
"Ładowanie pojazdu elektrycznego w czasie zakupów w sklepie sieci Biedronka jest już możliwe w kilkudziesięciu miejscowościach na terenie Polski. Biedronka i Powerdot, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami rozkręcają system powszechnej dostępności do elektromobilności, dzięki której w czasie niezbędnych, codziennych zakupów można dodać potrzebnej mocy swojemu e-pojazdowi" – chwaliła się już na początku roku sieć sklepów Biedronka.
Duże sieci sklepów będą musiały mieć na parkingach ładowarki do samochodów
Także Lidl ma takie stacje. – Jako Lidl Polska dążymy do zminimalizowania wpływu na zmiany klimatyczne i stałego ograniczania emisji gazów cieplarnianych poprzez opracowanie strategii oraz celów klimatycznych. Jednym z działań w tym zakresie jest wspieranie rozwoju elektromobilności – mówiła jakiś czas temu Aleksandra Robaszkiewicz, dyrektorka ds. Corporate Affairs i CSR w Lidl Polska, cytowana przez serwis elocity.
Stacje ładowania do aut znajdują się na parkingach tych marketów. Tymczasem "Dziennik Gazeta Prawna" przypomina, że od stycznia przyszłego roku wchodzą w życie nowe przepisy zawarte w ustawie o elektromobilności i paliwach alternatywnych.
Wynika z nich, że właściciele oraz zarządcy budynków użyteczności publicznej (budynków niemieszkalnych) będą mieć obowiązek udostępnienia stacji ładowania samochodów elektrycznych. Jest jeden warunek – parking obiektu musi mieć co najmniej 20 miejsc.
Za parkowanie na tzw. zielonej kopercie grozi mandat
Oznacza to, że wspomniane supermarkety, ale też inne sieci handlowe oraz urzędy, szpitale czy teatry będą musiały się zatroszczyć o przygotowanie takich miejsc. Ich pojawienie się na parkingach może przynieść gorzkie konsekwencje dla tych kierowców, którzy nie będą wiedzieć o nowych przepisach.
O co dokładnie chodzi? Otóż, zaparkowanie samochodem spalinowym na tzw. zielonej kopercie z oznaczeniem EV lub EE jest niezastosowaniem się do znaku drogowego. A za to można już dostać mandat. Mówimy wówczas o karze z art. 92 Kodeksu wykroczeń.
"Kto to nie stosuje się do znaku lub sygnału drogowego albo do sygnału lub polecenia osoby uprawnionej do kierowania ruchem lub do kontroli ruchu drogowego, podlega karze grzywny albo karze nagany" – tak brzmi ten artykuł.
Co grozi dokładnie kierowcy? "DGP" pisze, że optymistyczna wersja to 100 zł i 1 punkt karny. Jeśli jednak kierowca nie będzie chciał przyjąć mandatu, to sprawa trafi do sądu – tam grzywna może wynieść nawet 5000 zł.