
Protesty w Serbii rozpoczęły się w związku z domniemanymi fałszerstwami w wyborach, które odbyły się 17 grudnia. Manifestacja ruszyła wieczorem 24 grudnia i przerodziła się w próbę przejęcia ratusza w Belgradzie przez uczestników protestu.
Jak podaje BBC, policja podjęła zdecydowane działania w momencie, gdy demonstranci ruszyli na budynek i zaczęli wybijać okna. Funkcjonariusze użyli gazu, żeby zapanować nad tłumem. Najnowszy bilans tych starć to ośmiu rannych policjantów i 38 zatrzymanych manifestantów.
Interwencja służb wzbudziła kontrowersje. Agencja Reutera zauważyła, że serbskie partie opozycyjne oskarżyły policję o użycie nadmiernej siły, a niektóre portale społecznościowe pokazały nagrania przedstawiające policjantów bijących mężczyzn na ulicach w pobliżu ratusza.
Wybory w Serbii i podejrzenia o sfałszowanie wyników
Protestujący Serbowie mają jasne żądanie – domagają się unieważnienia wyników ostatnich głosowań z 17 grudnia. Chodzi o wybory parlamentarne i samorządowe.
Przypomnijmy, że według oficjalnych danych rządząca Serbska Partia Postępowa (SNS) zdobyła 128 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym. Serbia Przeciwko Przemocy (SPP) ma z kolei 65 mandatów.
Opozycyjna SPP wezwała Unię Europejską i międzynarodowe instytucje, by nie uznawać wyników wyborów i apeluje o wszczęcie dochodzenia w tej sprawie. Władze serbskie zaprzeczają jakimkolwiek nieprawidłowościom.
Zobacz także
Międzynarodowa misja obserwacyjna przekazała już, że w Serbii mogło dojść do kupowania głosów, a media sprzyjały budowaniu poparcia SNS. Podkreślono też stronniczy wpływ prezydenta Aleksandara Vucicia. Ten jednak odpiera wszelkie zarzuty, oskarża opozycję oraz zagranicznych przedstawicieli o "zewnętrzną ingerencję".
– Ci, którzy przysięgali walczyć z przemocą, po raz kolejny potwierdzili, że to oni są prawdziwymi bandytami – argumentował prezydent. – Vucić ukradł tysiące głosów – odpowiadała w kontrze do wersji głowy państwa Marinika Tepic. To jedna z osób, które w związku z sytuacją po wyborach rozpoczęły strajk głodowy.