
"Więc, tak. Byłem w łazience, w szatni i wykonałem portrety zawodników New York Yankees przy pomocy mojego iPhone'a. Nie mogłem wybrać scenerii, zdecydować między studio, a łazienką. Dołączyłem do łańcucha fotoreporterów czekających na zawodników w ośrodku szkoleniowym w Tampa o 6 rano i po prostu pracowałem z przestrzenią, którą mogłem tam znaleźć. Poniżej widzicie kilka ujęć zrobionych przy pomocy iPhone'a i obrobionych Instagramem" – napisał na blogu zaraz po tym, jak siecią wstrząsnęła okładka "New York Times" ze zdjęciem jego autorstwa.
"Business Insider" napisał, że "tradycyjni fotografowie powinni być przerażeni". Jak przyznawali dziennikarze serwisu, "kiedyś trzeba było mieć umiejętności pracy w ciemni, żeby robić dobre zdjęcia. Później, kiedy fotografia przeszła już na nośniki cyfrowe, trzeba było przynajmniej obsługiwać Photoshopa". Zdaniem komentujących, dziś umiejętności, które kiedyś były niezbędne fotografowi, po prostu się dewaluują.
Przypomnijmy sobie kontrowersje wokół tegorocznej edycji World Press Photo: zwycięskie zdjęcie Paula Hansena było krytykowane za nadmierną postprodukcję, która odciągała uwagę od powagi tematu. Kadry reporterskie, same w sobie dramatyczne, dziś bywają stylizowane na kadry z filmów. Fotografia przy użyciu minimum środków, bardziej surowa, daleka od fajerwerków bliższych grom komputerowym niż temu, co widzimy gołym okiem, może być antidotum na ten trend.
To zresztą nie pierwszy raz, kiedy "New York Times" publikuje zdjęcia z komórki. Kilka miesięcy temu na stronie głównej zamieścił zdjęcia z Arganistanu obrobione przy pomocy aplikacji Hipstamatic.
Podobnie na tę sprawę patrzy fotografka mody Beata Wielgosz. – Każdy z nas dąży do wyeliminowania oczywistych błędów, które powstają na planie zdjęciowym. Ale później uczy się je wykorzystywać. Podam przykład: kiedy studiowałam w szkole filmowej, mieliśmy zajęcia z uznanymi fotografami, którzy kładli nam do głowy, że błędem jest flara w obiektywie, czyli wpadające w niego światło. W tej chwili to powszechnie stosowany zabieg, można wręcz dodać taki efekt w Photoshopie. Technicznie to błąd, ale użyty w jakimś celu może stać się środkiem wyrazu – mówi.
Wystawy doczekały się za to fotografie wykonane telefonem komórkowym. Po tym, jak na rynku pojawiła się (dziś zapomniana nieco na rzecz Instagramu) aplikacja Hipstamatics, londyńska Orange Dot Gallery pokazała 157 najlepszych zdjęć wykonanych przy jej użyciu. Bostońskie The Griffin Museum of Photograpy pokazało natomiast wystawę "iSee". Po raz pierwszy komórkami fotografowali profesjonaliści.
Z aparatem w telefonie eksperymentuje też świat mody. Lee Morris postanowił udowodnić, że użyteczne zdjęcia modowe można zrobić nawet najgorszym aparatem świata. Choć z początku chciał posłużyć się jednym z modeli Olympusa, ostatecznie zdecydował się na iPhone 3. Jak wyszło? Zobaczcie:
Jeszcze dalej idą autorzy DigitalRev. Zapraszają profesjonalnych fotoreporterów do testowania najróżniejszych aparatów. Autor popularnego fotobloga The Strobbist dostał do testów aparat z "Toy Story", czyli zabawkę dla trzylatków:
– Szczególnie teraz, kiedy wszyscy mają dostęp do fotografii każdy może zachwycić. Ale, jak się okazuje, nie każdy. Bo koniec końców ważne jest indywidualne spojrzenie i ta emocja, której nie da się powtórzyć – podsumowuje Beata Wielgosz.