
W piątek 9 stycznia nowa Mazda CX-6e oficjalnie zadebiutowała na targach samochodowych w Brukseli, a ja sprawdziłem, co ten elektryczny SUV ma do zaoferowania i co najważniejsze ile będziemy musieli za niego zapłacić w polskich salonach.
Kiedy pierwszy raz patrzysz na Mazdę CX-6e, od razu czujesz, że to projekt, w którym europejskie studio designu miało do powiedzenia więcej niż zwykle, chociaż azjatycki skręt marki pod rynek chiński, szczególnie w nowych elektrykach, jest tu mocno wyczuwalny. Nic dziwnego, w końcu auto Mazdy powstało wspólnie z chińskim partnerem Changan.
Największe wrażenie robi przód. Charakterystyczne skrzydło Mazdy teraz pulsuje światłem podczas ładowania czy otwierania auta. Wygląda to niesamowicie, niemal jakby samochód oddychał.
Nadwozie jest bardzo płynne z przodu i lekko kanciaste z tyłu. Przy rozstawie osi wynoszącym 2902 mm i krótkich zwisach, bryła wydaje się zwarta i sportowa. Co ciekawe, niemal wszystkie kolory (z wyjątkiem Jet Black) oferowane są z czarnym dachem, co optycznie obniża sylwetkę.
Mój faworyt? Zdecydowanie flagowy lakier Nightfall Violet, który w zależności od światła zmienia się z głębokiego fioletu w niemal smolistą czerń.
Wnętrze to prawdziwa Azja
Wchodząc do środka, od razu robi się przytulnie, bo klamki się wysuwają, fotel cofa o 100 mm, by ułatwić zajęcie miejsca, a lusterka rozkładają. Mazda nie zrezygnowała ze swojego stylu premium, więc materiały są na poziomie, całość przestrzeni otula, a do tego kierowca ma dostęp do wielu nowoczesnych bajerów.
Wzrok natychmiast przyciąga panoramiczny, 26-calowy ekran dotykowy o kinowych proporcjach 32:9. Jest asymetryczny, smukły (tylko 9,5 mm grubości) i oferuje jakość obrazu 5K. Ale to nie koniec gadżetów.
Mazda postawiła na rozwiązanie, które pokochają rodzice, czyli głośniki Bluetooth w zagłówkach przednich foteli. Można prowadzić rozmowę telefoniczną lub słuchać nawigacji tak, by nie budzić śpiących z tyłu dzieci.
Niestety w tym modelu Mazda odchodzi od fizycznych przycisków, więc fani wnętrza CX-60 czy starej CX-5 mogą poczuć się lekko rozczarowani.
Tryb dla... psa i sterowanie gestami
Nowa Mazda CX-6e została wyposażona w specjalne... tryby pracy dostosowane pod szereg scenariuszy, które ułatwiają codzienność. O czym mowa? Mamy tutaj trzy funkcje:
Do tego dochodzi sterowanie gestami. Pokazujesz symbol "V" i samochód robi zdjęcie wbudowaną kamerą. Robisz "serce z palców" i utwór trafia do ulubionych. To gadżety znane z segmentu aut premium.
Osiągi i zasięg
Pod maską (a właściwie w podłodze i na tylnej osi) dzieje się sporo. Akumulator LFP o pojemności 78 kWh zasila silnik o mocy 258 KM (290 Nm). Efekt? Pierwsza setka pojawia się na liczniku po 7,9 sekundy. Mazda obiecuje, że mimo elektrycznego napędu, auto prowadzi się z typową dla marki precyzją, co jest zasługą inżynierów z Oberursel i Hiroszimy.
Jeśli chodzi o zasięg Mazdy CX-6e, wersja Takumi na 19-calowych felgach przejedzie do 484 km (WLTP). Większe, 21-calowe obręcze w wersji Takumi Plus nieco ten wynik skracają (do 468 km), ale rekompensują to wyglądem i cyfrowymi lusterkami w standardzie. Ładowanie? Dzięki mocy 195 kW, uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. zajmuje zaledwie 24 minuty.
Polskie ceny Mazdy CX-6e
Przejdźmy do konkretów, które najbardziej interesują kupujących. Mazda ogłosiła oficjalny cennik Mazdy CX-6e w Polsce. Samochód będzie dostępny w dwóch bogatych wersjach wyposażenia:
Wersja Takumi (RWD / 258 KM / 78 kWh) kosztować będzie od 206 100 zł z kolei Takumi Plus (RWD / 258 KM / 78 kWh) od 219 000 zł.
W standardzie wersji Takumi dostajemy m.in. 19-calowe felgi, pompę ciepła, panoramiczny dach o powierzchni ponad metra kwadratowego oraz cały pakiet systemów bezpieczeństwa i-Activsense. Wersja Takumi Plus dorzuca do tego cyfrowe lusterka boczne i wsteczne, 21-calowe felgi oraz wentylowane fotele z przodu i z tyłu.
Pierwsze egzemplarze mają pojawić się w polskich salonach latem 2026 roku. To odważny krok Mazdy, która wspólnie z chińskim partnerem Changan, stworzyła auto skrojone pod europejskie gusta, ale z unikalnym, japońskim sznytem. Czy to wystarczy, by podbić rynek elektrycznych SUV-ów?
Cena wydaje się konkurencyjna, a technologia na pokładzie imponuje. Szkoda tylko, że już w lutym kończy się w Polsce program dopłat i trudno będzie znowu namówić klientów z kraju nad Wisłą na zakup elektryka. Może Maździe się uda...
