
Hip-hop ewoluuje. Ma za sobą etapy blokerski i lansersko-medialny. Teraz dochodzi do głosu młodsze pokolenie raperów, którzy nie boją się być trochę bardziej emo, pozostając równocześnie wiarygodnymi. Bisz jest tego najlepszym przykładem.
W podziemiu działa od dawna, ma na koncie kilka wydanych „na nielegalu” epek. Jesienią zadebiutował pełną gębą – wydał swój oficjalny debiut zatytułowany „Wilk chodnikowy” i z miejsca odniósł sukces, zdobywając uznanie zarówno środowiska hiphopowego jak i osób nie związanych z rapem na co dzień. W grudniu został uznany artystą roku przez magazyn „Aktivist”, który przyznał mu nagrodę Nocnego Marka.
Tym, co wyróżnia Bisza, jest po pierwsze wielka muzyczna otwartość. Płyta jest różnorodna i nie zamyka się w wąskim hiphopowym gettcie twardych bitów. Podczas koncertów towarzyszy mu gitarzysta i skrzypek. Po drugie to emocjonalna wrażliwość, której nie boi się okazywać. Rymuje o problemach dorastania, samotności i zagubieniu.
Szuka ujścia dla swoich emocji nie tylko w rapie ale i w poezji. Do płyty dołączone są jego wiersze, które zdaniem artysty są trochę innym bytem niż rymowane wersy jego kawałków. „Czasami potrzebuję uwolnić się od rymów i rapowej konwencji i pozwolić sobie po prostu popłynąć – żeby dowiedzieć się czegoś nowego o sobie, żeby spróbować pewne sprawy ująć inaczej, żeby.. po prostu zaspokoić potrzebę wylania z siebie nadmiaru emocji, myśli, przeżyć” - tłumaczył w jednym z wywiadów.
27 i 28 grudnia Bisz zagrał dwa koncerty w swojej rodzinnej Bydgoszczy.