Wróżbita Maciej: Nie otrzymuję żadnych sygnałów, żebym się mylił [wywiad]

Wróżbita Maciej
Wróżbita Maciej Źródło: Wróżbita Maciej
"Pani wie, o czym ja mówię" – to jego hasło rozpoznawcze. I choć z zawodu jest protetykiem, nie wyobraża sobie, by robić w życiu cokolwiek innego niż to, "w czym jest dobry". Ezoterykę traktuje jak powołanie i nie przeszkadza mu, że ludzie czasem mu zazdroszczą. – Gdyby pan zarabiał tyle co ja, był tak rozpoznawalny i miał takie sukcesy, to też by panu ludzie zazdrościli – usłyszałem od najpopularniejszego w Polsce wróżbity.


Panie Macieju, gdy rozmawiałem ze znajomymi o tym, jakie pytania powinienem panu zadać, najczęściej podpowiadali, abym zapytał, czy pan wie, "o czym teraz myślę". Dziwią pana takie pytania?

Wróżbita Maciej: Ludzie mylą wróżbitę z osobą, która czyta w myślach. Ja jestem wróżbitą, a moim narzędziem są przede wszystkim karty. Abym zobaczył, co kto myśli i jakie ma zamiary, muszę zobaczyć karty.

Jak traktować pańskie wróżby? Czy jako pewną wskazówkę, czy jako pewnik?

Ludzie od lat znają wróżbitę Macieja i wiedzą, że ja mówię tylko konkrety. Nie opowiadam bajek ani tego, co ktoś chciałby usłyszeć. Ja uważam to, co mówię, za pewnik. Nie mógłbym się tym zajmować, gdyby było inaczej. Gdy prawnik udziela porady prawniczej, to też musi być pewien tego, co mówi. Ja jestem pewien i uważam, że jestem w stanie pomóc komuś, by zmienił swoje życie. Oczywiście, jeśli wdroży w nie moje porady.


Nigdy się pan nie myli?

Nie otrzymuję sygnałów, abym się mylił. Wręcz przeciwnie. Potwierdzam to w każdym swoim programie. Mnóstwo osób dzwoni i mówi, że wróżba się sprawdziła. Jestem jedyną osobą w Polsce, do której wraca tylu widzów. W ostatnim programie padł rekord. Zadzwoniło do mnie 19 osób, aby powiedzieć: Panie Macieju, potwierdzam sprawdzalność.


I nikt nigdy nie powiedział, że coś się nie sprawdziło?

Nie miałem takiej informacji. Nie jestem też jakimś gburem czy zarozumialcem, aby twierdzić, że mam sto procent sprawdzalności. Żaden ezoteryk nie ma stu procent. Nie ma ani jednego takiego lekarza czy prawnika, którego twierdzenia sprawdzałyby się w stu procentach.


Jak wiele miejsca w pańskich programach zajmuje show? Dużo osób zwraca uwagę nie tylko na pańskie wróżby, ale także na osobowość, sposób, w jaki je pan prezentuje.

Nie ma w moich wróżbach show. Gdy prowadzę program, to jestem ożywiony sam z siebie. To moja osobowość, a nie podejście do tego, co robię. Jak lekarz się uśmiecha, to też trudno mówić, że robi jakieś "show". Gdybym nie miał osobowości, to nie miałbym takiej oglądalności.

Panie Macieju, kim pan jest z zawodu?

Protetykiem.

Poważnie? Pracował pan kiedyś w zawodzie?

Nie, nie pracowałem w zawodzie i nie zamierzam. Była to raczej próba ucieczki przed wojskiem, skuteczna próba, bo w wojsku nie byłem.

A czy zastanawiał się pan, co by robił, gdyby miał robić coś innego niż teraz?

A czy pan się kiedyś nad tym zastanawiał?

Oczywiście, jest mnóstwo ciekawych rzeczy, które można robić w życiu. Na przykład można prowadzić szkolenia.

Ja też mógłbym prowadzić szkolenia. Z ezoteryki. Ale ja odczuwam swój zawód jako powołanie. Uważam, że jestem w tym dobry i odczuwam to na tyle silnie, że nie widzę się w innym zawodzie.

Czy zdarzyło się panu, aby ktoś nazwał pana oszustem? Jak pan reaguje na takie oskarżenia?

To absurdalne pytanie. Każdy oglądający mój program wie, że gdybym mówił jakieś bzdety odnośnie przyszłości, byłbym podejrzewany, że opowiadam bajki. Ja zaś widzę to, co jest i co było. Miałem program, podczas którego zadzwoniła do mnie kobieta. Powiedziałem jej, że w 2007 roku rozstała się z mężem. I ona powiedziała: "Panie Macieju, rozstałam się". Zapytałem, czy w 2007 roku? Ona opowiedziała, że tak. Jeśli jestem jedyną osoba, która potrafi widzieć przeszłość, to jest to dowód na wiarygodność. Mam mnóstwo widzów, którzy nie wierzą we wróżki, ale wierzą we mnie.

Czy ludzie zazdroszczą panu pozycji, którą pan sobie wypracował?

Gdyby pan zarabiał tyle co ja, był tak rozpoznawalny i miał takie sukcesy, to też by panu ludzie zazdrościli.

Skąd bierze się ta zazdrość?

Nie oszukujmy się. Osoba która odnosi sukcesy, a jest ich w Polsce bardzo dużo, jest krytykowana. Najwięcej osób krytykuje w internecie i to oczywiście anonimowo.

Czego oczekują od pana osoby, które do pana dzwonią? Czy jedynie wróżby, czy także rozmowy. Czy wciela się pan w pewnym sensie w rolę psychologa?

Ja nie pełnię roli psychologa. Ja jestem wróżbitą i nie jestem od pocieszania. Jako wróżbita mam doradzić, przedstawić wynik danego przedsięwzięcia. Nie wykorzystuję umiejętności psychologicznych. Skupiam się na swojej pracy.

Ludzie znają pana między innymi z pewnych sformułowań, które mocno się z panem kojarzą. Lubi ich pan ich używać? Mam na myśli przede wszystkim "pani wie, o czym ja mówię", oraz "skąd ja mógłbym to wiedzieć".

"Pani wie, o czym ja mówię", czy też "dziękuję za uznanie" było związane z moją współpracą z serwisem Allegro. To była kampania reklamowa. A jeśli chodzi o "skąd mógłbym to wiedzieć", to jak ktoś jest często na wizji, to pewne stwierdzenia wpadają w ucho i zostają w umyśle widza. Nie odbieram tego jako "powiedzonka", tylko jako dowód na to, że mam oglądalność i jestem rozpoznawalny. Czy zna pan powiedzonka jakiegoś innego ezoteryka?

Nie znam. A czy korzystają z pana pomocy osoby duchowne?

Nie mogę o tym mówić.

Nie chodzi mi o podawanie nazwisk. Mogłoby się wydawać, że duchowni wierzą raczej w inne sprawy.

Korzystają. Pytania przede wszystkim dotyczą spraw życiowych. Osoby które korzystają z moich usług wiedzą, że ich dane pozostaną anonimowe. Pytają o sprawy trudne do rozwiązania.

Otrzymuje pan tysiące pytań. Czy któreś z nich szczególnie pana zaskoczyło?

Przed kilkoma laty zaskoczyło mnie pytanie młodej dziewczyny o to, kiedy jej babcia umrze.

Odpowiedział pan?

Absolutnie nie. Nie mogę odpowiadać na takie pytania. Bardzo poważnie podchodzę do tego, co robię i nie mogę mówić o czyjejś śmierci. Z ciekawych pytań padają także takie, jak np. "Co myśli o mnie kierowca autobusu?".

Co stanowi taką granicę, której nie może przekroczyć ezoteryk?

Ludzie traktują mnie bardzo poważnie i zadają mi bardzo poważne pytania. Czy bywają dziwne? Nie oceniam tego. Każde pytanie jest dla mnie najważniejsze, chyba że przekracza granicę człowieczeństwa. Na takie pytanie nie mogę odpowiedzieć.

Odpowiadanie na trudne, życiowe pytania, to chyba duża odpowiedzialność. Czy czuje ją pan podczas pracy?

A czy pan czuje odpowiedzialność za swoją pracę? Pytania dotyczą bardzo ważnych, nieraz dramatycznych życiowych wyborów.

Oczywiście.

Każda osoba, która wykonuje swoje czynności zawodowe czuje odpowiedzialność. Gdybym jej nie czuł, nie zajmowałbym się tym, co robię. Osoba, która wiezie benzynę przez miasto, też czuje taką odpowiedzialność.

Czytaj także: Horoskopy – czy warto wierzyć w przepowiednie z kolorowych pism?