
„Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga, drugi po „Damie z gronostajem” najważniejszy obraz w Polsce, od jutra będzie poddawany specjalistycznym badaniom, które pomogą zanalizować każdą warstwę obrazu. Kilkudniowa procedura będzie transmitowana online na stronie Muzeum Narodowego w Gdańsku.
REKLAMA
Najsłynniejszy obraz Hansa Memlinga - "Sąd Ostateczny”, od środy będzie badany mobilną aparaturą pomiarową Molab. - Oczywiście dzieło było już wielokrotnie analizowane. Mamy wyniki badań na przez podczerwień, dzięki którym dotarliśmy do szkicu, ultrafiolet pozwolił nam ustalić zmiany zachodzące w obrazie z upływem czasu. Jednak dopiero sprzęt Molab pozwoli nam zajrzeć wgłąb obrazu, między każdą jego warstwę. Będą to najbardziej szczegółowe badania – tłumaczy Anna Fortuna z Muzeum Narodowego w Gdańsku. Pomogą one ustalić m.in. stan zachowania obrazu i liczbę ingerencji prowadzonych na przestrzeni wieków. Działania nie mają jednak nic wspólnego z konserwacją, która według Anny Fortuny nie jest mu potrzebna. - Odkąd obraz w 1956 roku powrócił do Polski, dokonywaliśmy jedynie zabiegów kosmetycznych, jak usuwanie kurzu, czy poprawa pozłocenia przy ramie. Badania sprzętem Molab pomogą jednak w ustaleniu, jak w przyszłości taką konserwację przeprowadzać – tłumaczy Fortuna.
Najbardziej oczekiwana przez naukowców jest próba zbadania tajemniczego miejsca obrazu – twarzy Sprawiedliwego. Jako jedyny element gigantycznego dzieła jest namalowana na metalowej blaszce i doklejona. Analizy pomogą ustalić, czy był to celowy zabieg autora, czy może pod spodem znajduje się nieudana próba jej stworzenia, której autorowi nie dało się poprawić przy pomocy farb.
Anna Fortuna, Muzeum Narodowe w Gdańsku
Dopiero sprzęt Molab pozwoli nam zajrzeć w głąb obrazu, między każdą jego warstwę. Będą to najbardziej szczegółowe badania.
Badania mają wielki walor, nie tylko dlatego, że umożliwią pełniejsze poznanie techniki i warsztatu Memlinga. Dzięki temu, że aparatura jest mobilna, prace mogą być przeprowadzane w miejscu przechowywania dzieła i gwarantują jego bezpieczeństwo.
Pracami będą kierować naukowcy z Uniwersytetu w Perugii. Już wcześniej mieli oni do czynienia z dziełem Memlinga – w Antwerpii badali „Chrystusa wśród aniołów”.
O badanie techniką Molab trzeba było się postarać. Muzeum Narodowe w Gdańsku wygrało międzynarodowy projekt naukowo-konserwatorski CHARISMA.
Badanie miało rozpocząć się już dziś, jednak przez fatalną pogodę naukowcy ze sprzętem dotrą do Gdańska dopiero jutro. Prace od środy wieczorem będzie można obserwować krok po kroku on-line na stronie http://www.muzeum.narodowe.gda.pl/memling/kamera.html. Potrwają one do 4 lutego.
"Sąd Ostateczny" to jedyne dzieło Hansa Memlinga w zbiorach polskich i najlepsze, jakie wyszło spod pędzla niderlandzkiego artysty. Namalowane między 1467 a 1471 rokiem w formie tryptyku zaskakuje swoim ogromem. Ma prawie dwa i pół metra wysokości, a po rozłożeniu skrzydeł osiąga szerokość 360 cm.
Równie ciekawa jak samo dzieło jest jego historia pojawienia się w Polsce. Gdański kaper Paweł Benke 539 lat temu zajął burgundzki statek. Zależało mu na łupie, nie liczył nawet, że na pokładzie znajduje się "Sąd Ostateczny". Po odkryciu obrazu, podarował go kościołowi Mariackiemu w Gdańsku. Nie oznacza to jednak, że już na zawsze pozostał w Polsce. Pod koniec II wojny hitlerowcy wywieźli obraz w głąb Niemiec, gdzie wpadł w ręce Armii Czerwonej. ZSRR zwróciła go Polsce w 1956 roku.
"Sąd Ostateczny" to jedyne dzieło Hansa Memlinga w zbiorach polskich i najlepsze, jakie wyszło spod pędzla niderlandzkiego artysty. Namalowane między 1467 a 1471 rokiem w formie tryptyku zaskakuje swoim ogromem. Ma prawie dwa i pół metra wysokości, a po rozłożeniu skrzydeł osiąga szerokość 360 cm.
Równie ciekawa jak samo dzieło jest jego historia pojawienia się w Polsce. Gdański kaper Paweł Benke 539 lat temu zajął burgundzki statek. Zależało mu na łupie, nie liczył nawet, że na pokładzie znajduje się "Sąd Ostateczny". Po odkryciu obrazu, podarował go kościołowi Mariackiemu w Gdańsku. Nie oznacza to jednak, że już na zawsze pozostał w Polsce. Pod koniec II wojny hitlerowcy wywieźli obraz w głąb Niemiec, gdzie wpadł w ręce Armii Czerwonej. ZSRR zwróciła go Polsce w 1956 roku.