
Adam Hofman, rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, przekonuje, że kiedy rządziła jego partia, fotoradary stawiano tam, gdzie zwiększają bezpieczeństwo, a nie przynoszą dochody. Dodał, że choć jego partia chciała stawiać fotoradary, to po namyśle stali się przeciwnikami tego programu.
REKLAMA
Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości przekonuje, że jego partia nie jest przeciwnikiem fotoradarów jako takich, ale stawiania ich w miejscach, w których mają tylko przynieść dochód. – Przeciwnikiem narzędzia nie jesteśmy, ale przeciwnikiem tego, by napełniać sakwę Rostowskiego – wyjaśniał Adam Hofman. – Radary stały wtedy w czarnych punktach – zapewniał.
Jednak, jeszcze gdy PiS był u władzy, planowano postawić 100 fotoradarów na 800-kilometrowej drodze ekspresowej S8. – Człowiek wyciąga wnioski. Mamy ekspertyzę komisji infrastruktury z której wynika, że fotoradary odpowiadają tylko za 9 procent poprawy bezpieczeństwa – przekonywał Adam Hofman. – Poza tym ważny jest cel: czy wpływy do budżetu, czy poprawa bezpieczeństwa – stwierdził gość "Kontrwywiadu RMF FM".
Rzecznik PiS zapewniał, że jego partia popiera karanie posłów za wykroczenia drogowe. – My od zawsze jesteśmy zdania, że przestępstwo pospolite powinno być wyjęte spod immunitetu – zapewniał. Dodał też, że sam płaci mandaty drogowe.
Adam Hofman ostro ocenia toczące się postępowanie o postawienie Jarosława Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu. Jednym z jego elementów ma być przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego przez sejmową komisję odpowiedzialności konstytucyjnej. – Cały ten wniosek to sposób nękania lidera opozycji. Nie wiem, czy prezes Kaczyński przyjdzie, ale według mnie nie powinien się pojawiać na tych spotkaniach – oceniał polityk. – Lider opozycji ma się przygotować do rządzenia, a nie chodzić na spotkania. To nie bojkot, ale zajmowanie się tym co najważniejsze – przekonywał.
Hofman przekonywał, że jego partia była przeciwna Trybunałowi Stanu. – Mówiliśmy wielokrotnie, że Trybunał to instytucja abolicyjna – stwierdził. Nie pamiętał jednak, że swego czasu nie kto inny, jak Jarosław Kaczyński chciał postawić przed nim Aleksandra Kwaśniewskiego.
