
Z kim można by o tym porozmawiać? Kto wytłumaczyłby ludziom, jak doszło do tej strasznej masakry, która wydarzyła się na stadionie w Port-Saidzie? - zastanawialiśmy się wczoraj, oglądając relacje w stacjach informacyjnych. Nasz wybór padł na dr Andrzeja Polusa, pracownika Polskiego Centrum Studiów Afrykanistycznych we Wrocławiu, który zajmuje się prognozowaniem sytuacji międzynarodowych i prowadzeniem przedmiotu "Sport i stosunki międzynarodowe". Nie zawiedliśmy się. Polus opowiedział nam o skomplikowanej sytuacji politycznej w kraju, odniósł się do spekulacji, pojawiających się w mediach. Powiedział też, dlaczego przemiany w Egipcie można porównywać do podziału Jugosławii.
- I tak i nie. Widzi pan, tu jest jeden kluczowy czynnik, o którym jak dotąd nie usłyszałem ani w radiu ani w telewizji. Nie sądzę, by ktoś zajął się też tym w internecie, być może więc wy będziecie pierwsi. Mam wrażenie, że w Egipcie od pewnego czasu ma miejsce pewien schemat, który znamy chociażby z byłej Jugosławii. Gdy tamta się rozpadała, kibice pojawili się na pierwszej linii frontu. Widzieliśmy antagonizmy między fanami Hajduka Split i Dynama Zagrzeb. Teraz jest podobnie, możemy zobaczyć, jak duża i często w wielu państwach lekceważona jest polityczna rola kibiców.
- Bo są w takich sytuacjach idealnym celem – kibiców można stosunkowo łatwo użyć dla realizacji celów politycznych . Pojawia się chaos. Trzeba pokazać siłę i można ją oprzeć na nich. Są młodzi, w większości są to mężczyźni, utożsamiają się z pewną grupą. Zresztą kibice Al-Ahly, czyli jednego z grających w tym feralnym meczu klubów, już protestowali w listopadzie zeszłego roku na placu Tahir przeciwko Najwyższej Radzie Wojskowej, co ważne byli też obecni podczas rewolucji, która doprowadziła do obalenia reżimu Hosni Mubaraka. Zamieszki na stadionie w Port Said rozpoczęły się w bardzo newralgicznym dla egipskiej sceny politycznej momencie – podczas organizacji prac nowo wybranego parlamentu, w trakcie przygotowywania tekstu nowej konstytucji i przed zapowiedzianymi na połowę roku wyborami prezydenckimi.
- Wie pan, aparatu państwowego nie da się zmienić od tak, pstryknięciem palcami. To wymaga czasu, nawet lat. O niczym nie chciałbym tu decydować, ale spójrzmy co tak naprawdę wydarzyło się w Port-Saidzie. Policja w ogóle nie reagowała. Nie próbowała powstrzymać kibiców. A oni mieli broń palną, noże, pistolety na race świetlne. Zresztą według doniesień to kibice gospodarzy byli prowodyrami.
