Postanowienia noworoczne? Nie, dziękuję [wywiad]

Joanna Wiśniewska - Ma swoją własną firmę, pracuje kilkanaście godzin dziennie, a najważniejszy w życiu jest dla niej rozwój osobisty. Jak twierdzi, nigdy nie marnuje swojego czasu.
Joanna Wiśniewska - Ma swoją własną firmę, pracuje kilkanaście godzin dziennie, a najważniejszy w życiu jest dla niej rozwój osobisty. Jak twierdzi, nigdy nie marnuje swojego czasu. Archiwum własne
Znajdę lepszą pracę, zrzucę kilka kilogramów, rzucę palenie - oto sztandarowe postanowienia noworoczne. Przełom roku to czas, gdy wiele osób postanawia podsumować ostatnie dwanaście miesięcy. Bilans zysków i strat zmusza nas często do wyznaczania sobie nowych celów. Okazuje się, że nie wszyscy tego potrzebują...


Nowy rok, nowe postanowienia. Jak często udaje nam się je zrealizować? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Choć pozbycie się nałogu czy pójście na długo odkładaną dietę nie jest łatwe, to wydaje nam się, że w nowym roku się uda. Czujemy, że w pewnym sensie zaczynamy wszystko od początku, zawsze przekonani o tym, że będzie lepiej.


Jednak czasem postanowienia noworoczne wracają do nas jak bumerang, często po dwunastu miesiącach. Bo się nie udało, zabrakło determinacji lub problem pokazał się na nowo. O ile magia dwunastomiesięcznego cyklu podpowiada nam, że czas "coś zmienić", często wracamy do punktu wyjścia.


Czytaj także: 10 rzeczy, których nie powinniśmy robić, jeśli chcemy być szczęśliwi

Są jednak osoby, które nie stawiają przed sobą noworocznych zadań. Nie oznacza to, że nie mają nadziei na poprawę swojego życia. Przeciwnie. Każdy dzień moglibyśmy traktować jak nowy i nie marnować żadnej szansy, którą przynosi nam życie. Taką osobą jest Joanna Wiśniewska która w tym roku, tak jak w poprzednich latach, nie miała ani jednego noworocznego postanowienia. I choć jest zwyczajną dziewczyną, to jej podejście do życia można uznać za niezwyczajne, na tle polskiej skłonności do narzekania.


Jakie masz postanowienia noworoczne?

Joanna Wiśniewska: Nie mam żadnego. Wolę jak wszystkie moje ważne decyzje zapadają w ciągu całego roku, a nie tuż przed sylwestrem. To ogranicza.

Dla niektórych to szansa na zmianę, a nie ograniczenie.

Dla mnie jest to ograniczenie. Gdyby coś, co postanowiłam sobie na początku roku się nie udało, to później czułabym frustrację. Nowy rok sam z siebie daje mi nowe możliwości, które są fajniejsze od moich postanowień.

Nie masz w życiu żadnych postanowień?

Mam marzenia. Wielkie zawodowe marzenia, które realizuję. Ostatnim moim wielkim marzeniem było stworzenie własnej firmy przed 25 rokiem życia. Udało mi się.

Jednak przełom roku, to dla wielu osób czas refleksji nas swoim życiem. Chyba nie ma w tym nic złego, że ludzie chcą coś zmieniać?

Nie mówię, że jest w tym coś złego. Mi też nowy rok daje siłę, nowe pomysły, nowe tematy przychodzą mi do głowy. Ja uwielbiam życie i każdego dnia widzę nowe możliwości, z których boją się korzystać inni, boją się podejmować decyzje. Ja to robię codziennie i taka jest różnica. Inni potrzebują często wewnętrznej, konkretnej motywacji, którą odnajdują w końcu roku, gdzie mogą podsumować mijający okres i zaplanować nowy. Być może bez tego by im się to nie udało, bo wielu ludzi potrzebują ubierać swoje życie w pewne ramy, które zbiorą je w pewną uporządkowaną całość.

To chyba również nic złego? Dzięki tym ramom, niektórym ludziom lepiej się żyje.

Boją się i idą na łatwiznę. Nie ryzykują, by nie ponieść porażki. Gdy ja coś robię, nigdy nie zakładam przegranej. Oczywiście zawsze mam w tyle głowy "plan B", ale nie myślę o porażce. Myślę, że życie nie powinno być łatwe, a ciekawe.

Gdzie jeszcze dostrzegasz te "ramy", które negatywnie wpływają na nasze życie?

Myślę, że ludzie za bardzo planują swoje życie, przez co nie dają sobie możliwości zmiany. Ja planuję, ale tylko w kwestiach fundamentalnych. Staram się nie planować nic na trzy dni do przodu. Wykorzystuje wszystkie możliwości, które mam tu i teraz.

Czy twoje życie jest poukładane?

Nie.

Takie sprawiasz wrażenie. Osoby silnie stąpającej po Ziemi.

W moim życiu nic do siebie nie pasuje. Uprawiałam kickboxing, przez dziesięć lat tańczyłam. Działałam tez charytatywnie. Byłam w szkole sportowej, a jednocześnie rozpoczynałam przygodę z kształtowaniem wizerunku.

Czym dokładnie teraz się zajmujesz?

Przede wszystkim prowadzę własny salon fryzjersko kosmetyczny. Decyzję o jego otwarciu podjęłam w jeden dzień. W trzy tygodnie musiałam nauczyć się całej księgowości, zatrudnić ludzi. Gdy otwierałam salon, jednocześnie kończyłam studia na UW. Byłam wtedy koordynatorem wojewódzkim w Szlachetnej Paczce. Teraz zajmuję się całym PR-em, marketingiem, włącznie ze współpracą z uczelniami, bo mamy również specjalny "program" dla studentów. Prowadzę fanpage'a na Facebooku. Gdy otwierałam salon pracowałam tez w firmie, w której byłam specjalistką od PR i organizowałam eventy. Udzielam tez porad eksperckich na kilku portalach tematycznych z zakresu kosmetologii i fryzjerstwa. Poza tym prowadzę fanpage'a na Facebooku, który jest dla mnie polem do wyrażania swojego poczucia humoru.

Czy w twoim słowniku istnieje pojęcie "czas wolny"?

Znajduję czas na bieganie, treningi z osobistym szkoleniowcem, czytam książki. To są rzeczy, które robię regularnie. Przy tym nie zaniedbuję też przyjaciół. Staram się również próbować nowych rzeczy, jak np. narty wodne. W najbliższym czasie chcę też skoczyć ze spadochronem.

Jak znajdujesz na to wszystko czas? Na co dzień słyszymy tylko o "zabieganiu", przez które poza pracą nie ma już na nic czasu.

To tylko wymówka. Ludzie po prostu nie umieją wykorzystać swojego wolnego czasu. Mówi się, że "inteligentni ludzie się nie nudzą". Zawsze znajdą pomysł, aby coś robić. Przy czym to, że ktoś leży na łóżku i odpoczywa, nie znaczy że się nudzi. To nie jest tak, że siedzisz i zastanawiasz się, czym masz się zająć. Można i trzeba odpoczywać, tylko trzeba to robić świadomie. Należy jednak przede wszystkim skupić się na rozwoju własnej osobowości. Zadać sobie pytanie, kim się jest, co jest dla mnie dobre, co daje mi satysfakcję. Trzeba znać siebie.

A ty znajdujesz czas na wszystko?

Tak, po prostu nie traktuję tego co robię jako pracę. Mogę pracować całymi dniami, bo sprawia mi to ogromną przyjemność. Zamiast leżeć wolę pójść do swojego salonu, co daje mi satysfakcję. To mnie rozwija, daje przyjemność. Zawsze uważałam, że rozwój jest najważniejszy. Czasem ludzie mówią mi, że pewnie nie mam na nic czasu. Ja uważam wręcz odwrotnie. Znajduje czas na wszystko i niczego nie zaniedbuję.

Jak ci się to udaje? Wiele osób po powrocie z pracy do domu nie ma już siły na nic, a przynajmniej tak im się wydaje. Ile godzin dziennie pracujesz?

Jest typ człowieka, którego inni nazywają robotem. Ja się do nich zaliczam. Z drugiej strony daje mi to wiele radości i satysfakcji. Raz na dwa miesiące muszę faktycznie cały dzień poleżeć i nie robić nic. Pracuję siedem dni w tygodniu przez kilkanaście godzin dziennie. Różnie to bywa, trzynaście, czasami piętnaście godzin.

Co według ciebie ogranicza ludzi. Dlaczego nie każdy żyje w ten sposób?

Myślę że chodzi między innymi o wspomniane już "ramy". Ja nienawidzę wszystkiego, co ogranicza moje życie, własne decyzje i wolność. Ludzie zaś potrzebują tych ram. Daje im to poczucie stabilizacji. W razie czego można też zrzucić na kogoś winę, ale jeśli ktoś inny za nas decyduje, to nie wie co jest dla nas dobre w danym momencie. Ja zawsze pracowałam więcej i szybciej niż inni. To co inni robili w osiem godzin, ja robiłam w dwie - trzy. Siedzenie w pracy "od - do" jest dla mnie stratą czasu, a tego unikam przede wszystkim.

Co jest w takim razie twoim sekretem? Bardzo dużo pracujesz, robisz mnóstwo rzeczy dodatkowo, a przy tym czujesz się szczęśliwa. Nie każdy tak umie.

Traktuję pracę jako swój czas wolny. Coś, czego nie muszę, a chcę robić. Przez siedem miesięcy swojego życia pracowałam dla kogoś innego, gdzie nie ja byłam szefem. Długo jednak nie wytrzymałam. Sprawdziłam, ale to nie dla mnie.

Ktoś może powiedzieć, że miałaś lżej w życiu. Że na pewno ktoś Ci pomagał lub że jesteś "dzieckiem szczęścia", którym rodzice ustawiali karierę. Nie jest tak?

Wszystko zrobiłam w życiu sama. Rodzina i przyjaciele dowiedzieli się o moim salonie półtora tygodnia po otwarciu. Zaryzykowałam i postawiłam wszystko na jedną kartę. Wzięłam dużą pożyczkę, ale zrobiłam to całkowicie świadomie. Miałam do wyboru pozostanie na ciepłej posadzie w strefie komfortu nie martwiąc się o nic. Ale musiałabym żyć ze świadomością, że niczego w życiu nie zmieniłam. Poszłam więc na całość i spełniam marzenia.

A jakie teraz masz marzenie?

Moim marzeniem jest, aby na koniec życia móc powiedzieć samej sobie, że wykorzystałam wszystkie możliwości i nie zmarnowałam ani jednej szansy.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
MAMA:DU 0 0Ją okrzyknięto "babą od zboków", jej uczniów "zboczonymi". Psycholożka zdradza, co robi na WDŻ
0 0Czy istnieje męska depresja poporodowa? Terapeuta o tym, z czym przychodzą do niego polscy mężczyźni
0 0Chcesz być eko, ale nie wiesz, jak zacząć? Oto 15 BANALNYCH sposobów na zero waste
0 0Podstawowy argument antyszczepionkowców obalony! Prawnik wyjaśnia najprościej, jak się da
0 0Wypijają 18 l mleka na śniadanie. Liczba porodów 44-latki zadziwia, a wkrótce kolejny

DZIEJE SIĘ

0 0"Gwarantuję, że idę do Sejmu". To on miał oddać mandat Piotrowiczowi
0 0Piotrowicz jednak nie trafi do Sejmu! PiS ucina spekulacje