
Przed każdymi świętami to samo. Kupowanie, pieczenie, sprzątanie i krzyczenie na Bogu ducha winnych domowników z szałem w oczach. Niby jest lepiej niż u naszych matek, ale wciąż wewnętrzny głos uparcie szepcze: "Wielkanoc idzie, a okna nieumyte". Wiecie co? Trudno.
"Nie umyłam dziś okien. Nie zaplanowałam 'jajeczek i bab'. Nie usłyszałam odkurzacza. Firanki też mam brudne. No i tak… siedzę i się cieszę, że miałam tyle czasu, żeby posiedzieć i się pocieszyć" – napisała na Instagramie Magda Mołek.
I dodała: "A jeszcze coś tak skrzydlatego dziś przeczytałam: 'Żyj w zgodzie ze swoimi pragnieniami, a stworzysz życie, które będzie całkowicie i wyłącznie twoje. Kiedy umiejętnie bawisz się dynamiką mocy, świat się zmienia. Przestajesz być niewolnicą życia, które prowadzisz a stajesz się twórczynią świata, którego pragniesz'. No i jak po czymś takim w ogóle spojrzeć na mopa".
Sprzątać na święta czy nie sprzątać?
Pod wpisem rozgorzała dyskusja kobiet, które podzieliły się na trzy obozy. Obóz pierwszy: pełna zgoda. Po co zaharowywać się na śmierć, skoro można spędzić czas z dzieckiem, obejrzeć film, pójść do fryzjera. Posprzątać dom można kiedy indziej. "Nie umyłam okien, firanek nawet nie mam, obiad był zamówiony, na Święta wyjeżdżam. Dom to nie muzeum. Chrystus i tak umrze, i zmartwychwstanie. Ja tam wolę czas ze sobą i z rodziną, bo w tygodniu mam go mało" – napisał ktoś.
Obóz drugi: można i to, i to, bo dlaczego nie posprzątać i nie odpocząć? "A ja dzisiaj umyłam okna, zdjęłam firanki, umyłam podłogi, zrobiłam listę świątecznych zakupów i miałam czas, żeby posiedzieć, napić się kawy, poczytać i cieszyć się życiem. Nie demonizujmy wszystkiego" – stwierdziła jedna z fanek Mołek.
I w końcu obóz trzeci: na Wielkanoc posprzątać trzeba i już. Zwolenniczki zarzuciły dziennikarce, że jej dom ogarnie pewnie pani sprzątająca, ktoś nazwał ją nawet "warszawską damą". "Wy warszawskie 'damy' wszystkie macie panie od czarnej roboty po to, żeby siedzieć i robić sobie zdjęcia na insta" – oceniła internautka.
Sama jestem z Warszawy i nie mam "pani od czarnej roboty" (co zrobiłam w życiu nie tak...). Damą też bym się nie nazwała. Jednak zalew komentarzy pod wpisem Magdy Mołek pokazał dwie rzeczy: kwestia harówki przed świętami wciąż budzi kontrowersje, ale praktycznie tylko u kobiet. Czy słyszałyście tę dyskusję u mężczyzn? Ale to zupełnie inny temat (polecam piosenkę "Labour" Paris Palomy, która idealnie podsumowuje dysproporcje w wykonywaniu obowiązków domowych przez kobiety i facetów).
Nie musisz sprzątać na Wielkanoc, ale możesz
Czy musimy sprzątać na święta? Nie. Ale tak zostałyśmy wychowane, tak robiły nasze babcie i mamy. Trzeba wytrzepać dywany, umyć okna, przetrzeć podłogi mopem, wyprać zasłony i poszewki na poduszki, wyszorować wannę. Sprzątanie to jedno, ale jeszcze gotowanie, pieczenie, dekorowanie, zastawianie stołu, kupowanie prezentów dla dzieciaków.
Jak było w naszym dzieciństwie? W większości polskich domów wszystko robiły matki, a jeśli już prosiły kogoś o pomoc, to córki. Ojcowie siedzieli przed telewizorem, ale przynajmniej umyli samochód, bo to też obowiązkowy punkt przed świętami. Jeśli coś było niezrobione, był niewyobrażalny wstyd: przed sobą, gośćmi i panem Jezusem, który zmartwychwstał, żeby sprawdzać, czy mamy smugi na szybach.
Trudno więc się dziwić, że mamy to "we krwi". Polska kobieta musi ogarnąć dom, bo inaczej marna z niej gospodyni, matka i żona. Co powiedzą ludzie? My, kobiety z pokolenia millenialsów, zaczęłyśmy się wyłamywać. Buntować. Wprowadzać własne zasady. Ale wciąż patrzy się na nas spod oka. Jeśli nie harujesz przed świętami, ale siedzisz na paznokciach, jesteś rozpieszczoną egoistką i warszawską damą.
Czy święta będą lepsze, jeśli podłoga będzie wypastowana, a na stole będzie siedem domowych ciast? Będzie czysto i pysznie, ale co z tego, jeśli ty będzie wyczerpana, senna wkurzona, nabuzowana. A taki obraz matki wiele z nas dobrze zna z dzieciństwa: z Bożego Narodzenia, Wielkanocy, rodzinnych uroczystości.
Skończmy z terrorem. Nie musimy harować, jeśli nas to unieszczęśliwi: święta nie są po to. Możemy spędzić święta po swojemu, wprowadzić własne zasady: każdy gość przynosi coś do jedzenia, wszyscy domownicy po równo uczestniczą w porządkach, składamy się na catering, gruntowne porządki zrobimy później, gdy będzie cieplej. Cokolwiek nam pasuje. A jeśli mamy dość, możemy olać święta. Może marzy nam się niedziela i poniedziałek przed telewizorem? Czemu nie, proszę bardzo!
To jednak nie oznacza, że nagle mamy spędzić Wielkanoc w brudzie, bo tak trzeba. Klucz do szczęścia to robienie wszystkiego w zgodzie ze sobą. Jeśli nie wyobrażasz sobie nie posprzątać na święta, zrób to, ale pamiętaj też o sobie. Nie wahaj się poprosić o pomoc, nie rób niczego na pokaz, ale dla siebie. Wszystko jest dla ludzi, możemy same ustalać reguły gry i olać komentarze oburzonych. Możesz myć okna i nie myć okien, to takie proste.
Ja w te święta nie posprzątałam ani nie udekorowałam domu, bo nie miałam ani siły, ani ochoty. Czy mam wyrzuty sumienia? Trochę, ale walczę z nimi, bo nie chcę się do niczego zmuszać. Za to upiekę kilka ciast. Bo lubię.
