Zasypany śniegiem parking, a ty nie masz miejsca? Co zrobić?
Zasypany śniegiem parking, a ty nie masz miejsca? Co zrobić? Fot. Shutterstock

Zima to dla kierowców nie tylko walka z zamarzniętymi szybami i śliską nawierzchnią, ale często także prawdziwa batalia o miejsce postojowe. Wielu z nas zna ten scenariusz: wracamy po pracy do domu, a nasze ulubione miejsce parkingowe przypomina raczej zaspę niż strefę dla samochodu. Czy jako kierowcy jesteśmy skazani na samodzielne machanie łopatą? To zależy...

REKLAMA

Odpowiedź na to pytanie nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać, i zależy w głównej mierze od statusu prawnego terenu, na którym się znajdujemy. Inne przepisy dotyczą dróg publicznych, inne terenów prywatnych, a jeszcze inne przestrzeni należących do spółdzielni mieszkaniowych.

W gąszczu przepisów łatwo się pogubić, a zrzucanie winy na "złą zimę" nie rozwiązuje problemu, zwłaszcza gdy dochodzi do uszkodzenia pojazdu lub stłuczki na śliskim placu. Jako kierowcy musimy być świadomi swoich praw, ale też wiedzieć, do kogo zwrócić się z interwencją, gdy zarządca terenu zaniedbuje swoje obowiązki.

Ignorowanie problemu nie tylko utrudnia życie zmotoryzowanym, ale może też prowadzić do niebezpiecznych sytuacji, za które ktoś musi ponieść odpowiedzialność.

Zanim jednak chwycimy za telefon, by zgłosić nieodśnieżony parking, warto dokładnie zorientować się, kto jest adresatem naszych roszczeń. Prawo w Polsce dość precyzyjnie rozdziela te kompetencje, choć w praktyce granice odpowiedzialności bywają zatarte przez śnieg. Warto wiedzieć, że za zaniedbania w tym zakresie grożą surowe mandaty, a w przypadku szkód także konieczność wypłaty odszkodowania. Gdzie zatem szukać pomocy, gdy nasze auto zostanie uwięzione w zaspie na parkingu, za który często musimy przecież płacić?

Publiczne miejsca postojowe i Strefa Płatnego Parkowania

W przypadku miejsc postojowych zlokalizowanych w pasie dróg publicznych sprawa wydaje się najbardziej klarowna, choć i tu zdarzają się wyjątki. Za odśnieżanie dróg publicznych oraz chodników i parkingów do nich przylegających (jeśli są one integralną częścią drogi i pobierane są za nie opłaty) odpowiada zarządca drogi.

W miastach są to zazwyczaj odpowiednie jednostki budżetowe, takie jak Zarząd Dróg Miejskich (ZDM) czy Zarząd Oczyszczania Miasta.

Jeśli parkujemy w Strefie Płatnego Parkowania Niestrzeżonego (SPPN), mamy prawo oczekiwać, że usługa, za którą płacimy, będzie realizowana w sposób umożliwiający skorzystanie z niej. Zasypane miejsce, na które nie da się wjechać bez ryzyka uszkodzenia podwozia, to ewidentne zaniedbanie zarządcy.

Warto jednak pamiętać o pewnym niuansie. Często kierowcy mylnie zakładają, że każde miejsce przy ulicy należy do miasta. Tymczasem zatoczki parkingowe mogą być wyłączone z zarządu miasta i należeć do przyległych punktów usługowych lub wspólnot.

Jeśli jednak mówimy o typowej ulicy w centrum, obowiązek usunięcia śniegu i błota pośniegowego leży po stronie służb miejskich. Co zrobić, gdy pługi omijają naszą ulicę szerokim łukiem? Najskuteczniejszą drogą jest zgłoszenie problemu do Straży Miejskiej lub bezpośrednio do centrum kontaktu z mieszkańcami (w wielu miastach funkcjonują specjalne numery interwencyjne, np. 19115 w Warszawie).

Strażnicy miejscy mają uprawnienia, by nałożyć na opieszałego zarządcę mandat karny. Choć brzmi to absurdalnie, że jedna służba miejska karze drugą, w praktyce zgłoszenie do służb mundurowych jest najszybszym sposobem na wyegzekwowanie działania.

Sytuacja komplikuje się w przypadku chodników przylegających do posesji prywatnych, które często służą też jako miejsca postojowe (np. przy parkowaniu częściowym na chodniku). Zgodnie z polskim prawem, za odśnieżanie chodnika przylegającego bezpośrednio do granicy nieruchomości odpowiada właściciel tej nieruchomości.

Wyjątkiem jest sytuacja, gdy między chodnikiem a działką znajduje się pas zieleni (należący do gminy) lub gdy na chodniku wyznaczono płatne miejsca postojowe. W tym ostatnim przypadku obowiązek sprzątania przejmuje zarządca drogi pobierający opłaty.

Jest to logiczne, bo skoro miasto czerpie zyski z parkowania, musi też zapewnić jego obsługę techniczną. Kierowca nie powinien być zmuszony do brodzenia w śniegu po kostki, by dojść do parkometru.

Jeśli zaś chodzi o szkody powstałe w wyniku zaniedbań, na przykład, gdy poślizgniemy się na oblodzonym parkingu miejskim lub nasze auto uderzy w słupek ukryty pod zaspą, mamy pełne prawo ubiegać się o odszkodowanie.

Kluczowe jest tutaj udokumentowanie zdarzenia: zdjęcia, notatka policyjna lub ze Straży Miejskiej oraz świadkowie. Roszczenia kierujemy wtedy do ubezpieczyciela zarządcy drogi. Walka ta bywa długa, ale jest jak najbardziej do wygrania, o ile udowodnimy, że stan nawierzchni rażąco odbiegał od norm utrzymania zimowego.

Parkingi osiedlowe i tereny prywatne

Zupełnie inna dynamika obowiązuje na terenach prywatnych, do których zaliczamy parkingi pod supermarketami, galeriami handlowymi oraz te na osiedlach mieszkaniowych. Tutaj za zimowe utrzymanie terenu odpowiada właściciel lub zarządca nieruchomości.

W przypadku osiedli są to najczęściej spółdzielnie mieszkaniowe lub zarządy wspólnot, które z kolei często zlecają te zadania zewnętrznym firmom sprzątającym. Mieszkańcy płacący czynsz (w którym zawarta jest opłata za eksploatację i utrzymanie części wspólnych) mają święte prawo wymagać, by miejsca parkingowe były przejezdne.

Co zrobić, gdy rano nasze auto jest uwięzione, a po pługu ani śladu? Pierwszym krokiem powinien być kontakt z administratorem budynku lub dozorcą. To oni mają bezpośredni kontakt z firmą odśnieżającą i mogą ponaglić jej pracowników.

Jeśli interwencja u zarządcy nie przynosi skutku, a zalegający śnieg lub lód stwarza realne zagrożenie dla bezpieczeństwa (np. ryzyko poślizgnięcia się pieszych, stłuczek), sprawę można zgłosić do Straży Miejskiej lub policji.

Służby te mogą ukarać zarządcę nieruchomości mandatem karnym za niewywiązanie się z obowiązku utrzymania porządku, co wynika wprost z ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Wysokość takiego mandatu może wynieść nawet 1500 złotych, a w przypadku skierowania sprawy do sądu grzywna może być znacznie wyższa.

Szczególnie irytującym problemem na osiedlach są tzw. dzikie miejsca parkingowe, które powstają, gdy kierowcy parkują na nieodśnieżonych trawnikach lub chodnikach, niszcząc zieleń pod przykrywką śniegu. Tutaj odpowiedzialność jest dwojaka, bo zarządca powinien dbać o czytelność infrastruktury, ale kierowca nie jest zwolniony z myślenia.

Warto też poruszyć kwestię parkingów pod marketami. Są to tereny prywatne, ale udostępnione do ruchu publicznego (często oznaczone jako strefa ruchu). Właściciel sklepu ma prawny obowiązek dbać o to, by klienci mogli bezpiecznie zaparkować. Jeśli uszkodzimy samochód na dziurze w lądolodzie na parkingu dyskontu, roszczenie o odszkodowanie z polisy OC właściciela sklepu jest jak najbardziej zasadne.

Nie można też zapominać o solidarności sąsiedzkiej, choć prawo tego nie reguluje. Często na gęsto zabudowanych osiedlach pług nie jest w stanie wjechać między ciasno zaparkowane auta, nie ryzykując ich uszkodzenia. W takich sytuacjach współpraca mieszkańców, np. przeparkowanie aut w wyznaczonym terminie "akcji zima", jest jedynym sposobem na skuteczne odśnieżenie.

Niestety, w praktyce bywa z tym różnie, co kończy się tym, że parkingi zamieniają się w lodowe koleiny, z których wyjazd graniczy z cudem. Pamiętajmy: niezależnie czy parking jest miejski, czy osiedlowy, odpowiedzialność cywilna za wypadki spowodowane brakiem odśnieżania spoczywa na podmiocie zarządzającym terenem. Nie bójmy się więc egzekwować swoich praw i zgłaszać zaniedbań odpowiednim służbom.

Czytaj także: