
Choć Rafał Ziemkiewicz, odchodząc do tygodnika "Do Rzeczy" zapowiedział, że nie będzie pracować już dla wydawcy "Rzeczpospolitej", jego tekst ukazał się kilka dni temu w gazecie. Publicysta skłamał? "Oczywiście, powyższa deklaracja miała oznaczać, że nigdy nie zamierzam w żadnej firmie należącej do Hajdarowicza pracować. Przywykłem myśleć po free-lancersku" – tłumaczy w sobotnim felietonie.
Po zamieszaniu wokół artykułu o trotylu na wraku tupolewa, w wyniku którego z "Rzeczpospolitej" został zwolniony Cezary Gmyz, Rafał Ziemkiewicz napisał na swoim blogu tekst: "Nigdy z Hajdarowiczem". Dziennikarz zapewnił w nim, że nigdy więcej z wydawcą dziennika nie zamierza współpracować. "Nigdy z Hajdarowiczem nie będę w aliansach. Powiedziałem to chyba wystarczająco wyraźnie, ale skoro do niektórych nie dotarło, to powtarzam" – napisał.
Wystarczyły ledwie dwa miesiące, by Ziemkiewicz pokazał, jak należy rozumieć jego słowa – w gazecie został zamieszczony jego artykuł. Na łamy "Rzeczpospolitej" wrócili też Piotr Semka i Łukasz Warzecha. Publicysta tak wycofywał się ze swojej pierwotnej deklaracji:
Rafał A. Ziemkiewicz
Na publicyście nie zostawili suchej nitki jego czytelnicy. Zarzucali mu hipokryzję i brak konsekwencji.
Dziś Rafał Ziemkiewicz ponownie tłumaczy swój wybór. W internetowym wydaniu tygodnika "Do Rzeczy" napisał:
Rafał A. Ziemkiewicz
Zarzucił też, że część z komentarzy mogła być pisana na zlecenie nieprzychylnych mu środowisk.
"Nowa siła, którą sobie salon i władza ostatnio zbudowały, w dużym stopniu swoiście agenturalna. Na ten przekaz wielu czytelników jeszcze się nie uodporniło, jeszcze sobie nie wyrobiło odruchu podejrzliwości".
Na słowa Ziemkiewicza zareagowali użytkownicy Twittera:


Słowa Ziemkiewicza krytycznie ocenił też publicysta i bloger Paweł Rybicki:

