
Opozycja od dawna twierdzi, że Platforma Obywatelska ma słabe zaplecze eksperckie. W dzisiejszym wywiadzie dla portalu Money.pl posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska zdaje się to potwierdzać.
U nas w ogóle jest problem legislacji. Mamy za mało dobrych prawników, którzy wspieraliby posłów. Stąd późniejsze wątpliwości - stwierdziła. W ten sposób tłumacząc buble prawne, od których roi się w nowej ustawie refundacyjnej. Od pewnego czasu mówi się o niej, że to najgorszy akt normatywny przygotowany w historii III RP.
dla Money.pl
Ze słów pani poseł można wywnioskować, że nie ma na myśli tylko ekspertów pracujących dla jej partii, ale również tych, z którymi posłowie powinni współpracować w Sejmie. W Biurze Legislacyjnym, Biurze Analiz Sejmowych i Biurze Prawnym i Spraw Pracowniczych pracuje kilkunastu prawników. Teoretycznie najwyższej klasy, w praktyce raczej też. Problem w tym, że większość posłów nie umie, lub nie chce korzystać z ich pomocy.
Tekst aktu z jego głównymi założeniami na ścieżce legislacyjnej trafia do zawodowych legislatorów zazwyczaj, wówczas, gdy już naprawdę musi. Sejmowi prawnicy czasami nie są więc w stanie zdziałać cudów. Żaden z nich nie ma bowiem większego przebicia, niż posłowie partii rządzącej, czy sam rząd. W ten sposób powstają osławione i często głośne buble.
Winą za taki stan rzeczy nie można winić jednak jedynie rządzących. Zwyczajny lekarz, rolnik, czy sportowiec (a takich w Sejmie jest mnóstwo) ma prawo być prawniczym ignorantem. O tym warto zatem pamiętać, gdy na niego oddajemy nasz głos.
