Kobieta z dzieckiem w ukraińskiej fladze
W sieci mnożą się fałszywe informacje dotyczące Ukraińców Fot. Shutterstock / canva

To było najkrótsze kłamstwo świata. Blogerka Polka na Bałkanach chciała wmówić Polakom, że Ukraińcy ich oszukali: kupione przez naszych rodaków generatory rzekomo wystawili na sprzedaż. Ale nie wyszło, bo kobieta ziejąca nienawiścią do wschodnich sąsiadów nie wzięła pod uwagę, że internauci mają swój rozum.

REKLAMA

Ale najpierw opowiem Wam o Danucie, nauczycielce historii.

Danuta o Ukraińców martwi się już w listopadzie 2025. Nadchodzi zima, dni coraz chłodniejsze. A co będzie, jeśli temperatury spadną mocno poniżej zera? Jak sobie poradzą starsi, schorowani, dzieci? 

– Oni tego nie wytrzymają, oni po prostu zamarzną – kreśli czarny, niepokojący scenariusz. 

"Mają rozmach banderowcy"

Danuta to bohaterka mojego tekstu o rosnącym hejcie wobec Ukraińców. Występuje w kontrze do tych, którzy na naszych przyjaciół ze Wschodu patrzą z rosnącą podejrzliwością. 

Zmartwienie zmartwieniem, ale ona po prostu zakasuje rękawy i działa. I ogłasza jedną zbiórkę za drugą. Z pomocą osób dobrej woli kupuje ciepłe rzeczy, takie jak kamizelki, kołdry, koce i sprzęt grzewczy zasilany powerbankami. Moc powerbanków dobiera odpowiednio do rodzaju ogrzewanych przedmiotów. Kupuje też żywność, baterie AA i AAA, świece oraz środki opatrunkowe.

Ukraińcom pomaga od początku wojny.

W sylwestra życzy im "nocy bez bombardowań, ciepła w domu, prądu i wody w mieszkaniach".

Życzenia nie spełniają się. W styczniu Kijów pogrąża się w zimnie i ciemności. Rosjanie uderzają w infrastrukturę energetyczną, odcinając tysiące cywili od ciepła, wody i prądu. Każdy dzień staje się walką o przetrwanie. Putin wystawia ich na próbę wytrzymałości.

Jest tak zimno, że para leci z ust w mieszkaniu. Na oknach szron. Za oknem -17. W mieszkaniu -10. Bez prądu nie ma jak ugotować ciepłej zupy, która rozgrzałaby od środka. Ani jak zadzwonić do babci czy dziadka i sprawdzić, czy żyje. 

Potrzeba generatorów prądu i stacji zasilających. 

Polacy nie są obojętni na takie wieści. I potrafią się zjednoczyć. Już nieraz to udowodnili. Więc kiedy pojawia się inicjatywa "Ciepło z Polski dla Kijowa" założona przez Fundację Stand with Ukraine, wpłacają na zbiórkę tyle, ile mogą. Chcą ratować swoich sąsiadów. Kwota puchnie. Licznik pokazuje 8,5 mln złotych. 

Udaje się. Końcówka stycznia: pierwsze 230 generatorów zakupionych dzięki Polakom jedzie do Ukrainy. 

Ale sytuacja nadal jest krytyczna. Nadciągają jeszcze silniejsze mrozy. Drony latają nad głowami. Miasto jest ostrzeliwane. Giną ludzie. 

Zbiórka nie jest zamknięta, Polacy o wielkich sercach chcą nadal pomagać. Dalej wpłacać. 

No to trzeba to zepsuć. Zacząć jątrzyć, siać ferment, dezinformację. I manipulować tak, żeby tym ludziom już nikt nie chciał pomóc. 

Liliana Wiadrowska, przedstawiająca się w sieci jako Polka na Bałkanach, postanowiła wmówić Polakom, że zostali przez Ukraińców zwyczajnie oszukani. Według jej narracji wydaliśmy miliony na generatory, a oni – cyk – robią zdjęcie i wystawiają sprzęt na OLX. A na dodatek mają jeszcze czelność grać rolę ofiar. Ot, cała opowieść o "niewdzięcznych beneficjentach"

To moje słowa, bo związana z Konfederacją blogerka używa ostrzejszych:

"Mają rozmach banderowcy" – tak podpisuje zdjęcie zupełnie innych agregatów, opatrując je sugestywnym, ale fałszywym opisem.

Tylko że kłamać też trzeba umieć.

Te informacje zostały szybko zdementowane przez MSWiA, które wprost określiło je mianem fake newsa.

Bo to nie są zakupione przez nas agregaty.

"Dezinformacja o "polskich agregatach na ukraińskich serwisach aukcyjnych". Nie daj się nabrać ruskiej propagandzie" – ostrzega resort na oficjalnym profilu na Facebooku. I dalej:

"Chcą siać nienawiść do Ukraińców, podważać naszą pomoc i dzielić sojuszników. Troll udaje Polaka-patriotę, byś uwierzył: "Nie warto pomagać, okradają nas!". Nie dajmy się poróżnić. Wspieramy Ukrainę – bo chodzi o naszą wspólną wolność"

Niestety ludzie są podatni na fake newsy. Tu przeczytają tylko nagłówek, tam coś dopowiedzą, gdzie indziej podadzą dalej. I tak nieprawda zaczyna żyć własnym życiem.

Fake news Wiadrowskiej został udostępniony 6,9 tys. razy.

Według MSWiA krążące w sieci wpisy nie są niewinnymi opiniami, lecz elementem kampanii dezinformacyjnej, której celem jest podkopanie zaufania i osłabienie polsko-ukraińskiej współpracy humanitarnej.

Nie wszyscy jednak poddali się tej dezinformacji. Sami zaczęli sprawdzać i dowodzić tego, że na zdjęciu są zupełnie inne urządzenia.

"Największym wrogiem Ukrainy jest ona sama" – dzieli się złotą myślą niezrażona Polka na Bałkanach w kolejnym poście. 

Czytaj także:

Ale to już było

Tyle że to nie jest nowy mechanizm. To kolejna odsłona tej samej gry, którą już znamy. Wcześniej w sieci krążyły historie o rzekomo sprzedawanych przez Ukraińców karetkach, o "pierwszeństwie dla uchodźców" w kolejkach do lekarzy czy urzędów.  Te historie również zbierały zasięgi, budziły emocje – i równie szybko okazywały się nieprawdą.

Schemat pozostaje ten sam: wzbudzić lęk, podsycić nienawiść do Ukraińców, wskazać winnego.

Urządzenie, które wrzuciła Polka na Bałkanach, zostało wyprodukowane w 2024 roku. Sprzęt miał przepracowane 450 motogodzin i przeszedł obowiązkowy przegląd po 100 motogodzinach w grudniu 2025 roku, a więc na długo przed rozpoczęciem zbiórki pomocowej.

Serwis Demagog zadzwonił do osoby, która chce sprzedać agregat. Wyjaśniła ona, że ma go od 2024 roku. Sprzedaje, bo potrzebuje innego, o większej mocy.

Może po prostu chce się ogrzać.