Nie poznaję ludzi, którzy mnie znają. Jak z tego wybrnąć?

Co zrobić, gdy nie poznajemy ludzi na ulicy?
Co zrobić, gdy nie poznajemy ludzi na ulicy? Fot. Shutterstock
Uśmiecham się z zakłopotaniem jak grzeczna dziewczynka, zamiast dopytać o szczegóły.


Gdyby chodziło tylko o mnie, zawsze można powiedzieć, że to zarozumialstwo. Uważam się za ważniejszą i nie poznaję ludzi. Ale przekonałam się, zdarza się to każdemu.

Moja ciocia odebrała parę dni temu telefon od mężczyzny. Przedstawił się, ale zupełnie go nie kojarzyła. Ale on chyba tak, bo mówił dalej, opowiadał o jakiejś sprawie wspólnych znajomych. Taktownie przytakiwała, koncentrując się intensywnie na przypomnieniu sobie osób, które ostatnio poznawała. Skąd facet ma jej numer? Dlaczego dzwoni? W pewnym momencie i jego głos się zawahał. „Ale czy rozmawiam z Katarzyną Romańską?” - nie wytrzymał. Nie, pomyłka. Uff, ulga. Że nie trzeba już udawać i z pamięcią nie jest jednak tak źle. Okazało się, że rozmówca też nie był pewny, czy dialoguje z właściwą osobą, ale skoro przytakiwała i nic nie mówiła... głupio było pytać, więc w to brnął. Przez tę grzeczność mogliby nawet spotkać się załatwić razem ową sprawę, która w ogóle spowodowała telefon.


Czy nie jesteśmy za grzeczni? A może to małe tchórzostwo? Przyznanie się, że kogoś nie rozpoznajemy, jest po prostu kłopotliwe. Łatwiej udawać, że go znamy i wiemy, o czym mówi. Sama to robię. Szczególnie, kiedy ktoś pyta co u mamy i mi jak idzie ten trudny tekst, o którym podobno ostatnio rozmawialiśmy.


Zwykle wygląda to tak, że spotykamy się w większym gronie. „No i co tam Ola?” z buziakiem w policzek. Szybkie przeszukiwanie pamięci. Czasem coś świta, czasem w ogóle. Albo gorzej, sama wyciągam rękę i przedstawiam się pierwsza. Wtedy pada smutne: „Ale my się przecież znamy”. I nic. Bez dodania z jakiego czasu, skąd itp. Uśmiecham się z zakłopotaniem jak grzeczna dziewczynka, zamiast dopytać o szczegóły. Obracam to w żart, i brnę – oczywiście, bo a co mam zrobić? W którymś momencie rozmówca poruszy pewnie zagadnienie ogólne albo wypłynie temat wspólnych znajomych. Na to czekam!


Wolę, jak ktoś nie poznaje mnie. Widzę tą zakłopotaną koncentrację na jego twarzy i śmieję się w duchu. Próbuję delikatnie naprowadzić osobę na trop, wspominając mimochodem sytuacje, kiedy się poznaliśmy, kolegów i tak dalej. Zwykle to pomaga. Jeśli nie, trudno. Zbyt często zdarza się to mi samej, żeby było mi przykro. Wiem, że nie ma to nic wspólnego z niepoznawaną osobą. To raczej rozkojarzenie. Kiedyś myślałam, że może pamiątka z jakiejś imprezy, kiedy nie wszystko się pamięta. Pijackie sytuacje. Ale nie, dzięki bogu. Są widocznie momenty, kiedy mimo fajnej rozmowy myślę o czymś innym. Robię w głowie listę zakupów, zastanawiam się, jakim autobusem gdzieś dojechać itp. Życie.

Ale też wszystko ma jakieś zalety. Byłam raz beneficjentką takiego nieporozumienia. I wyszło to tak naturalnie! Wiedziałam, że skądś faceta znam, więc mu się kłaniałam. On chyba zaskoczony, ale też zaczął się kłaniać. Potem już witaliśmy się normalnie, rozmawialiśmy. Ale kiedy się poznaliśmy? Nagle zdałam sobie sprawę, że on jest po prostu popularnym dziennikarzem telewizyjnym, że znam go z ekranu. Tym bardziej doceniam jego takt w tej sytuacji.

Mimo to, coraz częściej zastanawiam się, czy nie uczciwiej jednak przyznać, że nie poznaje się kogoś albo choć dyskretnie okazać zdezorientowanie. Oszczędzi to czas nam i jemu. Jak nie, trzeba iść. Może być zabawnie!

Czytaj także:
Właściwa reakcja na kiepski dowcip