"Stalinogród miasto - ogród"? Katowice przeżywają kulturalny renesans

Katowice to miasto marzeń?
Katowice to miasto marzeń? fot. K. Szewczyk / R. Kaźmierczak
Tramwaj widmo, kolorowe murale, festiwale muzyki alternatywnej – to tylko niektóre znaki rozpoznawcze "Kato" XXI wieku. I choć niektórzy nadal dostrzegają postindustrialny krajobraz miasta, stolica Górnego Śląska przeżywa kulturalny renesans. Czy dziś także przyszłoby komuś do głowy, aby nazwać to miasto Stalinogrodem? Mieszkańcy z pewnością powiedzieliby "nie", tak jak to mówili dokładnie 60 lat temu.


– Pojawiły się już pierwsze przecieki dotyczące Niezidentyfikowanego Obiektu Świetlnego, który pojawia się po zmroku, na ulicach Katowic – czytamy facebookowym profilu Europejska Stolica Kultury 2016 dla Katowic. Bynajmniej nie chodzi o słynny "Spodek", który w stolicy Górnego Śląska wylądował ponad 40 lat temu. Dla większości mieszkańców naszego kraju to właśnie on stanowi symbol stolicy Górnego Śląska. Jest on jednak dla Katowic mniej więcej tym, czym Pałac Kultury i Nauki dla Warszawy. I podobnie jak w Warszawie, gdzie nie wszyscy mieszkańcy chcieliby, aby PKiN uchodził za znak rozpoznawczy miasta, tak w Katowicach od pewnego czasu trwa swoisty renesans, który ma zerwać z wizerunkiem górniczego miasta i przeobrazić "Kato", jak dziś mówią mieszkańcy, w "miasto ogrodów".


Owy Niezidentyfikowany Obiekt Świetlny, to wysłużony tramwaj 105 NA, który pojawił się w czwartkowy wieczór na katowickich ulicach. Jednak ubrana na biało motornicza nie zatrzymuje się na żadnym przystanku. Zdziwieni i oślepieni nieco blaskiem tramwaju, mieszkańcy miasta, mogą przeczytać jedynie, że zmierza on "donikąd". Ale czy tak jest w rzeczywistości? Rzecznik Instytucji Kultury Katowice – Miasto Ogrodów, zapewnia, że zarówno tramwaj jak i miasto, zmierzają w bardzo konkretnym i przemyślanym kierunku.


– Naszym celem jest zmiana mentalności ludzi, poprzez nieszablonowe, artystyczne akcje – mówi Łukasz Kałębasiak. Tramwaj widmo był pomysłem niemieckiego artysty z Zagłębia Ruhry, Mischy Kuballa, który za pomocą światła, potrafi zmienić całe przestrzenie miejskie. – Tramwaju widmo można wypatrywać po zmroku. Choć jedzie przed siebie, nie wiadomo kiedy i dokąd dotrze. Ma on pokazać mieszkańcom Katowic, że działamy i że w Katowicach stawiamy na kulturę – mówi rzecznik.



Miasto "kata"

"Dlaczego zmieniono nazwę Katowice na Stalinogród? Bo to jedyne miasto z przedrostkiem "kat" w nazwie" mówi lekko przebrzmiały polski dowcip. I choć z nazwy Stalinogród pozostał już tylko przyrostek ogród, to mieszkańcy miasta są dumni z tradycji i chętnie sięgają do korzeni. Wczoraj minęło 60 lat, od kiedy przemianowano Katowice na Stalinogród. Znienawidzona przez Katowiczan nazwa została narzucona tuż po śmierci Józefa Stalina. – W rozmowach [mieszkańców Katowic - red.] między sobą, Katowice zawsze pozostaną Katowicami – mówił przed laty Ślązak Alojzy Adamczyk podczas słynnego przemówienia . – I nic nie pomoże, że komunistyczne urzędy pocztowe nie doręczają listów adresowanych do Katowic – mówił jeden ze Ślązaków oburzonych decyzją ówczesnych władz. Nazwa obowiązywała do 21 października 1956 r.

Dzisiejsze Katowice to dziesiąte pod względem liczby ludności miasto w Polsce, a jedenaste, jeśli patrzymy na ich wielkość. I choć skupia wokół siebie naprawdę dużą aglomerację, nie liczby są najważniejsze, a potencjał ludzki, który drzemie w mieszkańcach stolicy Górnego Śląska. Średnia temperatura roczna w Katowicach wynosi 7,9 stopnia Celsjusza, czyli dokładnie tyle, co średnia krajowa. Władze miasta robią jednak wszystko, aby temperatura życia w mieście wybijała się ponad przeciętną, a życie mieszkańców Katowic stawało się coraz bardziej kolorowe.

Katowice to alternatywa

Ludzie odpowiadający za wdrożenie nowego ducha w miejską kulturę Katowic, chcieli stworzyć coś nie tylko oryginalnego, ale także związanego ze Śląskiem. – Wcześniej mało kto kojarzył, że cokolwiek próbuje się u nas robić. Katowice nie były ani trendy, ani cool, ani sexy. Od pewnego czasu jednak, "Kato" stały się sexy – mówi Łukasz Kałębasiak. Jednak droga do dzisiejszych Katowic była wyboista i wymagała wielu działań.


Słynna ulica Mariacka jest obecnie deptakiem i niemalże wizytówką Katowic. Jest także miejscem popularnym wśród młodzieży z całego regionu. Jeszcze niedawno zaś, kojarzyła się z czymś najgorszym, prostytutkami na ulicach, biedą. Logo miasta ogrodów, stało się dziś logiem miasta i pokazuje, jak Katowice się zmieniały. Z jednej strony mamy węgiel, czyli śląskie korzenie, z drugiej zaś wyrastające kolory, które coraz częściej pojawiają się na ulicach.

– Stawiamy na kulturę alternatywną – mówi rzecznik Instytucji Kultury Katowice – Miasta Ogrodów. Sztandarowym wydarzeniem jest OFF Festiwal z Arturem Rojkiem na czele, który w naturalny sposób został przeniesiony do nas z Mysłowic. Mamy też kilka dużych wydarzeń z pogranicza kultury, jak na przykład Katowice Street Art Festival. To wydarzenie, które w dosłowny sposób dodaje barw miastu – wyjaśnia rzecznik. Na ulicach systematycznie pojawiają się liczne murale, których kilka lat temu nie było wcale. – Mamy artystów z najwyższej półki, jak choćby Aryza, czy hiszpańskiego artysty Escifa – wymienia Łukasz Kałębasiak.


Industrialne dziedzictwo

Katowice słusznie kojarzą się z industrialnym krajobrazem. – Dziś jest on już coraz bardziej postindustrialny, ale miasto nie wyszło z regionu przemysłu ciężkiego – mówi Łukasz Kałębasiak. Momentem przełomowym dla miasta, który z Katowic stworzył "Kato", a z miasta górniczego uczynił miasto ogrodów, było zgłoszenie do konkursu o tytuł Europejskiej Stolicy Młodzieży. I choć nie udało się wygrać z Wrocławiem, samo wzięcie udziału w konkursie pokazało wielu osobom, że nie tylko można, ale i warto stawiać na kulturę.

– Program, który wdrażamy w życie, nazwaliśmy "Miasto ogrodów". Nazwa ta jest pewną przenośnią ale nie tylko. Z jednej strony mamy górnicze osiedle Giszowiec, zaprojektowane przez braci Georga i Emilla Zillmannów, z drugiej miasto ogrodów, które ma zostać zbudowane w głowach mieszkańców, poprzez inwestycje w kulturę. Nie wyłącza to naszych działań bezpośrednich, jakim są ogrody wiszące. Liczymy, że niedługo powstaną one w naszym mieście. Był już u nas francuski botanik Patrick Blanc, choć natknęliśmy się na pewien problem. Katowice, jak cała Polska, nie są zbyt ciepłym miastem, a do stworzenia pionowych ogrodów potrzebujemy ciepłej i odpowiednio nasłonecznionej ściany – mówi Łukasz Kałębasiak.

Czytaj także: Hanysy kontra gorole, czyli górnicy lecą w kosmos walczyć z obcymi

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...