
Nocą przeglądam czasem różne portale, zamiast literatury, ale tak, jakbym czytał czyjeś dzienniki literackie: polskie, zagraniczne, skrawki wyznań i opinii, sytuacje ludzkie, zwierzęce, polityczne i niepolityczne, nekrologi ważnych, dramaty małych, mocno artystyczne eseje. Na każdym jest troszku piany i jadu, nawet kucharze z piłkarzami się kąsają, ale gdzieś jest jadu więcej i uciekam, a gdzieś mniej, wtedy sunę dalej, omijając kamienie, dołki, oraz to i owo co się wala pod stopami. Epoka jadu, takie czasy. Trza sobie radzić.
REKLAMA
Szukam swoich treści tak, jak kiedyś spomiędzy “Trybuny Ludu” i “Expressu Wieczornego” wyłuskiwałem numery “Literatury” i “Jazzu”. Albo “Na Przełaj” dla komiksu Braci Dalton i amerykańskiej piosenki ze słowami pisanymi fonetycznie. Media się zmieniły, dziennikarze są głównie kretynami, wyjeżdżającymi na łyżwach wygibasy podczas ślizgania się po temacie. Tu treści nie znajdę.
Dziś tylko jedno polskie miewa dni, bo niecodziennie tak jest, że spełnia moje oczekiwania, jakby było pisane pode mnie. Kiedy ma dobry dzień właśnie. Portal natemat.pl mi pasuje. Ale te czeluści i połacie, gdzie nie ma polityki, PIS, PO, Palikota, Rokity, jakiegoś Siwca, których na twitterze zabanowałem dla higieny. Nurkuję tam, gdzie jest problem ludzi, obyczajów, zmieniających się okoliczności w życiu, przemiana cywilizacji, nawet opis gadżetów, cycki Angeliny i próby Jandy; kłopoty warszawskich klubów, szturmujący świat idealiści. Przypomina mi to czasy młodości. W ogóle to moje odkrycie natemat.pl przypomina mi takie pismo miesięczne "Magazyn Polski" z poprzedniej epoki. Jakimś cudem były tam przedruki ze świata, były wiersze i humoreski, pikantne przecieki z życia Picassa, żarty z New Yorkera. To pismo nie dołowało – ono dodawało optymizmu i nadziei. Dziś poczytałem natemat.pl i poza dwoma tekstami wszystkie były ciekawe. Jutro może być gorzej, bo oni falują. W ciekawych mnóstwo niedoróbek, zwłaszcza tam, gdzie oceny muzyczne, ale nie ma we mnie woli polemiki. Pewnie mógłbym tam pisać i czasem ręka mnie świerzbi, ale nie chcę. To jest kawiarnia, nie periodyk. Tu fantasmagorie i osobiste wrażenia mieszają się z ważnymi merytorycznie tekstami i czytelnik zatraca rozeznanie które jest którym. Burze są mile widziane, treści czasem nieprawdziwe, acz niekłamliwe, bo wysnute z palca bożego, można by zabić packą i wykazem pretensji, a po co, skoro pod spodem wykręcają dyskusję, która treści właściwe obejmie i rozwija w ludziach i ich głosach.
Więc tak jestem wychowany, takie mam DNA i zainteresowania, że tu znajduję i cieszę się, że natemat.pl jest.
A potem zaglądam na portal prawicowy, na którym nie byłem nigdy, ale syczy tu i ówdzie, że istnieje. 10 tekstów, 20 zniewag, 15 opluć w wykonaniu tamtejszych Paunisów, Indian dzikich i wściekłych, skalpujących wszystko bez limitu. Insynuacje pisane garściami, zdrajcy, ubecy i pointa: Polska będzie wolna. Kurwa, straszne. Czy się da w niej żyć? Wątpię. Spierdoliłem stamtąd po 5 minutach obiegu wzrokiem po pierwszych akapitach poszczególnych tekstów, bo mi się sierść zjeżyła i nawet odezwał się we mnie zwierz drapieżny - miałem zamiar ich wszystkich napierdolić. Tak to działa. Przez pół godziny rozpatrywałem ten wariant bez sensu.
Ale przecież jestem aniołem, więc wróciłem na portal Lisa/Machały i przeczytałem piękny tekst, z którym się kompletnie nie zgadzam, ale smakował mi bardzo, bo nie uderzał w nikogo tylko się starał urozmaicić mi życie. Jak „Magazyn Polski” w 60-70-tych.
Czy oni w ogóle wiedzą o jakim periodyku z lat 60-70 ub. wieku mówię? Pewnie go na oczy nie widzieli. Wypletli go instynktownie sami.
Gdyby ktoś jeszcze zajął się starym cudownym „Przekrojem” i skapował czym był, oddał go w odpowiednie ręce, bo to był magazyn wysoce kulturalny acz popularny, pisany niezwykłym literackim językiem, z permanentnie przymrużonym okiem, z ciekawością wielką, ale bez pośpiechu, z humorem oryginalnym, krakowskim i bez skandali, pewnie by się zdziwił - takie pismo stanęłoby w kioskach na nogi. Ludzie nie są zero-jedynkowi i głupi, i nie wypadają z wyświechtanych foremek. Nie są prostacko skleceni wedle urojeń polskopolitycznych. Jak poszperać w ich zakamarkach – są tam połacie chciwości treści innych, i stylu innego, niż oferowane. Stary „Przekrój” powinien wyjść zza szafy.
Może coś dorzucę później. Kto wie? A może już nie? :)