Motława w Gdańsku - ludzie chodzą po lodzie
Władze Gdańska zamknęły Motławę Fot. Shutterstock

Jedna z największych atrakcji tej zimy, której zdjęcia w weekend błyskawicznie obiegły internet, jest już atrakcją zakazaną. Gdański Ośrodek Sportu rozwiesił właśnie przy zamarzniętej rzece Motławie tabliczki z napisem "zakaz wejścia". Urzędnicy przestraszyli się tłumów spacerujących po lodzie. I tego w jak kreatywny sposób ludzie spędzali na rzece czas wolny.

REKLAMA

W miniony weekend polski internet oszalał na punkcie tego, co działo się w sercu Gdańska. Motława zamarzła, i to porządnie, po raz pierwszy tak mocno od kilkunastu lat. Wiele osób wybrało ją na miejsce spaceru, nawet premier Donald Tusk wrzucił na swojego Instagrama krótki film z chodzącymi po lodzie ludźmi w tle.

Wiralowa Motława

Od razu rozgorzała dyskusja o bezpieczeństwie – strażacy powtarzali w kółko, że nie ma bezpiecznego lodu, inni odpowiadali, że w Skandynawii chodzenie po zamarzniętych akwenach to normalka i przy takiej grubości tafli nie ma się czego obawiać.

Faktycznie pokrywa lodu na Motławie na początku tego tygodnia miała grubość około 30 centymetrów. Co oznaczało, że szanse na to, że tafla załamie się pod chodzącą po niej osobą, były minimalne. Ale sytuacja pogodowa zaczęła się zmieniać, w czwartek w Gdańsku zaczął padać marznący deszcz zwiastujący odwilż. I nawet jeśli nie oznacza to z automatu rozmrożenia malowniczej rzeki, to służbom zapaliła się lampka ostrzegawcza.

Zakaz wejścia na rzekę

Nigdy nie przyszłoby nam do głowy wymyślić równie absurdalnego "zakazu wejścia" - napisał dziś na swoim profilu Gdański Ośrodek Sportu, umieszczając grafikę z postawioną tabliczką zakazującą wejścia na zamarzniętą rzekę. Ale w związku z ludzką "kreatywnością": spacerami po zamarzniętej rzece, łyżwami, hokejem, przechadzkami z dziećmi w wózkach i psami, jazdą rowerami, hulajnogami, rozwiercaniem lodu by sprawdzić jego grubość, dotykaniem Sołdka, sesjami zdjęciowymi czy piknikami na lodzie zamykamy Motławę aż do wiosny! - ogłasza GOS.

I choć GOS robi to z przymrużeniem oka, to na koniec już serio zwraca uwagę, że chodzenie po zamarzniętym lodzie bywa śmiertelnie niebezpiecznie. O wiele poważniej wyglądają kartki rozmieszczone nad Motławą przez Kapitanat Portu Gdańsk.

Tam do bezwzględnego zakazu wchodzenia na lód dodana jest podstawa prawna: artykuł 60b Ustawy o obszarach morskich Rzeczpospolitej, "Kto na obszarze portu morskiego lub przystani morskiej, a także kotwicowisk położonych poza obszarem portów oraz torów wodnych łączących te kotwicowiska z wodami portowymi wchodzi lub wjeżdża na lód, podlega karze grzywny".

Zakaz niby jest, ale go nie ma

Z lodem jest w Polsce ten problem, że kar za złamanie tego zakazu nie mogą nakładać policja czy straż miejska. Mogą się więc oni ograniczać do komunikowania tego, że taka aktywność jest niebezpieczna. Dochodziło więc w ostatnich dniach do absurdalnych sytuacji, w których setki ludzi chodziło po Motławie i robiło sobie zdjęcia, a z megafonów w radiowozach emitowane były komunikaty o tym, że lód jest niebezpieczny, z których nikt sobie niczego nie robił.

Ba, nawet część strażaków, w tym rzecznik Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Gdańsku, z którym miałem okazję o tym rozmawiać, nie widzi problemu w takich spacerach, o ile znamy procedury bezpieczeństwa i jesteśmy przygotowani na wypadek niebezpiecznych sytuacji.

Post Gdańskiego Ośrodka Sportu od razu wywołał lawinę komentarzy. I rozkładają się one niemal równo po połowie na przychylne tej decyzji i srogo ją krytykujące. Jedni cieszą się, że wreszcie ukróci się niebezpieczny proceder, inni mówią, że to pomysł porównywalny z zamykaniem lasów w trakcie pandemii.

Wróćmy więc do tak często przytaczanej jako przykład Skandynawii. Tam, na północy sroga zima nie jest taką rzadkością jak u nas, dzieci w szkołach są uczone zasad bezpieczeństwa przy chodzeniu na lodzie, a społeczeństwo jest bardziej skore do przestrzegania narzuconych reguł.

U nas działa to nieco inaczej, wszak przysłowie "Polak mądry po szkodzie" to wcale nie pustosłowie. Warto więc pamiętać o zdrowym rozsądku. I, jeśli już chcemy wracać na lód, to może nie w tak dużych skupiskach ludzi, i może dopiero po powrocie do Polski bardzo silnych mrozów. A te czekają nas jeszcze w tym miesiącu.

Czytaj także: