
Tydzień po tygodniu, mecz po meczu, Paweł Brożek z Ireneuszem Jeleniem utwierdzają nas w przekonaniu, że Franciszek Smuda powoli powinien zacząć odmawiać zdrowaśki, byle tylko napastnik Borussii Dortmund nie wyłożył mu się na ostatniej prostej przed Euro. Żeby przypadkiem coś go gdzieś nie zakłuło, nie zabolało, nie wyłączyło z gry choćby na chwilę…
REKLAMA
Powód jest oczywisty. Na niespełna trzy miesiące przed Euro, sytuacja naszych napastników jest DRA - MA - TYCZ - NA. Napisać, że kiepska, to jak nie napisać ani słowa. Ona jest beznadziejna. Wyczyny Roberta Lewandowskiego trochę nas wszystkich uśpiły i chyba zbyt rzadko uświadamiamy sobie, że poza nim mamy wielką pustkę. Nie ma nas, nie istniejemy.
W minioną niedzielę gościem programu „Cafe Futbol” w Polsacie był menedżer "Lewego" - Cezary Kucharski. Zapytany przez Mateusza Borka, czy jego klient odczuwa już presję związaną z czerwcowym turniejem, odparł: „Bez wątpienia, Robert wie, jak wiele od niego zależy”. Oczywiście, że musi to wiedzieć. Widzi przecież, co się dzieje. Że jak nie on, to chyba nikt inny.
Brożek z Jeleniem drugi tydzień z rzędu nie znajdują nawet miejsca w rezerwie swoich drużyn. Brożek musi być w naprawdę fatalnej formie, skoro nie stanowi żadnej alternatywy dla Hoopera, Stokesa czy Samarasa. Menedżer Neil Lennon ponoć obiecał mu szansę w momencie, gdy Celtic zapewni sobie mistrzostwo, ale to oznacza jedno – trener po prostu Brożkowi nie ufa. Woli wystawić napastnika jednego, drugiego, czy jeszcze innego, byle nie tego Polaka, bo z nim niekoniecznie wszystko pójdzie, jak trzeba.
Niestety, Paweł nam przepadł. Odchodził na wypożyczenie, by w Szkocji grać regularnie, tymczasem jak dotąd pojawił się na boisku na 32 minuty.
Do tego, co dzieje się z Irkiem Jeleniem, słów po prostu brakuje, bo nie dość, że nie ma dla niego miejsca w kadrze Lille, to jeszcze zbuntował się, gdy trener postanowił go wystawić w rezerwach. Został więc ukarany finansowo i odstawiony od składu, ale nie to jest w tym wszystkim najgorsze. Warto spojrzeć trochę dalej i szerzej – czy poważny klub francuskiej pierwszej ligi ulegnie presji niezbyt potrzebnego mu buntownika? A może raczej prezesi Lille uznają – o nie panie Jeleń, nie z nami takie numery. Wywijaj sobie je dalej, to na trybunach przesiedzisz do samiutkiego Euro!
Co gorsza, dopiero w tym miejscu dochodzimy do wniosku najstraszniejszego: za Brożkiem i Jeleniem w formie nie można nie tęsknić, bo alternatywa dla nich nie istnieje. Lista napastników grających za granicą kończy się na Sobiechu, który niezmiennie grzeje ławę w Hannoverze, a w międzyczasie leczy jeszcze kolejne, drobne urazy.
Na Ekstraklasę spoglądać zupełnie nie warto. Arkadiusz Piech – pierwszy napastnik, którego kandydaturę można by teoretycznie rozważyć – jest dopiero szóstym na liście ligowych strzelców z ośmioma golami – za Łotyszem, Izraelczykiem, Albańczykiem, Serbem i tak dalej…
Pomysł z Piechem sam w sobie jest przerażający. Jak niesamowicie musimy być słabi, że w ogóle o tym myślimy. Zastanawiamy się nad powołaniem 26-latka, który w całej karierze strzelił 15 goli w najwyższej lidze. 15! Mniej niż Lewandowski w bieżącym sezonie. Ale niestety, taka jest rzeczywistość. Żyjemy w kraju, gdzie Robert Demjan może rozegrać jedenaście kolejnych spotkań w składzie Podbeskidzia, a i tak niewielu pomyśli – dlaczego, do cholery, ten facet nie strzelił w tym czasie żadnego gola? Przecież jest napastnikiem. W normalnej pracy szef rozliczyłby go z wyników…
Nie ma już, jak kiedyś, Podbrożnych i Piszów, którzy strzelali, bo po prostu potrafili to robić. Dziś jest Lewandowski, a dalej pustynia.
