Jim Rowan
Jim Rowan Fot. mat. prasowe

Volvo Cars rozpoczyna właśnie wyjątkową inwestycję, w ramach której do klawiatur zasiądzie kilkuset polskich specjalistów IT, tworząc zaawansowane oprogramowanie dla koncernu motoryzacyjnego z siedzibą w Göteborgu. Co wiemy o owym przedsięwzięciu? Szczegóły zdradził nam Jim Rowan, prezes firmy Volvo Cars, który w tym celu odwiedził Warszawę.

REKLAMA

Zacznijmy od lokalizacji: omawiany tutaj Tech Hub ulokowany zostanie poprzedniej stolicy naszego kraju. To właśnie tam, w sercu Krakowa, polscy specjaliści – głównie informatycy i programiści – będą pracować nad rozwiązaniami, które trafią do samochodów sprzedawanych na całym świecie.

Na tzw. dobry początek (czyli do końca tego roku) zatrudnionych zostanie tam około 120 osób. W planach dalszych, tych sięgających połowy bieżącej dekady, liczba owa wzrośnie do 500-600. Rekrutacja? Już ruszyła – na pierwszy ogień poszukuje się utalentowanych inżynierów oprogramowania wbudowanego, architektów systemów oraz testerów.

Jak podkreśla Jim Rowan, Polska dołączy w ten sposób do naprawdę prestiżowego grona, gdyż krakowski Tech Hub stanie się czwartym tego rodzaju obiektem na świecie (w tym momencie Volvo Cars posiada centra rozwojowo-badawcze w Sztokholmie i Lund oraz w indyjskim Bangalore).

logo
Od lewej: Jim Rowan, Hanna Fager oraz Arkadiusz Nowiński Fot. mat. prasowe

Na czym będą skupiać się specjaliści pracujący w tym miejscu? Chodzi tutaj np. o rozwój oprogramowania umożliwiającego jazdę autonomiczną tudzież wszelakich systemów informatycznych, które (wykorzystując m.in. rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji) pozwalają najpierw zrozumieć przyczyny wypadków drogowych, a następnie im zapobiegać.

Krakowskie centrum rozwojowo-badawczego będzie kooperowało ściśle nie tylko z trzema wspomnianymi przed chwilą ośrodkami w Szwecji oraz w Indiach, lecz także z centrami inżynieryjnymi Volvo Cars (te działają w Göteborgu oraz w Szanghaju), a także z firmą Google.

logo
Jim Rowan Fot. mat. prasowe

Jak podkreśla bowiem Jim Rowan, dynamiczny rozwój własnych rozwiązań nie oznacza zerwania współpracy z gigantem z Mountain View (której efektem jest stosowany w samochodach Volvo system Google Automotive OS).

Zastanawiasz się, dlaczego ów koncern motoryzacyjny postawił właśnie na kraj nad Wisłą? Przecież biorąc pod uwagę fakt, iż Volvo Group działa na ponad stu dziewięćdziesięciu rynkach, w dziewiętnastu dysponując zakładami produkcyjnymi, możliwości wyboru było całkiem sporo...

O tę kwestię postanowiliśmy podpytać "naszego człowieka w Göteborgu", czyli Arkadiusza Nowińskiego, który piastuje stanowisko Senior Vice Presidenta Volvo Cars oraz szefuje regionowi EMEA (odpowiadając za 66 rynków stanowiących ponad połowę globalnej sprzedaży owej marki). Czy tak wysokie umocowanie Polaka w strukturach koncernu było w tym przypadku pomocne?

logo
Arkadiusz Nowiński Fot. mat. prasowe

– Wiadomo, jestem w tej kwestii mocno nieobiektywny, a więc odpowiem z przymrużeniem oka: na pewno fakt, iż Polak zajmuje takie, a nie inne stanowisko, nie przeszkodził (śmiech). Oczywiście tego rodzaju decyzje oparte są o całym mnóstwie czynników. Jakie były najważniejsze w tym przypadku? Na pewno chodziło o to, że Polska jest niezwykle rozwiniętym zapleczem informatycznym oraz inżynieryjnym. Dysponujemy dużymi zasobami kadrowymi, co jest efektem bardzo dobrego systemu edukacyjnego.

Jak dodaje Arkadiusz Nowiński, przez wielu obcokrajowców, w tym Skandynawów, jesteśmy odbierani jako naród pracujący naprawdę efektywnie. Dysponujemy nie tylko świetnymi kompetencjami, jesteśmy również solidni oraz pracowici.

Co również istotne, nasz rynek biznesowy jest doskonale znany firmie z Göteborga, która działa tutaj od trzech dekad, natomiast koszta pracy – choć oczywiście można znaleźć i tańsze kraje – są niższe od tych na zachodzie lub północy Europy.

Nie bez znaczenia jest również bliskość rozumiana w sensie geograficznym. Chodzi o kwestie "pragmatyczno-organizacyjne"; chociażby to, iż znajdujemy się w tej samej strefie czasowej, co ułatwia sprawne działanie.

Teraz pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość (pamiętajmy, iż w branży motoryzacyjnej wszelakie nowinki opracowywane są ze sporym wyprzedzeniem) i trzymać kciuki za polskich informatyków oraz programistów, a następnie... z poczuciem dumy korzystać z opracowanych przez nich rozwiązań, gdy już trafią do nachodzących modeli Volvo.

Materiał powstał we współpracy z firmą Volvo