Fot. Kuba Atys/ Agencja Gazeta

Gdy byłem jeszcze brzdącem poszedłem do łódzkiej Hali Sportowej na mecz hokejowy Polska - RFN. Gdy ludzie śpiewali wtedy Mazurka, a ja wraz z nimi, czułem się niesamowicie.

REKLAMA
Pamiętam to do dzisiaj i zawsze, gdy któryś polski sportowiec wygrywa, przypominam sobie ten właśnie mecz. A już z pracy komentatora? Przede wszystkim złoty medal Justyny Kowalczyk na igrzyskach w Vancouver, i potem ta ceremonia, w Whistler. Nie ukrywam, że wtedy wzruszyłem się, jakaś łza mi poleciała. Ja zawsze na każde zawody biorę ze sobą biało-czerwoną flagę i gdzieś tam ją umieszczam w kabinie komentatorskiej. A samo słuchanie hymnu? To taka chwila, gdy jednoczymy się jako naród. Jest siła, może nawet magia. A już na pewno wielkie wzruszenie.