
- Jest ciężko na co dzień, spotykamy się z wieloma nieprzyjemnościami. Na ulicy jestem wyzywany od mordercy, od dzieciobójcy - mówi Bartłomiej Waśniewski w wywiadzie udzielonym Robertowi Jałosze z TVN24. - Staram się mieć dystans, puszczać to mimochodem, najtrudniejsze jest to co we mnie: wspomnienia, sny - dodaje Katarzyna, matka Magdy.
REKLAMA
Rodzice dziewczynki opowiadają o tym, jak wygląda ich życie po śmierci córeczki oraz wyjściu na jaw, że dziecka nie porwano, ale zmarło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Dziś matka dziewczynki zapewnia, że gdyby można zmienić bieg wydarzeń, uważałaby bardziej. - W obliczu takiej tragedii każdy się zastanawia, co by było gdyby. Gdyby można cofnąć czas, ja bym oddała wszystko, by ten dzień się inaczej skończył - mówiła.
Dziennikarz pytał, czy małżeństwo rozmawia o tym, co się stało. - Rozmawialiśmy o tym co się wydarzyło kilka razy, bardzo trudne. To były przepłakane rozmowy, ale staramy się do tego nie wracać na co dzień, ale są momenty kiedy te rzeczy się nawarstwiają i wtedy siadamy i dzielimy się tym ze sobą - mówiła Katarzyna Waśniewska. Zapewniała też, że młode małżeństwo ma wsparcie ze strony rodziców.
- Myślę, że wystarczającą karą, jest to że Madzia nie żyje i nie trzeba nas karać jeszcze bardziej linczem. W takiej sytuacji nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak by postąpił. Gdyby ludzie byli w naszej sytuacji wiedzieliby, jak wielką krzywdę nam robią - mówiła matka dziewczynki. Jej mąż dodaje: "jak można tak robić? Pytają nas czy będziemy mieli kolejne dziecko, to nie jest rzecz, nie można jej po prostu zastąpić".
W rozmowie przyznają, że nadal nie mogą pogodzić się ze śmiercią dziecka, że strata jeszcze do nich nie dotarła. - Ja mam cały czas wrażenie, że ona jest u moich rodziców i wieczorem ją odbierzemy. Rano wstaję i chcę jej zrobić mleko. Biorę ciężkie leki nasenne, a o 3 w nocy obudziłem się i zrobiłem jej mleko - przyznaje Bartłomiej Waśniewski.
Nie godzą się z zarzutami o nieodpowiednie zajmowanie się dzieckiem. - Na jednym z przesłuchań pytali mnie, czy Kasia dobrze się nią opiekowała. Ja odpowiedziałem, że tak. Odpowiedzieli skąd ja to mogę wiedzieć, bo to moje pierwsze dziecko? - mówi ojciec dziewczynki. - W traki wypadku powinno się zamknąć wszystkie pierwsze matki, bo nie mają doświadczenia - dodaje.
Kobieta tłumaczyła też swoje zachowanie w pierwszych chwilach po wypadku. - Nie szukałam telefonu, żeby dzwonić gdzieś. Byłam przy Madzi, robiłam wszystko co mogłam. Podziwiam kobiety, które maja kogoś przy sobie, albo mają trzeźwy umysł na tyle, że dzwonią po karetkę. Ale ja nie potrafiłam - dla mnie liczyło się, że moja córeczka leży i coś jej jest. Wolałam wierzyć, że jest porwana i ją odzyskam - mówiła. Odmówiła jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie powiedziała mężowi prawdy. Tłumaczyła się dobrem śledztwa.
Opowiedziała też o swoim kilkudniowym pobycie w areszcie - Areszt nigdy nie jest łatwym doświadczeniem dla nikogo. Były chwile bardzo trudne, były chwile trudne, ale dwie współaresztowane wspierały mnie, mówiły ze będzie dobrze - relacjonował Waśniewska. Wyjaśniła też, że nawet gdyby miała zgodę prokuratury nie pojawiłaby się na pogrzebie córki. - Nie byłam tam ze czci dla Madzi, to była jej ceremonia.
Reporter TVN24 pytał też o plany na przyszłość i o zmianę wizerunku zarówno Katarzyny Waśniewskiej jak i jej męża. - Kiedy jesteśmy inaczej ubrani to zanim ludzie się zorientują kim jesteśmy, jesteśmy już daleko. Nie zdąża krzyknąć czegoś głupiego - powiedział mężczyzna. O ewentualnej przeprowadzce mówi: "nie da się wybiec w przyszłość. Są lepsze dni, gdzie trochę świeci słonce i zastanawiamy się jak by mogło być, ale nie wiemy czy Kasia nie wróci do aresztu, czy nie zostanie skazana. (…) Przekonaliśmy się, że nigdzie nie będzie lepiej, że zawsze będą ludzie, którzy będą jakoś komentować." Jego żona dodaje: "Jakbyśmy mieli chodzić tymi samymi dróżkami którymi spacerowaliśmy z Madzią nie dalibyśmy rady".
Nie poruszono w wywiadzie kwestii zaangażowania w całą sprawę Krzysztofa Rutkowskiego. Być może dlatego, że to detektyw był jedyną możliwą drogą dotarcia do rodziców dziewczynki i to zapewne on umożliwił TVN24 spotkanie z nimi.
