Tilda Swinton jest muzą wielu artystów i jedną z najbardziej utalentowanych aktorek
Tilda Swinton jest muzą wielu artystów i jedną z najbardziej utalentowanych aktorek shutterstock.com

Tilda Swinton jest nie tylko niezwykle uzdolnioną aktorką. To także muza wielu artystów, których inspiruje do tworzenia dzieł z pogranicza różnych dziedzin sztuki. Ostatnio dała się zamknąć jako eksponat w nowojorskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wcześniej występowała w teledyskach, chodziła jako modelka w pokazach mody czy jeździła ciężarówką z kinem objazdowym.

REKLAMA
Wyróżnia się w zasadzie pod każdym względem. Z pewnością nie jest klasyczną pięknością. Jej oryginalna, często określana jako androgyniczną uroda pozwala jej wcielać się w najbardziej niezwykłe role. Tak, jak bohaterka filmu "Jestem miłością" może być włoską damą z bogatej, mieszczańskiej rodziny. Czasem wciela się w postaci, których płeć tak naprawdę trudno określić, jak archanioł Gabriel w filmie "Constantine". Swinton może też przeistoczyć się w mężczyznę, jak bohaterka filmu "Man to man", która pod nieobecność swojego męża powoli sama się nim staje. Ta niezwykła umiejętność balansowania na granicy płci dała brytyjskiej aktorce status symbolu dwuznaczności i seksualnego niedookreślenia. Przez brytyjskie środowiska homoseksualne uważana jest często za symbol i muzę. Inspiruje jednak nie tylko gejów. Jej wyjątkowa postać bywa natchnieniem dla całego szeregu twórców, od filmowych poczynając, muzyków, projektantów mody, na performerach i twórcach sztuki nowoczesnej kończąc.
Miała mistrza, ale nie chciała być muzą
Urodzona w szkockiej rodzinie szlacheckiej, swe pierwsze kroki na scenie stawiała jeszcze w teatrach studenckich. Szybko trafiła na profesjonalne sceny, najpierw w Traverse Theatre w Edynburgu, później prestiżowym Royal Shakespeare Company. Pomimo udanego debiutu i dobrze ocenianych ról zrezygnowała z kariery teatralnej. Miejsce dla siebie, zamiast na deskach szacownych instytucji widziała w niezależnych produkcjach filmowych. W offowym kinie znalazła też swojego przewodnika i mentora. Reżyser Derek Jarman w latach 80. uchodził za outsidera, twórcę tak samo oryginalnego jak kontrowersyjnego.
Otwarcie przyznawał się do homoseksualizmu i właśnie tematyce odmiennej seksualności poświęcił większość swoich filmów. Obraz "Caravaggio" opowiadający o życiu słynnego malarza był dla Swinton i Jarmana wspólnym debiutem fabularnym. Aktorka wcieliła się tam w postać Leny, kochanki wielkiego malarza. Kolejnych siedem ról filmowych zagrała właśnie w filmach tego reżysera. Współpracę obojga artystów przerwała śmierć Jarmana, u którego wcześniej zdiagnozowano chorobę AIDS. Swinton w późniejszych wywiadach przyznawała, że praca z Jarmanem była najważniejszym artystycznie okresem w jej życiu. Przez wiele lat uchodziła zresztą za sztandarową aktorkę tego reżysera i to głównie z jego filmami kojarzono jej aktorską karierę. Nie chciała jednak określać się jako muza Jarmana. Twierdziła bowiem, że taka rola ma z definicji charakter pasywny. Tymczasem jej współpraca z Jarmanem polegała na równorzędnym i pełnoprawnym dialogu. - Praca z Derekiem była niekończącą się rozmową. Z tej kłótni, z tej wymiany zdań rodziły się filmy. Dzisiaj nikt tak nie pracuje - twierdziła aktorka. Zmarłego w 1994 roku reżysera nazywa swym mistrzem, mentorem i przyjacielem.
Swinton, pomimo rozwijającej się kariery starała się pozostać w nurcie kina niezależnego. Wybierała więc propozycje ról oryginalnych i wymagających od niej niezwykłego kunsztu aktorskiego. Długo uciekała od komercyjnych przedsięwzięć, wybierając pracę z niezależnymi reżyserami. Jak bowiem zapewniała, ceni sobie artystyczną wolność. Hollywood szybko jednak upomniał się o jej wyjątkowy talent. Swinton pojawiła się więc w takich produkcjach głównego nurtu jak chociażby "Vanilla Sky" u boku Toma Cruise'a, "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" z Bradem Pittem, czy baśniowa trylogia "Opowieści z Narnii". Rola prawniczki pracującej dla wielkiej korporacji w filmie "Michael Clayton" dała jej statuetkę Oscara.
Aktorstwo nie jest jednak jedyną sztuką, w której Swinton pokazuje swój talent. Aktorka jest bowiem niezwykle barwną osobowością. Córka szkockich arystokratów zbuntowała się przeciwko przeznaczonej jej z urodzenia roli społecznej. Pomimo świetnego wykształcenia i ukończonych fakultetów rodzina nie planowała dla niej innej drogi niż małżeństwo z ustosunkowanym arystokratą. Przyszła aktorka nie chciała jednak ograniczać swojej przyszłości do roli, jaką narzucała jej przynależność do elity. Już jako młoda osoba wyznawała lewicowe wartości. Na uniwersytecie Cambridge zapisała się nawet do Partii Komunistycznej.
Inspiruje i bywa eksponatem
Od aktorstwa bardzo chętnie ucieka w inne dziedziny sztuki. Jej charakterystyczna uroda inspiruje świat mody, a wyjątkowe wyczucie stylu ekscytuje stylistów. Aktorka była "twarzą" holenderskiego domu mody Viktor&Rolf. Na pokazie duetu projektantów wystąpiła nawet w charakterze modelki.

Oprócz ról aktorskich wybiera gościnne występy w teledyskach. Niedawno pojawiła się w klipie Davida Bowiego do piosenki "The Stars (Are Out Tonight)" z jego najnowszej, długo wyczekiwanej płyty.

Od 2008 roku organizuje też wędrowny festiwal filmowy. Podróżuje po północnej Szkocji taborem ciężarówek i w małych miasteczkach organizuje pokazy filmów niezależnych.
Często współpracuje z performerami i twórcami sztuk wizualnych. Ostatnio dała się zamknąć w szklanej skrzyni ustawionej w nowojorskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Artystka pojawi się w MoMie w sumie sześć razy a termin jej wizyt ma być niespodzianką. W roli eksponatu, który spał na materacu w szklanej skrzyni, wystąpiła w zeszły weekend. Wizyta w MoMie jest częścią performance'u autorstwa Cornelli Parker, prywatnie przyjaciółki znanej aktorki. W 1995 roku Swinton po raz pierwszy zdrzemnęła się w londyńskiej galerii Serpentine. W szklanej skrzyni pokazywała się jeszcze w rzymskim Barracco Museo. W ramach performance'u o nazwie The Maybe aktorka na sześć godzin zamyka się w szklanej klatce wyłożonej materacem. Ubrana jest w jasną koszulę i ciemne spodnie. Przy sobie ma jedynie butelkę wody i parę okularów. Skrzynia staje w różnych miejscach muzeum. W weekend znalazła sobie miejsce na parterze, w pobliżu kasy biletowej. Zwiedzający będą mogli zobaczyć performance jeszcze sześć razy.