
Po niedawnej wizycie prezydenta Bronisława Komorowskiego na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy w mieście rozpętała się burza. Przewodniczący rady miasta napisał ostry list do rektora uczelni, któremu zarzuca nonszalancję w prowadzeniu uroczystości przyznania prezydentowi doktoratu honoris causa. Ocenia, że przez takie zachowanie zamiast prężnego uniwersytetu w rozwijającym się mieście prezydent zobaczył prowincję.
Tym razem to nie o gafach prezydenta Komorowskiego jest głośno po jego wizycie na jednej z uczelni. W Bydgoszczy pod gradem krytyki znalazł się rektor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, który prowadził uroczystość przyznania głowie państwa doktoratu honoris causa. Przewodniczący rady miasta Roman Jasiakiewicz napisał list, który trafił m.in. do lokalnych polityków i członków senatu uczelni. Zarzuca w nim, że rektor nie udźwignął trudu organizacji i prowadzenia uroczystości, przez co wyjątkowe wydarzenie, które powinno służyć promocji miasta i uczelni, stało się tylko źródłem zażenowania.
Roman Jasiakiewicz
przewodniczący Rady Miasta w Bydgoszczy
Wrażenia przewodniczącego rady miasta podzielają lokalni politycy obecni na uroczystości. Narzekają na organizację i wpadki rektora, który zapomniał nazwisk zaproszonych gości i tłumaczył później, że nikt mu ich nie zapisał. Wiele do życzenia pozostawia także bankiet, na którym nikt nie zajął się Anną Komorowską, która speszona stała gdzieś w kącie. Na stołach przykrytych zmywalnymi obrusami postawiono plastikowe kubki. Jak mówił w Radiu PiK Jasiakiewicz nie spodziewa się odpowiedzi od rektora, ale refleksji na przyszłość.
Źródło: "Gazeta Pomorska"
