Mahmud Abbas, palestyński prezydent, a teraz też premier
Mahmud Abbas, palestyński prezydent, a teraz też premier Olivier Pacteau / Flickr.com

Hamas i Fatah porozumiały się w kwestii utworzenia nowego rządu przejściowego. Jego szefem zostanie palestyński prezydent, Mahmud Abbas. Czeka go trudne zadanie – musi przygotować Palestynę do zbliżających się wyborów i pomóc w zasypywaniu podziałów, które niemal dosłownie rozerwały Autonomię na pół.

REKLAMA
Negocjacje między palestyńskim prezydentem i liderem Fatahu Mahmudem Abbasem a żyjącym na wygnaniu przywódcą Hamasu Khaledem Meshaalem trwały od miesięcy; były burzliwe i wielokrotnie przerywane.
Politycy spierali się głównie o kształt rządu przejściowego, który w zeszłym roku zobowiązali się stworzyć. Największym problemem było stanowisko premiera. Fatah proponował, by objął je obecny szef palestyńskiego rządu, szanowany na Zachodzie za umiarkowanie Salam Fayyad. Sęk w tym, że Hamas postrzega go jako zdrajcę i „marionetkę syjonistów”.
Przepychanki przeciągały się na kolejne spotkania, aż w końcu Fatah zaproponował, by premierem został Mahmud Abbas. Ku zaskoczeniu wielu obserwatorów, Hamas się zgodził.
Inni ministrowie zostaną wybrani wśród niezależnych technokratów. Tak skrojony rząd będzie działał do najbliższych wyborów parlamentarnych. Wstępnie ustalono je na maj tego roku, ale jest już niemal pewne, że zostaną przesunięte.
Po ogłoszeniu wyników rozmów liderzy największych palestyńskich partii nie kryli zadowolenia. - Myślimy poważnie o wyleczeniu ran, zakończeniu podziałów i pojednaniu – mówił uśmiechnięty Meshaal.
Na pewno nie będzie to jednak łatwy proces.
Rozłam
Założony przez Jassera Arafata pod koniec lat 50. Fatah (arab. zwycięstwo) jest jednym z najstarszych palestyńskich ruchów politycznych. Od samego początku należał do najsilniejszych przeciwników izraelskiej dominacji. Gdy w 1967 roku Izrael nielegalnie zajął Zachodni Brzeg Jordanu i Strefę Gazy, Fatah i kierowana przez niego Organizacja Wyzwolenia Palestyny zaczęły sięgać po terroryzm.
Kolejne lata walki i pogarszające się warunki życia Palestyńczyków doprowadziły do radykalizacji nastrojów. W 1987 roku Strefę Gazy ogarnęło powstanie zwane intifadą. Narodził się wtedy też nowy, ważny gracz – Hamas. Izrael, jakkolwiek niechętnie, zgodził się na wstępne negocjacje z Fatahem.
W 1994 roku ogłoszono powstanie Autonomii Palestyńskiej. Na jej czele stanął Arafat, a najważniejsze pozycje w administracji zajęli jego ludzie. Według porozumień z Jerozolimą w ciągu pięciu lat Palestyńczycy mieli uzyskać prawo do samostanowienia. Radykałowie w to nie wierzyli - według nich Fatah sprzedał ideę niepodległości w zamian za bogactwo i władzę. Hamas poprzysiągł dalszą walkę. Z czasem stał się synonimem islamskiego ekstremizmu.
Dwie Palestyny
Wkrótce okazało się, że radykałowie nie byli dalecy od prawdy. Rok 1999 minął, a Palestyńczycy ciągle nie mieli własnego państwa. Szczególnie mocno odczuwali to mieszkańcy malutkiej Strefy Gazy, która stopniowo zamieniała się w przeludnione getto. Każdy miesiąc niedoli przybliżał ich w stronę ekstremistów. W 2006 roku stało się to, czego wielu się obawiało – Hamas wygrał palestyńskie wybory parlamentarne.
Takiej sytuacji nie chciał zaakceptować ani Fatah, ani Izrael i jego sojusznicy. Islamiści okazali się jednak silniejsi, niż się spodziewano. Po miesiącach ostrych walk Hamas całkowicie wypchnął dotychczasowe władze ze Strefy Gazy. Powołał też własny, nieuznawany na świecie rząd. W rezultacie Autonomia Palestyńska rozpadła się na dwie wrogie sobie części. Szanse na niepodległość wydawały się być stracone. Widząc o to politycy obu ugrupowań spróbowali ponownie rozmawiać. W maju zeszłego roku, dzięki mediacji Egiptu, podpisali rozejm i obiecali, że stworzą wspólny rząd przejściowy. I to mimo protestów Izraela i USA.
A potem zaczęli się kłócić o stanowisko premiera.
Najnowsze porozumienie ma szanse zakończyć jeden z trudniejszych okresów palestyńskiej historii. Od siły rządu przejściowego rządu zależy bardzo dużo. Aktualne sondaże wskazują, że Hamas ciągle cieszy się w Palestynie największym poparciem. Możliwe więc, że wygra również i następne wybory. Jeśli Abbas nie przygotuje na to Izraela i Fatahu, cała sytuacja może się powtórzyć.