Spacer z Michnikiem i Komorowskim czy rozprawa z Polakiem-ponurakiem? Spór o marsz "Orzeł może"

Prezydent Bronisław Komorowski patronuje akcji "Orzeł może"
Prezydent Bronisław Komorowski patronuje akcji "Orzeł może" Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
"Zamierzamy rozprawić się ze stereotypem Polaka, nadętego pesymisty, smutasa, który wszystko ma wszystkim za złe" – tak wicenaczelny "Gazety Wyborczej" Jarosław Kurski zaprasza do udziału w marszu "Orzeł może", który ma być promocją otwartego i optymistycznego patriotyzmu. "Istny marsz lemingów. Będą się radować, może nawet śpiewać. Skupieni na podnoszeniu kącików ust, na delektowaniu się ciepłą wodą w kranie" – a tak o inicjatywie pisze dziennikarz "Sieci" Marek Pyza.


To ma być wojna z "gębą" Polaka-ponuraka. 2 maja ruszy akcja społeczna "Orzeł może", którą pod patronatem prezydenta Bronisława Komorowskiego organizują "Gazeta Wyborcza" i Program Trzeci Polskiego Radia. Tego dnia w kilku miastach Polski odbędą się happeningi, a ulicami Warszawy przejdzie marsz "radosnych patriotów". Ambasadorami akcji zostały znane osoby świata filmu, teatru i muzyki, w tym m.in. Wojciech Pszoniak, Marek Kondrat, Jacek Poniedziałek, Jan Englert, Wojciech Mann, Artur Barciś, Zbigniew Hołdys, Maria Peszek, Krystyna Janda oraz Artur Andrus.

"Często spotykam się z opiniami, że my Polacy nie uśmiechamy się i przejawiamy tendencję do przestawienia wszystkiego w ciemnych barwach. (…) Celem akcji jest przekonanie Polaków, że nie warto być malkontentem, że optymistom żyje się łatwiej, że lżej jest znosić trudy. Chcemy sprawić, by marudzenie nie było naszą wadą narodową" – mówiła na antenie "Trójki" dyrektor tej stacji Magda Jethon.

Nie przekonała jednak wszystkich. Marsz "Orzeł może", jeszcze zanim wystartował, po raz kolejny stał się pretekstem do dzielenia Polaków na gorszych i lepszych patriotów.

Lemingi maszerują

"Przejdź się po mieście z Michnikiem i Komorowskim" – pisze o akcji "GW" i "Trójki" dziennikarz prawicowego tygodnika "Sieci" Marek Pyza."Wreszcie dowiemy się, jak Polacy powinni świętować wolność. I czym naprawdę jest wolność. Dowiemy się, gdzie jest fajna, radosna Polska, która ma być fajniejsza od tej niefajnej, ponurej, prawicowej. To będzie istny marsz lemingów. Będą się radować, może nawet śpiewać. Zadowoleni z polskich osiągnięć po 89 roku. Skupieni na podnoszeniu kącików ust, na delektowaniu się ciepłą wodą w kranie. Bez trosk, bez skaz w obrazku III RP".


Czytaj także: Konrad Piasecki: "Kiedyś przelewano za kraje krew. Dziś boli utrata 5% oszczędności". Pieniądze niszczą patriotyzm?

Wtórują mu prawicowi komentatorzy, dla których "Orzeł może" to nic innego jak propaganda sukcesu; hucpa, która ma na celu przekonanie Polaków, że w kraju dzieje się świetnie (chociaż naprawdę dzieje się fatalnie), a prawdziwy patriotyzm to ten w wersji lemingów (chociaż lemingi z patriotyzmem wiele wspólnego nie mają).

Tomasz Sakiewicz
redaktor naczelny "Gazety Polskiej"

Oni to robią po nas, więc my w żaden sposób nie będziemy na taką akcję odpowiadać. Przypomnę, że organizowaliśmy mnóstwo koncertów patriotycznych, z udziałem tych, którzy łączą humor z patriotyzmem, jak np. Jan Pietrzak.

– To nie tyle marsz lemingów, a marsz cyników, którzy niewiele zrobili dla obrony polskiej tradycji i wartości. Teraz próbują, bo to im się opłaca – mówi w rozmowie z naTemat Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny "Gazety Polskiej". Jak twierdzi, prezydent Komorowski i spółka chcą ocieplić swój wizerunek przy pomocy polskiego godła. – Bardzo istotne jest właśnie to, kto taki marsz organizuje. A w tym przypadku mamy ludzi, którzy przyjaźnią się a z Januszem Palikotem. Oni nie mają wiele wspólnego z patriotyzmem. Poza tym, jeśli mowa o radosnej Polsce, to ja bardziej ponurej osoby nie widziałem niż Bronisław Komorowski – dodaje.

Z kolei Rafał Ziemkiewicz na łamach tygodnika "Do Rzeczy" obśmiewa pomysł stworzenia orła z białej czekolady, który ma być niesiony na czele marszu. "Jak się trafi upał to będzie można obserwować, jak się ten orzeł stopniowo, w atmosferze beztroskiej radości, rozmemłuje w bezkształtnego lepkiego gluta, co jest trafniejszą metaforą III RP, niż by najtęższy poeta umiał wykombinować" – pisze.

Rafał Ziemkiewicz

Przecieram oczy, czy to nie jakiś prima aprilis, cienkie szyderstwo z głuptactwa „fajnopolaków”, hakerski atak na strony internetowe zasłużonego organu − ale proklamacja „radosnej” manifestacji i celebryckie zachęty do wzięcia w niej udziału nie znikają. Pan chyba odebrał resztki rozumu ludziom, których i tak nigdy nadmiernie tym dobrem nie obciążał.

źródło: "Do Rzeczy"

Bo ja kocham ten kraj

Jacek Poniedziałek, aktor i bloger naTemat, reaguje oburzeniem na określenie "marsz lemingów". Jak mówi, reakcja prawicy jest absurdalna, bo w gruncie rzeczy oznacza, że jeśli jest źle, to już nie możemy manifestować patriotyzmu. – Niestety oni chcą licytować się, kto jest większym patriotą i lepszym Polakiem. Uzurpują sobie prawo do patriotyzmu, przekonują na przykład, że polskość to wyłącznie katolicyzm. Nie zgadzam się na to – stwierdza.

Poniedziałek protestuje przeciwko wiązaniu inicjatywy "Orzeł może" z bieżącą walką polityczną: – Ta akcja nie ma z tym nic wspólnego. A to jest przecież wyraz takiej spontanicznej potrzeby kochania miejsca, w którym się żyje i wspólnoty, w której się wychowuje. Te 23 lata to lata sukcesu, nawet jeśli nie wszyscy są zadowoleni i nie wszystko hula jak w zegarku.

Lemingi? Nienawidzę tego pojęcia. Nie zgadzam się z takim gadaniem, że jest to akcja wymyślona przez lemingów i dla lemingów. To jest akcja dla ludzi otwartych, z otwartymi głowami i otwartym patriotyzmem.


Podobnego zdania jest prof. Ryszard Cichocki, socjolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zwraca uwagę na to, że potrzebna jest każda próba wyrwania patriotyzmu z rąk jednej strony sceny politycznej. – Liberalne i lewicowe środowiska nigdy nie miały odpowiedzi na zawłaszczanie tej sfery. Ta inicjatywa to jedyna rozsądna reakcja.. Dowód na to, że można budować alternatywne wizje patriotyzmu – zaznacza. – Bo bycie Polakiem i kochanie ojczyzny nie wymaga bycia konserwatystą czy liberałem, o czym próbują nas przekonać niektórzy...

Wyjdą czy nie wyjdą

Niezależnie od oceny słuszności pomysłu trzeba jednak zapytać, czy Polacy w ogóle skorzystają z zaproszenia "Wyborczej, "Trójki" i prezydenta Komorowskiego. A z tym może być problem, bo, jak pisaliśmy w naTemat, lemingi raczej nie wychodzą na ulice. – Wątpię, czy frekwencja będzie wysoka – mówi Sakiewicz.

– To prawda, że oni z reguły nie maszerują, bo to nie jest ich sposób na wyrażanie przekonań, ale jestem przekonany, że część młodych, wykształconych i przyzwyczajonych do europejskich standardów ma już szczerze dosyć tego patriotyzmu w wersji radykalnej. W związku z tym ta oferta do nich trafi – podkreśla prof. Cichocki.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...