Fot. Mateusz Piesiak

Mateusz Piesiak nie narzeka, jeśli na swojego wymarzonego modela musi czekać nawet kilkanaście godzin - i to siedząc w kucki w trawie lub leżąc na podmokłej ściółce. Dzikie zwierzęta, bo to ich właśnie wypatruje z aparatem młody fotograf, mają prawo być kapryśne. Są jednak sposoby, aby nawet te najbardziej płochliwe uchwycić okiem aparatu. 

REKLAMA

Fotografia dzikiej przyrody, w której specjalizuje się Mateusz Piesiak, wymaga szerokiego spektrum umiejętności - i to nie tylko tych, związanych z obsługą aparatu. Przekonali się o tym dobitnie uczestnicy programu “Perfect Picture”, którego Canon był głównym partnerem (aktualnie wszystkie odcinki można obejrzeć na platformie Player.pl). Mateusz tłumaczył im, na czym dokładnie polega jego fach, a także przygotował zadanie konkursowe. Niełatwe. 

- Byłoby trudne nawet dla mnie - przyznał w rozmowie z naTemat. Na czym polegało? I czy któryś z uczestników ma to “coś”, co pozwoli mu zostać wytrawnym tropicielem niezwykłych kadrów? Mateusz zdradził nam kilka sekretów telewizyjnej oraz fotograficznej kuchni. 

Jak podobała ci się praca na planie “Perfect Picture”?

To było dla mnie coś nowego, ciekawa przygoda. Uczestnicy wcześniej nie mieli w ogóle kontaktu z profesjonalnym aparatem, lustrzanką czy bezlusterkowcem. 

Dla mnie to było dobre sprawdzenie się w roli nauczyciela. Pewne rzeczy robię już automatycznie. A że dla nich to była zupełna nowość, musiałem zejść do tego podstawowego poziomu - przypomnieć sobie, co mi sprawiało szczególną trudność, kiedy zaczynałem i wytłumaczyć im, jak zrobić dobre zdjęcie. 

Z czym mieli największe trudności?

Zaczęliśmy od podstaw, czyli czasu naświetlania, przysłony i ISO. Wytłumaczyłem im, jak te ustawienia dobrać, żeby zrobić dobre zdjęcie w konkretnej sytuacji, w tym przypadku raroga, czyli sokoła, w locie. 

Druga sprawa: oni nigdy nie mieli w rękach teleobiektywu, a tu dostali do rąk aparat Canon R10 i obiektyw RF 100-400mm F5.6-8 IS USM. 

Praca z tego rodzaju sprzętem wymaga zupełnie innej techniki, bo zwykły obiektyw widzi jak ludzkie oko, natomiast teleobiektyw dostrzega jedynie wycinek tego, co mamy przed oczami. Początkowo dużą trudnością jest więc samo namierzenie wybranego obiektu - trzeba umieć go zlokalizować. Przykładowo, księżyc na tle nieba jest maleńki, natomiast w teleobiektywie zajmuje cały kadr. Złapać go na pustym niebie, gdzie nie ma żadnych punktów orientacyjnych, na pewno nie jest łatwe. Dlatego przed zadaniem ćwiczyliśmy właśnie ten specyficzny ruch szybkiego unoszenia teleobiektywu. 

Uczestnicy dodatkowo stali na platformie wysokości mniej więcej 20 metrów. To był kolejny czynnik, który z pewnością nie pomagał. Dodajmy też, że na zrobienie zdjęcia mieli tylko ułamek sekundy: sokół przelatywał obok nich i zaraz znikał. 

logo

Czyli to było właściwie zadanie na refleks? 

Tak, w innych zadaniach można było dopasować ustawienia, coś pokombinować z kompozycją, zastanowić się. Tutaj było trochę tak, jak w fotografii dzikiej przyrody jest na co dzień, czyli że zwierzaki są nieprzewidywalne. Nie mamy wpływu na to, jak się ułożą, kiedy przelecą obok, czy jak szybko. Trzeba po prostu wyczekać moment. Często taka chwila drugi raz się nie powtarza, więc trzeba wykazać się refleksem i cierpliwością. 

Na pewno przydaje się tryb zdjęć seryjnych - zamiast jednego zdjęcia mamy serię, z której możemy wybrać ujęcie z najlepszym ułożeniem skrzydeł w locie czy innym detalem, który najbardziej nam odpowiada.

Czy któryś z uczestników zaskoczył cię szczególną smykałką, zmysłem do robienia zdjęć?

Wszyscy mnie zaskoczyli, bo to zadanie nie było łatwe, nawet dla mnie, a już na pewno nie dla kogoś, kto jest początkujący. 

Każde zdjęcie, które powstało, było inne. Jedną z moich porad było to, żeby sfotografowany ptak nie znajdował się na tle nieba, tylko drzew czy ziemi. Takie zdjęcie jest ciekawsze, no i trudniej je zrobić. 

Część uczestników jednak celowo wybrała zdjęcia na tle nieba, bo, na przykład, raróg był w ciekawej pozie, miał ładnie ułożone skrzydła i właśnie to zadecydowało o wartości zdjęcia. 

Przy czym trzeba powiedzieć, że zdjęcie zrobiła tylko… trójka uczestników. 

O, to istotna informacja [śmiech]. 

Niestety, raróg uciekł, nie chciał współpracować.To jest dzikie zwierzę i nawet, jeśli jest świetnie wytrenowany przez sokolnika, to nie można go zmusić, żeby osiem razy pokonywał tę samą trasę. Raróg więc podziękował, poleciał na drzewo i z niego obserwował okolicę. 

Czy ty miałeś w swojej karierze takie wyzwanie, podczas którego poczułeś się jak uczestnicy “Perfect Picture”? 

Na początku mojej przygody z fotografią dzikiej przyrody szedłem do parku czy lasu i po prostu fotografowałem wszystko, co się nawinie. I albo wracałem z dobrym zdjęciem, albo nie. Od jakiegoś czasu mój tryb zmienił się na planowanie konkretnych zdjęć. Wymyślam sobie je w głowie, a potem dążę do nich tak długo, aż mi się uda je wykonać. 

Większość z tych pomysłów jest jednak niedorzecznie trudna, więc pomimo wielu prób, takie zdjęcia pewnie nigdy nie powstaną. Jednak kiedy któryś pomysł uda się zrealizować, to efekt jest oczywiście znacznie lepszy od przypadkowego “pstryka”, bo jako fotograf zaplanowałem sobie pewne rzeczy, które decydują o dobrym zdjęciu. 

Miałem jeden taki projekt, żeby sfotografować gniazdo bocianów na tle księżyca w pełni. Przy czym nie chciałem gniazda na dachu, czy słupie, ale takie, które będzie możliwie jak najbliższe naturze, czyli na szczycie drzewa. 

Znalazłem takie miejsce w Biebrzańskim Parku Narodowym. Pozostawało jeszcze znaleźć się w nim w dobrym czasie, czyli wtedy, gdy księżyc będzie w pełni. Mam aplikację, która pokazuje, o której w danym miejscu w roku wstaje i zachodzi słońce i księżyc. Super przydatna rzecz do planowania „zasiadek”. Okazało się, że w tym miejscu mam trzy albo cztery pełnie w ciągu roku, przy czym dwie z nich były w zimie, kiedy bocianów nie ma. 

Pojechałem tam pod koniec maja. Na szczęście niebo było bezchmurne. Ustawiłem się, ale coś mi przeszkadzało, więc musiałem w ostatniej chwili biec przez pole, żeby zmienić pozycję. W końcu się udało, zrobiłem zdjęcie. Może nie jest to jakiś rewelacyjny kadr, ale na pewno taki, który wymagał wcześniejszego przygotowania, cierpliwości i znalezienia dobrego miejsca. 

logo

Nasuwa się pytanie, czy w takich przypadkach możesz sobie trochę pomagać? Przywoływać zwierzęta, zachęcać je smakołykami?

Wszystko zależy od gatunku i od skali. Wystawienie karmnika w zimie nikomu nie przeszkadza, wręcz może pomóc ptakom przetrwać. Natomiast jeśli ktoś przynosiłby codziennie kilogramy jedzenia w jedno miejsce, zwierzaki tak się przyzwyczają, że przestaną szukać innych stołówek i będą przychodzić tylko tam. 

Niektóre zwierzęta wydają dźwięki, które można naśladować. Kiedyś fotografowałem jarząbka. On odzywał się identycznie, jak dźwięk migawki w moim aparacie. Po każdym zdjęciu podchodził do mnie, raz nawet zajrzał do osłony obiektywu. Bardzo go ta migawka zaintrygowała. 

I znów, to była jednorazowa sytuacja, nic złego. Ale jeśli takie udawane głosy jarząbek słyszałby nieustannie, pojawiłby się problem. Mógłby pomyśleć, że w jego rewirze jest inny, nieustępliwy samiec i w efekcie czego uciec z danego terytorium lub porzucić lęg. Zawsze należy więc zadać sobie pytanie, czy nasze zachowanie nie szkodzi zwierzętom, czy nie narusza ich spokoju. 

Dla mnie zawsze ważniejsza jest przyroda niż zdjęcie. Może dlatego, że zawsze się nią interesowałem, to ona była dla mnie pierwsza, fotografia przyszła później. Przed zrobieniem każdego zdjęcia zastanawiam się, czy nie wyrządzę krzywdy jakiemuś gatunkowi. Czasem zwierzę czuje się zaniepokojone moją obecnością. Wtedy lepiej się wycofać.

I czy właśnie tak brzmiałaby złota rada, jakiej powinni trzymać się amatorzy fotografii dzikiej przyrody?

Tak, szacunek do przyrody to główna cecha, jaką powinni się charakteryzować. Kiedy fotografujemy, powinniśmy, w miarę możliwości, być niezauważonymi dla zwierząt. 

Cierpliwość też jest ważna. Wiele osób chce zrobić zdjęcie bardzo szybko i szybko rezygnuje, kiedy to się nie udaje. A jeśli zostaliby w danym miejscu chwilę dłużej, godzinę czy dwie, jest szansa, że zwierzak sam by do nich przyszedł. 

Jeśli ktoś lubi przyrodę, to samo siedzenie w jednym miejscu, kontakt ze światem, gdzie wszędzie jest mnóstwo niesamowitych dźwięków, zapachów i stworzeń, dostarcza tyle ciekawych doznań. Zdjęcie staje się jedynie dodatkiem. 

Kto jest dla ciebie autorytetem w świecie fotografii dzikiej przyrody? Od kogo czerpiesz najwięcej wiedzy?

To zmienia się z czasem. Obecnie moim autorytetem jest Vincent Munier. Francuski fotograf, którego uwielbiam dlatego, że jego prace pokazują różne gatunki w artystycznym świetle. Często jego kompozycja może nie jest “prawidłowa”, nie trzyma zasad typu: ptak musi znajdować się w jednej trzeciej kadru itp. Zdjęcia są natomiast wyjątkowe, przedstawiają zwierzęta w niezwykłych pozach, w ciekawym otoczeniu - bardziej przypominają obrazy niż fotografie. 

Ja również nie chcę tylko dokumentować gatunków, ale bardziej planować i tworzyć obrazy, które zamiast pędzlem, maluję obiektywem. 

Malowanie to dobra metafora, bo na twoich zdjęciach pokazujesz przyrodę w niesamowitych barwach. Przypomina mi się zdjęcie szpaka, który był niebieski. Zawsze myślałam, że są czarne. 

Tak, wszystko zależy od światła. Szpak w mocnym świetle jest czarny, w białe cętki. Ale jeśli sfotografujemy go w ciekawym świetle, na tle, na którym jego upierzenie będzie się wyróżniać, okaże się, że taki szpak potrafi opalizować na wszystkie kolory - od niebieskiego, przez zielony po odcienie różu, czerwonego. 

Takich smaczków na co dzień możemy nie zobaczyć. Dzięki fotografii mogę pokazywać ludziom, że pospolite gatunki w konkretnym miejscu i świetle mogą wyglądać zupełnie inaczej, niż by się tego spodziewali. 

logo
Fot. Mateusz Piesiak

Gdzie szukasz pomysłów na swoje zdjęcia? To wymaga pewnie sporej znajomości zwierzęcych zwyczajów.

Mnóstwo czasu spędzam w przyrodzie. Nawet bez aparatu, ale żeby po prostu sobie pochodzić z lornetką i poobserwować. Widzę różne sytuacje i one zapadają mi w pamięć. Potem próbuję je sfotografować w przyszłości. 

Dzięki obserwacji ptaków wiem, jak poszczególne gatunki się zachowują. Przykładowo, tokujące bataliony puszą się i przybierają niesamowite pozy, aby zaimponować samicom. Wiedząc, że tak jest, mogę potem próbować fotografować je w takich okolicznościach.

Jakie cechy trzeba mieć, żeby zostać fotografem dzikiej przyrody? Cierpliwość, miłość do natury - o tym już mówiłeś. Ale może jest coś jeszcze?

Dla mnie kluczowym czynnikiem, który świadczy o dobrym zdjęciu, jest utrzymanie odpowiedniej perspektywy, czyli na wysokości oczu zwierzęcia. Bo jeśli coś chodzi po ziemi, a my to sfotografujemy nawet z „kucaka”, to taka perspektywa nadal jest za wysoka. Tymczasem jeśli położymy się, utrzymamy obiektyw kilka centymetrów nad ziemią, tło za ptakiem mocno się oddali, rozmyje się i tylko on będzie ostry. Taka perspektywa pozwala nam wyłuskać zwierzę z otoczenia, stworzyć wrażenie, że fotograf jest w środku akcji. 

Czyli trzeba mieć w sobie gotowość, żeby się pobrudzić?

Tak, powiedziałbym, że jeśli ktoś chce fotografować przyrodę, ale nie lubi się wytarzać w błotku, to może niech poszuka sobie innego rodzaju fotografii. Dla mnie te rzeczy są niewątpliwie związane z fotografią dzikiej przyrody. Często trzeba się czołgać po rozlewiskach, piachu. Jesteśmy cali mokrzy, wymęczeni. W zamian łapiemy dobrą perspektywę, możemy podejść blisko do zwierzaków i zrobić dobre zdjęcie.

Ile czasu najdłużej spędziłeś w czatowni czy innym miejscu ukrycia czekając na zwierzę?

Najdłużej 16 godzin. Przyjechałem nad staw po południu, spędziłem tam całą noc, czekając na żurawie, które akurat tego dnia nie przyleciały. 

Nie zniechęcają cię takie sytuacje? Bo chyba jest ich sporo.

Powiedziałbym, że jest ich większość. Czasami jest ciężko zmusić się do wstawania o 3 w nocy z perspektywą, że siódmy raz z rzędu nie zrobi się zdjęcia. To na pewno uczy cierpliwości i pokory. Natomiast kiedy w końcu się uda, zdjęcie wynagradza wszelkie trudy. Jest fajnym podziękowaniem za wytrwałość. 

Mi jest dużo łatwiej, bo ja lubię obserwować przyrodę. I nawet, jeśli nie zrobię zdjęcia, to coś zawsze zobaczę czy usłyszę. Sama obecność w naturze jest ciekawa. 

logo

Czy fotografia dzikiej przyrody to najbardziej techniczna dziedzina fotografii?

Ciężkie pytanie, uważam, że każdy rodzaj fotografii wymaga dobrego opanowania sprzętu. W fotografii dzikiej przyrody bez znajomości aparatu nie zrobimy dobrego zdjęcia. Często, kiedy coś wybiegnie, czy wyleci, musimy bardzo szybko dobrać odpowiednie ustawienia, nawet nie patrząc na aparat - mamy na to ułamek sekundy. Jeśli tego nie potrafimy, sporo sytuacji nam po prostu ucieknie. 

Oprócz techniki ważna jest jednak również wiedza o zwierzętach. Na co nam najlepszy sprzęt na świecie, jeśli nie wiemy, gdzie zwierząt szukać, jak się maskować, jak do nich podejść? Jeśli posiadamy doświadczenie, to nawet amatorskim aparatem może nam się udać wykonać świetne zdjęcie.

Jakiego aparatu obecnie używasz?

Zaczynałem w 2009 roku od aparatu Canon EOS 40D, więc podstawowej lustrzanki. Używałem go wiele lat i bardzo miło go wspominam. Teraz przesiadłem się na model Canon EOS R5, czyli bezlusterkowca. Wybrałem go ze względu na kilka funkcji, których nie mają lustrzanki, jak na przykład śledzenie oka, odchylany ekran i cichą migawkę. 

To są rzeczy, które bardzo się przydają. Cicha migawka nie płoszy zwierząt, odchylany ekran pomaga w fotografowaniu z niskiej perspektywy. Mogę też wychylić aparat pod kątem 90-ciu stopni, a odchylany ekran zwrócić do siebie i widzieć co się dzieje. To na pewno zwiększa moje możliwości, kiedy leżę ukryty w czatowni. 

Śledzenie oka jest super, bo aparat sam wykrywa oko zwierzaka, a ja mogę bardziej skupić się na kompozycji, nie martwiąc się, czy złapię ostrość. 

A czy ta funkcja jest mądrzejsza od matki natury? Niektóre zwierzaki mają przecież “oczy” w innych miejscach na ciele. 

Tak, nie można na tym w 100 procentach polegać, bo wiele zwierząt w procesie ewolucji wykształciło znaki na upierzeniu, które imitują oczy. I mogą być do nich tak podobne, że aparat się gubi. 

Sóweczka, najmniejsza sowa w Europie, potrafi tego dokonać. Z tyłu głowy ma właśnie takie “oczy” - wzór na upierzeniu, które je imituje. Potrafi w ten sposób zmylić swoją potencjalną ofiarę i… aparat. Tak samo niektóre kaczki: mają specyficzną plamkę na policzku. To też może czasem zmylić wykrywanie oka. 

Dlatego zawsze trzeba pamiętać, żeby kontrolować tę funkcję i w razie potrzeby ustawiać ostrość tradycyjną metodą. Ale w większości przypadków, śledzenie oka dobrze się sprawdza. Bardzo przydaje mi się też do filmowania. Wcześniej, aby aparat złapał ostrość na ptaku, który idzie w moją stronę, musiałem go cały czas trzymać w środku kadru. Tymczasem śledzenie oka działa na całym kadrze, więc dla mnie to jest super opcja, bo mogę trzymać kompozycję, a aparat robi resztę. 

Na koniec zapytam o ujęcie, które “gonisz” aktualnie?

Nowy pomysł wpadł mi do głowy niedawno: chcę sfotografować szerokim kątem sikorę czubatkę w pięknym zimowym krajobrazie z soplami lub szadzią. Chcę pokazać, jak te małe ptaki, ważące zaledwie 10 g, muszą na co dzień radzić sobie w tak nieprzychylnych warunkach.

Mateusz Piesiak - fotograf przyrody z Wrocławia. Ukończył Automatykę i Robotykę na Politechnice Wrocławskiej, pracuje jako projektant stron internetowych i profesjonalny fotograf; laureat nagród Wildlife Photographer of the Year (Rising Star Portfolio Award 2022) czy European Wildlife Photographer of the Year (Fritz Pölking Junior Prize 2018). Jego prace można oglądać na stronie internetowej, profilu Fb, Instagramie i TikToku.