontrolą. Mało tego: od razu daje feedback, czy nasze działania mają jakiekolwiek przełożenie na  realne efekty.

Weźmy na przykład sen. Galaxy Watch5 nie tylko śledzi jego poszczególne fazy, nie tylko wylicza, ile w ich trakcie spaliliśmy kalorii i nie tylko wyłapuje momenty, w których się wybudziliśmy, mierzy natlenienie krwi i monitoruje chrapanie (!). 

Ważne jest to, że po przeanalizowaniu wszystkich tych parametrów, nasz “doradca” jest w stanie określić odpowiedni senny typ (ja jestem “beztroskim lwem”, ale jest szansa, że do was przylgnie łatka “wyczerpanego rekina”, “ostrożnego jelenia” czy “wrażliwego jeża”). Następnie, odpowiednio do naszych nawyków dobierze wskazówki, które będą pojawiać się na ekranie smartwatcha przez kolejne cztery tygodnie. Po tym czasie będziemy mogli porównać, czy nasze nawyki zmieniły się na lepsze. 

logo

Tego rodzaju codzienna “kontrola” czy raczej “zachęta do systematyczności” jest możliwa w wielu sferach życia. Dzięki aplikacji Samsung Health możemy rejestrować poziom stresu, kaloryczność posiłków czy ilość wypitej wody — wszystko to, co chcecie mieć pod kontrolą i ewentualnie poprawić. 

Co ciekawe, w moim przypadku Galaxy Watch5 “samodzielnie” zasugerował poprawę w pewnym obszarze. W jakim? O tym przeczytacie w kolejnej części naszego cyklu.