Zapomniałam, odłożyłam na chwilę, wypadło mi... Taki los spotyka zawartość damskich torebek i kieszeni. Okazuje się, że te niewinne "zagubienia" kosmetyków mogą kosztować kobietę tyle... co nowy samochód – nawet 18 tysięcy funtów, czyli około 87 tysięcy złotych! Polki tracą jednak znacznie więcej, niż tylko szminkę czy puder. – Gubię gumki do włosów, okulary przeciwsłoneczne, czasem siebie... – mówi jedna z "roztargnionych" pań.

REKLAMA
Nawet najmłodsi mężczyźni wiedzą, że kobiety zabierają swoje kosmetyczki niemalże wszędzie. Jeśli nie mogą, upchają tyle kosmetyków, ile mogą do torebki, aby w każdej sytuacji być gotową do poprawienia swej urody, by prezentować się światu w pełnej okazałości.
Jak wyliczył brytyjski portal Huffington Post, jedna trzecia kobiet codziennie nosi ze sobą torebkę o zawartości wartej 200 funtów (Blisko 1000 złotych), a co dziesiąta ma ulokowane w kosmetykach 500 funtów, czyli prawie dwa i pół tysiąca złotych. Nic zatem dziwnego, że w ciągu roku są w stanie zgubić kosmetyki o wartości 250 funtów, a więc około 1200 złotych.
Te dane nie dziwią jednak psycholog Tatiany Ostaszewskiej-Mosak. Jej zdaniem, wynika to z codziennego zabiegania i nadmiaru kobiecych obowiązków. – Mamy w życiu tak wiele różnych rzeczy do zrobienia, do zorganizowania, że czasem trudno jest kontrolować otaczające nas przedmioty. Im mniej mamy na głowie, tym jest łatwiej i mniej nam zginie – mówi psycholog.
Kobieta zmienną jest...
Zmienną, ale kosmetyki gubi przez całe życie. Ta swego rodzaju "rozrzutność" jest w pewnym sensie uzasadniona, bo przecież warto inwestować w siebie, a wiele pań nie patrzy na ceny kosmetyków, które mają zachować ich piękno w jak najlepszej kondycji do końca życia. Tyle tylko, że przez ten czas, można stracić nawet 18 tysięcy funtów, czyli około 87 tysięcy złotych!
Skoro Brytyjki gubią przybory do makijażu co najmniej raz w miesiącu, a 70 proc. z nich jeszcze częściej, to polskie damy z pewnością nie mogą pozostawać za nimi w tyle. Postanowiłem zapytać, co i dlaczego gubią Polki. Okazuje się, że przynajmniej pod tym względem dorównujemy "Zachodowi".
Marta namiętnie traci z pola widzenia szminki, które wypadają jej z kieszeni. Twierdzi, że zdarza się jej również "zgubić coś tymczasowo", czyli pod fotelem we własnym samochodzie. I choć wie, że kosmetyki gdzieś tam są, nie przeszkadza jej to, aby pójść do sklepu i poszukać kolejnych, szałowych tuszy, pomadek czy cieni. – Później odsuwam fotel i okazuje się, że połowę kosmetyków mam zdublowanym – mówi z uśmiechem Marta. Ot, od przybytku głowa nie boli.
Samochód staje się niekiedy drugą, większą torebką, w której można się zagubić. Zachowanie Marty nie dziwi jednak psychologa. – Ilość rzeczy powoduje, że nawet jak coś gdzieś zostawimy, to pierwszym impulsem jest kupić nowe. Nikt nie chce marnować czasu na szukanie jakiejś drobnostki – uważa Tatiana Ostaszewska-Mosak.
Gubią okulary jak rękawiczki
Przyczyna utraty kosmetyków jest to, że kobiety mają je najczęściej przy sobie. I choć są to ich ulubione przedmioty do gubienia, lista rzeczy z którymi zawierają tylko przelotne związki jest długa. – Czapki i rękawiczki, średnio 3-4 razy na sezon – słyszę od 24-letniej Karoliny. – Gumki do włosów, okulary przeciwsłoneczne, siebie... – mówi mi zaś Jovita, która z racji zawodu (kosmetolog) ma swój ekwipunek na uwadze.
– Mi się raczej nie zdarza, ale moja mama bez przerwy coś gubi – słyszę od Agaty. – Na każdym wyjeździe zostawia w hotelach szampony, płyny do kąpieli i żele. Na basenach zaś regularnie "zawiesza" ręczniki. Na parkingu zostawiła kiedyś swoje buty. Był to taras widokowy i była pod takim wrażeniem, że je zdjęła i odjechała boso. Ja zaś jedynie zgubiłam kiedyś kredkę do oczu – mówi Agata.
Patrycja przyznaje, że notorycznie gubi parasolki. Podobnie jak Ola, której wachlarz strat sięga jednak znacznie dalej – Klucze, rękawiczki, guma do żucia, błyszczyki i siebie czasem w życiu. Marta, która drugą kosmetyczkę urządziła pod fotelem swojego samochodu, gubi też okulary i telefony. – Odkładam regularnie gdzieś i zapominam – mówi. Emilia także często rozstaję się z rękawiczką. Jak mówi, zawsze z jedną.
Tatiana Ostaszewska-Mosak twierdzi, że szkoda życia na poszukiwania zagubionych przedmiotów, a tym bardziej na wyliczanie, ile na tym utraciliśmy. – Jak się policzy, ile zgubiliśmy przez całe życie, to faktycznie robi się tego dużo. Ale jak byśmy policzyli ile zjedliśmy, albo ile dni straciliśmy na zmywanie, to oznacza, że powinniśmy przestać to robić? Pieniądze nie są najważniejsze – przypomina psycholog.
Głowa w chmurach?
Aśka regularnie gubi telefon. Sama jednak nie widzi w tym nic dziwnego, gdyż jak twierdzi, jest to w pewnym sensie uzasadnione przez "kobiece obowiązki". – Mamy za dużo do ogarnięcia. Praca, dom i jeszcze trzeba ładnie wyglądać – tłumaczy zabiegana mieszkanka Warszawy. Te prace domowe sprawiają, że Zuza z Krakowa pobiła swój, a może i polski rekord w gubieniu. – Kiedyś posiałam wielką, plastikową miskę na pranie o średnicy 30 cm – mówi dumna z siebie Zuzka. Po chwili dodaje także, że zgubiła w życiu wielu mężczyzn... Cokolwiek miała na myśli – rozumiemy.
Jednak zagubione męskie serca da się posklejać, a choćby dokumenty trzeba wyrabiać od nowa. – Jestem też niezła w papierach. Zgubiłam własne świadectwo maturalne, notorycznie gubię skierowania lekarskie i wyniki badań. Chyba nigdy nie okradli mnie kieszonkowcy, za to dwa razy straciłam wszystkie dokumenty zostawiając portfel przy kasie – mówi rozbawiona Zuzanna.
Głowę podczas zakupów straciła także Marlena, która choć nie zgubiła portfela, to skrzętnie go opróżniła. – Kiedyś kupiłam super ciuchy, które mnie kusiły już od dawna i... zostawiłam je w innym sklepie – wspomina roztargniona zakupoholiczka. Nie widzi jednak możliwości, aby przestać gubić. – Jest tyle rzeczy, o których trzeba myśleć, tyle miejsc, w które trzeba pójść... I jeszcze trzeba wyrobić się w tych marnych 24 godzinach... – wyjaśnia.
Zgubić? – męska rzecz...
Czy roztargnienie i łatwość rozstawania się z najbardziej osobistymi rzeczami jest domeną jedynie kobiet? Wielu panów także przyznaje się do tego, że są równie dobrzy w gubieniu, co przedstawicielki płci pięknej. – Nałogowo gubię kostki do gitary – stwierdził 26-letni Kuba. Po chwili okazuje się, że to kropla w morzu jego roztargnienia. – Kiedyś zgubiłem samochód, znalazłem go na parkingu policyjnym – dodaje rozbawiony, choć wtedy zapewne nie było mu do śmiechu.
Także Marek z Chorzowa miewa problemy "z autem". – Ja w ostatnich pięciu miesiącach zgubiłem portfel, klucze do auta i dwa telefony. W sumie to nie gubię, tylko gdzieś to wszystko kładę. Chyba nie jestem tym zestresowany i nie obchodzi mnie, że wszystkich dookoła to denerwuje – mówi Marek.
– Faceci tez gubią! To stereotyp, że tylko kobiety potrafią gdzieś posiać swoje rzeczy. Przeważnie żaden mężczyzna się nie chwali, że coś zgubił – mówi nieco zirytowana Marta. – Mężczyźni nie gubią drobiazgów, bo ich nie mają – dodaje Tatiana Ostaszewska-Mosak. – Wystarczy zajrzeć i porównać zawartość męskiej i damskiej torby. Jak się ma trzy rzeczy, to jest małe prawdopodobieństwo, że coś się zgubi – zauważa. – Kobieta zaś wyciąga szminkę trzy razy dziennie, oko pomaluje dwa razy dziennie, tak samo z chusteczkami czy okularami przeciwsłonecznymi – wylicza.
Psycholog uważa, że dobre zorganizowanie mężczyzn jest mitem. – Faceci też o wielu zapominają i gubią, wbrew powszechnej opinii. W wielu domach znane jest wołanie mężów, gdzie jest to, czy tamto. Dopóki żona potrafi coś znaleźć, rzecz nie jest zgubiona – mówi Tatiana Ostaszewska-Mosak.