Fot. natemat

Jak robić (oszczędzać), żeby się nie narobić (tylko zarobić)? Wystarczy mieć znajomości. Ale nie takie, jak myślicie. 

REKLAMA

Któż z nas nie chciałby mieć dużych oszczędności? Głupie pytanie. Niestety, w tym konkretnym przypadku zasada: chcieć to móc jakoś średnio funkcjonuje. Mówię oczywiście za siebie, choć mam pewne podejrzenia co do tego, że problem zbyt niskiego stanu na koncie oszczędnościowym nie dotyczy jedynie mnie. 

Wymówek można wymyślać na pęczki, bo i okoliczności są dziś ku temu sprzyjające: wysoka inflacja, niestabilna sytuacja na rynku, szybujące w górę jak rakieta koszty kredytów i pozostające na tym samym, frustrującym poziomie, zarobki… Brzmi mało zachęcająco. 

Niestety, prawda jest taka, że to właśnie trudne czasy powinny nas zdopingować do budowania finansowej poduszki bezpieczeństwa. Skoro nie jest najlepiej, to czy nie może być jeszcze gorzej? Szczerze, to już widzę rzeczywistość, mówiącą: “Potrzymaj mi piw… znaczy, sok pomarańczowy”. 

Pytanie, jak się do oszczędzania zabrać? Odpowiedź brzmi: uczyć się od tych, którym sztuka ta się udaje. Albo lepiej - przejąć od nich te triki, które, przynajmniej na początku, najbardziej do nas przemawiają. Okej, tylko kim są ci “oni”? Okazuje się, że prawdopodobnie macie takich specjalistów w rodzinie. 

Zetki i Silversi: mistrzowie oszczędzania?

Okazuje się, że sposobów na gromadzenie oszczędności, czy nawet szerzej: sposobów na to, aby lepiej obchodzić się z finansami, warto szukać na przestrzeni pokoleń. 

Jak tłumaczy Katarzyna Kierzkowska, badaczka opracowująca raport “Budżet i oszczędności” w banku Credit Agricole, pokoleniowość mocno przekłada się na kwestie finansowe.

- Różnice są tym ostrzejsze, im pokolenia są od siebie bardziej oddalone. Znaczenie ma na przykład to, jak długo jesteśmy obecni na rynku pracy, oraz  jakie postawy odziedziczyliśmy od swoich rodziców - komentuje badaczka. 

Jakie więc pokolenia najlepiej analizować pod finansowym mikroskopem? Biorąc pod uwagę czynnik oddalenia, powinny to być  “zetki” oraz “silversi” zwani również pokoleniem“baby boomers”. 

Jeśli w tym momencie otwieracie szeroko oczy ze zdziwienia i zastanawiacie się, czego właściwie możecie nauczyć się od absolutnie roztrzepanej młodszej siostry czy od żyjącego w swoim analogowym świecie dziadka, oznacza to, że nigdy nie rozmawialiście z nimi o pieniądzach. 

logo

Zetki: odważne i aktywne

Sprecyzujmy: nie rozmawialiście o pieniądzach na serio. Bo to, że jakaś zetka w waszej obecności zaczęła opowiadać o tym, ile zarabia i dlaczego potrzebuje dorobić jeszcze co najmniej drugie tyle, żeby móc zafundować sobie trip do Maroko, to dość prawdopodobne. Tylko pewnie nie słuchaliście. 

A warto było. Ja może nie mam siostry dwudziestolatki, ale znam kilka typowych zetek i uwierzcie, że to pokolenie nie ma większych oporów, żeby otwarcie mówić o pieniądzach, a co za tym idzie - oczekiwaniach związanych z zarobkami. 

Bo można się oburzać, kiedy młodzi rzucają pracę po jednym dniu, bo grafik koliduje z ich kursem nurkowania, ale można też spojrzeć na statystykę, która mówi, że aż 63 proc. ankietowanych przedstawicieli pokolenia Z podejmuje dodatkową pracę i próbuje zwiększyć swoje przychody. W porównaniu z “nami”, czyli średnią wszystkich pokoleń, to niemal 10 proc. więcej. 

“Chcę się rozwijać, to muszę mieć na to pieniądze. Nie ma nic za darmo” - potwierdza moja znajoma Ada,  świeżo upieczona magister filologii, która już na studiach zaczęła pracę w portalu internetowym, a dzisiaj do pełnego etatu dorzuca okazjonalne prowadzenie kont w mediach społecznościowych.

Ada jest też przewodniczką po “drugim obiegu”. Potrafi sprzedać, wymienić, zamienić właściwie wszystko: od zalegających w szafie skarpet, sprezentowanych przez nielubianą ciotkę, przez mikser z lekko przetartym kablem, aż po plakat, który mógł wyjść spod ręki znanego grafika (może i nie ma podpisu, ale to przecież ten sam styl!). 

Słowem, Ada nie lubi tracić okazji, a okazyjne znaleziska ceni wyżej niż markowe nowości. I jest to cecha, którą może poszczycić się wielu z jej rówieśników - w przeciwieństwie do moich, którzy potrafią zaciągać chwilówki na najnowszego “jabłkowego” smartfona. 

To, czego być może nie słyszeliście, a o czym zetki głośno rozmawiają między sobą, to inwestycje. Oni naprawdę żywo interesują się zwiększaniem kapitału i to nie tylko w tradycyjny sposób. Znajomi Ady inwestują w kryptowaluty i choć ona sama raczej w nie nie wejdzie (zbyt ryzykowne), to już jej fascynacja giełdą  jest zdecydowanie większa niż moja. 

logo

- Na pozornym poziomie zetki chcą się bawić, dobrze żyć. Ale rynek pracy i sytuacja, z jaką mamy do czynienia, powoduje, że nie mogą całkowicie odciąć się od tego, jak wygląda rzeczywistość - stwierdza Katarzyna Kierzkowska, dodając, że to właśnie przedstawiciele pokolenia Z najczęściej szukają mniej konwencjonalnych sposobów na pomnażanie pieniędzy.

Silversi: zdyscyplinowani i racjonalnie myślący

Nie wszystko, co robią zetki, jest godne pochwały z finansowego punktu widzenia. Owszem, przejawiają większą skłonność do ryzyka niż przedstawiciele starszych pokoleń, ale trzeba zaznaczyć, że zwyczajnie mogą sobie na to pozwolić: rzadziej borykają się ze spłatą kredytów hipotecznych (bo ich jeszcze nie mają), rzadziej mają na utrzymaniu rodziny, rzadziej są uwikłani w gęstą sieć zobowiązań różnego typu. To sprawia, że znacznie rzadziej też planują swoje wydatki, a 25 proc. z nich przyznaje, że tego nie robi lub “nie wie, czy to robi”. 

Zupełnie inaczej do tej kwestii podchodzą silversi. Pamiętam, że moja babcia miała kilka różnych kont oszczędnościowych, w tym walutowe. Oczywiście, harmonogram wpłat regulował specjalny system: babcia miała dokładnie wyliczone, jaki procent wypłaty, a później emerytury, powinien trafić na każdy z rachunków. Zawsze odkładał też pewną kwotę na inwestycje - fakt, bardziej zachowawcze, ale niemniej przynoszące zyski, jak na przykład obligacje państwowe. 

Ten trend obowiązuje do dzisiaj: to właśnie silversi najchętniej kupowali tego rodzaju papiery wartościowe i nieźle na tym wyszli. W dobie inflacji to właśnie obligacje okazały się dochodowe. Warto podkreślić również fakt, że dzisiejsi  silversi doskonale zdają sobie sprawę, że pieniądz, który nic nie robi, tylko kryje się pod materacem, traci na wartości. Dlatego też zaledwie 12 proc. z nich trzyma oszczędności w domu. Wśród zetek współczynnik ten sięga 36 proc. 

Co oczywiste, przedstawiciele pokolenia Baby Boomers wychowani w dość ciężkich czasach widzą dużą wartość w zaciskaniu pasa. Potrafią nie tylko planować wydatki, ale też odmawiać sobie zbędnych zakupów, kiedy sytuacja finansowa im nie sprzyja - coś, czego moja Ada chyba nigdy nie zrozumie…

logo

Tego od nich nie kopiuj!

Sama zaradność i gotowość do wyrzeczeń nie wystarczy jednak aby odnieść finansowy sukces. Trzeba zaznaczyć, że to właśnie wśród silversów utrzymuje się najwyższy wskaźnik pesymizmu, jeśli chodzi o “jutro”. Mają niską motywację, aby aktywnie działać na swoich finansach, nie wierzą, że uda im się oszczędzić większe sumy w najbliższej perspektywie. 

Zetki, z racji wieku, nie mają takich obaw. Z drugiej strony nie wydają się jednak zaangażowani w planowanie zarówno tej najbliższej, jak i dalszej perspektywy. Owszem, są aktywni i zaradni, ale brak planu może ich w pewnym momencie zgubić. 

Kluczem do sukcesu jest więc, jak zawsze, złoty środek. Od silversów pożyczcie nieco dyscypliny i racjonalnego myślenia, a od zetek - odwagi i aktywności działaniu. A potem zacznijcie oszczędzać - niezależnie od literki, którą oznacza się wasze pokolenie. 

Jeśli nie macie w swoim otoczeniu przedstawicieli najmłodszego i najstarszego pokolenia, zawsze możecie ich sobie adoptować - oczywiście w przenośni. I wirtualnie. Na facebookowej grupie #wyzwanieoszczędzanie znajdziecie wiele osób w różnym wieku, które chętnie dzielą się swoimi finansowymi przemyśleniami. A po więcej inspiracji zawsze można zajrzeć na bloga CAsfera.pl.