
Wyobraź sobie tę sytuację: osoba z niepełnosprawnościami wraca z zakupów, podchodzi do miejsca, gdzie zostawiła samochód, a tam... pusta przestrzeń. Pierwsza myśl? Kradzież. Druga? Przecież ma uprawnienia, karta parkingowa była za szybą. Okazuje się jednak, że w polskich realiach odholowanie pojazdu może nastąpić nawet wtedy, gdy legalnie korzysta się z niebieskiej koperty. Wystarczy, że kawałek plastiku leży nie tą stroną, co trzeba.
Problem jest poważniejszy, niż mogłoby się wydawać, a do biura Rzecznika Praw Obywatelskich spływa coraz więcej skarg od rozgoryczonych kierowców. Scenariusz zazwyczaj jest ten sam: osoba z niepełnosprawnością parkuje na prawidłowo oznakowanym miejscu, zostawia dokument za przednią szybą, ale po powrocie zastaje tylko pusty asfalt.
Karta jest, ale... jakby jej nie było
Dlaczego? Bo straż miejska lub policja uznały, że skoro numer karty był częściowo zasłonięty albo dokument leżał rewersem do góry, to tak, jakby go w ogóle nie było. I tutaj zaczynają się schody, bo machina urzędnicza rusza z kopyta, a ty zostajesz z ręką w nocniku i rachunkiem za lawetę, który w 2026 roku potrafi zwalić z nóg.
Obecne przepisy drogowe, a konkretnie art. 130a ust. 1 pkt 4 Prawa o ruchu drogowym, są napisane tak nieszczęśliwie, że dają służbom ogromne pole do nadinterpretacji. Przepis mówi o usuwaniu pojazdu, jeśli nie jest on oznakowany kartą. Służby interpretują to często zero-jedynkowo, że jeśli nie widzę daty ważności w tej sekundzie, auto idzie na hol.
RPO słusznie zauważa, że to czysty absurd. Przecież karta parkingowa fizycznie w aucie jest. To nie jest próba oszustwa czy bezczelne blokowanie miejsca przez kogoś nieuprawnionego. To drobny błąd techniczny, który w tej chwili kosztuje kierowców setki, a czasem i tysiące złotych, licząc koszty parkingu strzeżonego i stracony czas.
RPO: Laweta to nie zabawka do karania
Marcin Wiącek, Rzecznik Praw Obywatelskich, uderzył właśnie do Ministerstwa Infrastruktury z postulatem pilnej zmiany prawa. Argumentacja jest prosta: obywatel musi wiedzieć, co mu grozi i za co. W tej chwili kierowca z niepełnosprawnością żyje w niepewności i zastanawia się, czy jeśli karta przesunie się o centymetr przy zamykaniu drzwi, to po powrocie zastanie auto?
"Laweta powinna być środkiem ostatecznym", a nie batem na ludzi, którzy i tak mają w życiu pod górkę. Rzecznik domaga się, aby prawo jasno rozróżniało całkowity brak uprawnień od niewłaściwego wyeksponowania dokumentu. W tym drugim przypadku wystarczyłby przecież zwykły mandat lub pouczenie, a nie drastyczne i kosztowne odholowanie auta.
Dopóki Ministerstwo Infrastruktury nie weźmie się do roboty, musimy radzić sobie sami. Jeśli korzystasz z kart parkingowych, sprawdź dwa razy, czy każdy detal dokumentu jest widoczny z zewnątrz jak na dłoni. W obecnym stanie prawnym straż miejska bywa bezlitosna, a walka w sądzie o zwrot kosztów to droga przez mękę, która trwa miesiącami.
Miejmy też nadzieję, że interwencja RPO sprawi, że przepisy staną się bardziej ludzkie. Bo na razie wygląda to na polowanie, w którym ofiarą pada ten, kto zapomniał poprawić kartę po trzaśnięciu drzwiami. A przecież nie o to w tym wszystkim chodziło.
