
Dawno nie czułem tak pozytywnej energii na widok małego, miejskiego samochodu. Kiedy większość producentów ściga się na to, kto upchnie w aucie większy tablet, Włosi zrobili coś zupełnie innego. Wrócili do korzeni, ale zrobili to ze stylem. Fiat Grande Panda Hybrid, bo o nim mowa urzekł mnie od pierwszej chwili.
Pamiętacie pierwszą Pandę z lat 80.? Ten kanciasty, genialny w swojej prostocie pudełkowaty kształt? Nowy model to absolutny majstersztyk interpretacji tamtego designu.
Fiat Grande Panda mierzy niespełna 4 metry (dokładnie 3,99 m), co w dzisiejszym świecie nadmuchanych crossoverów jest zbawieniem przy szukaniu miejsca pod biurem czy kawiarnią.
Design to jednak nie tylko nostalgia. Mamy tu pikselowe reflektory LED, które wyglądają jak wyjęte z gier retro, oraz genialne trójwymiarowe tłoczenia na drzwiach. To auto nie próbuje udawać luksusowej limuzyny. Ono ma cieszyć oko i być funkcjonalne. I robi to bezbłędnie.
Hybryda, która ma sens w mieście
Pod maską dzieje się to, co w mieście sprawdza się najlepiej. Napęd hybrydowy T-Gen3 o mocy 110 KM to zestawienie 3-cylindrowego silnika 1.2 Turbo z 48-woltowym wsparciem elektrycznym. Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim święty spokój.
Oczywiście nie dosłownie, bo jednak kultura pracy 3-cylindrowej jednostki potrafi zirytować, bo warczy jak wściekła, szczególnie jak wyjedziemy z miasta. W trasie w środku przy wyższych prędkościach jest po prostu bardzo głośno. Niestety cena tego auta odzwierciedla ilość wyciszenia, które zamontowano w środku.
Z tym świętym spokojem bardziej chodzi o spalanie, bo w mieście potrafiłem zejść do 4 litrów na 100 km! W trasie było gorzej, bo przekraczałem 7 litrów, więc z bakiem 35 litrów robiłem co 450 km postój, ale jednak miejskie osiągi robią wrażenie.
Do tego nowy Fiat Grande Panda Hybrid potrafi pełzać w trybie elektrycznym (funkcje e-creeping i e-parking), co przy manewrach parkingowych czy powolnym toczeniu się pod światłami daje ciszę i realne oszczędności na stacji. Włosi obiecują, że przy prędkości poniżej 30 km/h możemy przejechać do kilometra wyłącznie na prądzie. To sporo!
Jedyne co bym poprawił, to fakt, że Panda jest nawet za bardzo zrywna na tym prądzie i jazda w korkach może czasami doprowadzić pasażerów do mdłości.
Wnętrze, które nie jest nudne
W środku jest jeszcze ciekawiej. Zapomnijcie o wszechobecnym "piano black" i smutnym plastiku. Fiat postawił na zrównoważony rozwój, ale w bardzo stylowym wydaniu. Deska rozdzielcza może być pokryta materiałem BAMBOX, który zawiera włókna bambusowe i mój egzemplarz właśnie był tak wykończony.
Co więcej, w każdym egzemplarzu znajdziemy elementy wykonane z przetworzonych kartonów po napojach. Mimo kompaktowych wymiarów, w środku zmieści się pięć osób (oczywiście z tyłu raczej trójka nastolatków lub dzieci, bo dorośli to tak na ścisk i tylko na parokilometrową drogę), a bagażnik o pojemności 412 litrów to wynik, którego nie powstydziłyby się auta o klasę większe.
Do tego dochodzi masa schowków. Sam ten w desce rozdzielczej ma 13 litrów pojemności. Oczywiście jest plastikowo, siedzenia ustawia się ręcznie, ale za dopłatą można dokupić do nich grzanie. Zaskoczeniem był dla mnie także system multimedialny, który działał naprawdę bardzo sprawnie.
Jasne, nie jest to klasa premium, ale naprawdę jak na takie pieniądze Fiat Grande Panda wygląda ładnie, jeździ dobrze i jest przyzwoicie wyposażony. A jak już o pieniądzach mowa...
Cena, która wywraca stolik
Przejdźmy do konkretów, bo tu Włosi naprawdę "dali czadu". Cena Fiata Grande Panda Hybrid w Polsce zaczyna się od 80 800 zł. W czasach, gdy za przyzwoicie wyposażone auto miejskie trzeba często zapłacić kwotę sześciocyfrową, propozycja Fiata wygląda jak okazja roku.
Do wyboru mamy trzy wersje:
Moim zdaniem nowy Fiat Grande Panda to obecnie jedna z najciekawszych premier rynkowych. Jest kolorowy, jest zwinny, jest hybrydowy i co najważniejsze nie kosztuje fortuny. To auto, które udowadnia, że miejska mobilność wcale nie musi być nudna ani absurdalnie droga.
