Przypadkowi ludzie celowo wystraszeni na potrzebę reklamy. Nivea przekroczyła granice? [Waszym zdaniem]

Kadr z nowej reklamy Nivea "Stresstest"
Kadr z nowej reklamy Nivea "Stresstest" Fot. http://www.youtube.com/user/Tiamseaea?feature=watch
Reklamy rozśmieszające konsumentów na pewno bardziej zapadają w pamięć. Niewidzialną granicę łatwo jednak przekroczyć. Taki kontrowersyjny spot reklamowy stworzyła firma Nivea. By zareklamować dezodorant, mocno nastraszyła kilka przypadkowych osób na lotnisku.


Nivea, linia kosmetyków należąca do niemieckiego koncernu Beiersdorf AG jest jedną z popularniejszych marek na rynku kosmetyków. Lecz nawet wielcy gracze nie mogą zapominać o kontakcie z konsumentami. Nowa reklama dezodorantów Nivea okazała się co najmniej kontrowersyjna.

Na zatłoczonym niemieckim lotnisku siedzi kobieta, prawdopodobnie czekając na swój lot. Ktoś robi jej z ukrycia zdjęcie, które następnie wklejane jest do spreparowanej gazety z nagłówkiem "Poszukiwana uciekinierka". Podstawiony człowiek siada naprzeciw nieszczęsnej kobiety tak, by na pewno zauważyła swój wizerunek na pierwszej stronie gazety. Jakby tego było mało, z lotniskowych głośników rozlega się po chwili komunikat informujący o uciekinierce i dokładnie opisujący ubiór i wygląd kobiety.

"Ofiara" reklamy stresuje się coraz bardziej i wtedy w telewizji ogląda razem z innymi oczekującymi serwis informacyjny. Oczywiście spreparowany. W nim swoje zdjęcie z komentarzem spikera, że policja poszukuje "uciekinierki". Okoliczni pasażerowie zaczynają szeptać między sobą, spoglądać na pechowca, wreszcie ktoś wstaje, by zawiadomić ochronę. Taki schemat powtarza się u kilku przypadkowych ofiar.



Gdy "poszukiwani" pasażerowie są na granicy wytrzymałości, pojawiają się ochroniarze z tajemniczą walizką. Pytają, czy ofiara jest zestresowana. Gdy udaje jej się coś wymamrotać, otwierają walizkę z nowym dezodorantem Nivea. Na twarzach ofiar maluje się ulga granicząca z niedowierzaniem. Choć reakcje przypadkowych ludzi u niejednego wywołają uśmiech, ofiarom żartu nie było do śmiechu. Niewykluczone, że dla rozluźnienia potrzebowały czegoś mocniejszego, niż dezodorant, a lotniskowy bar zanotował wzrost sprzedaży alkoholi.

Twórcy reklamy przygotowali się, sprawdzając wcześniej swoje ofiary. Ich selekcja przebiegała w porozumieniu z przyjaciółmi czy bliskimi "poszukiwanych", na zasadzie zbliżonej do popularnego swego czasu programu "Mamy cię". Twórcy zapewniali ponadto, że reakcje zarówno ofiar jak i okolicznych pasażerów były autentyczne.

Czy [Waszym zdaniem] twórcy przekroczyli granice stawiając przypadkowe osoby w mocno stresującej sytuacji ku uciesze rzeszy konsumentów? Jak zareagowalibyście, gdyby to Was postawiono w takiej sytuacji?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...