Rzeczpospolita podała informację, że Wojsko Polskie obniża standardy przyjmowania do jednostek specjalnych.
Rzeczpospolita podała informację, że Wojsko Polskie obniża standardy przyjmowania do jednostek specjalnych. Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta

Bartosz Węglarczyk bije na alarm. Podobno zawodowi nie ustawiają się w kolejce do sił specjalnych WP, a powinni. Za to "specjalsi" chcą przyjmować po trzymiesięcznym przeszkoleniu. Takie obniżanie standardów rekrutacji wg Węglarczyka jest ryzykowne.

REKLAMA
Wojsko Polskie obniża standardy dla starających się o przyjęcie do jednostek specjalnych. Przynajmniej taką informacje podaje Bartosz Węglarczyk za pośrednictwem Rzeczpospolitej dziwiąc się, że wystarczy, że ktoś umie czytać zdjęcia satelitarne i może zostać komandosem jedynie po trzymiesięcznym szkoleniu.
Owszem, podaje informację, że MON powinien zadbać o to, żeby wojskowi przyciągnęli zawodowych, zamiast szukać wśród cywili, ale całą złożoność zagadnienia znacznie upraszcza.
Narodowe Siły Zbrojne otwierają się szerzej i stwarzają szansę młodym ludziom na karierę w siłach specjalnych, które są głównym "afrodyzjakiem" przyciągającym do służby wojskowej. O tym, że Wojsko Polskie jest w niewielkim stopniu nowoczesne, za to w dużym stopniu zacofane administracyjnie i niedoinwestowane wie każdy przeciętny Kowalski. Armii brakuje jednak nie tylko sprzętu i narzędzi, ale również umiejętności, stąd pomysł, żeby przyciągnąć wykwalifikowaną siłę roboczą z tzw. cywila.
Najbardziej atrakcyjnym segmentem w polskiej armii są jednostki specjalne, jak Formoza, GROM, czy NIL, albo gliwicki AGAT. Te jednostki są potencjalnie najbardziej atrakcyjne dla chcących robić karierę w wojsku. Podobno żeby dostać się do jednostek specjalnych wystarczy 3 miesiące szkolenia w NSR (Narodowe Siły Rezerwowe), oraz przejście wcale nie wyśrubowanych norm sprawnościowych.
Czy obniży to jakość Polskiej Armii? Moim zdaniem, nie. Dopływ świeżej myśli technicznej, bo preferowani są absolwenci wydziałów "ścisłych", może tylko pomóc Wojsku Polskiemu, a nie obniżyć jego wartość.
Żyję w naiwnym przekonaniu, że Bartosz Węglarczyk sugerując wojskowym nowy plan marketingowy, żeby sprowokować zawodowych do aplikowania do jednostek specjalnych przeoczył tak naprawdę dość sprytny zabieg zasilenia kadr wojska o wykwalifikowaną siłę roboczą.
W końcu; kto powiedział, że po trzech miesiącach aplikujący dostanie się do jednostki specjalnej, a nie do służb cywilnych tę jednostkę wspomagających? ABW ma swoich pracowników cywilnych, GROM może mieć swoich.
A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
Źródło: Rp.pl