Wnętrze Mercedesa
Wielu kierowców od razu wyłącza tę funkcję po tym, jak wsiądzie za kółko. Fot. Adam Nowiński / naTemat.pl

Jeśli myśleliście, że walka z emisją spalin to proces nieodwracalny, to administracja Donalda Trumpa właśnie pokazała, jak bardzo się myliliście. Agencja Ochrony Środowiska (EPA) ogłosiła największą akcję deregulacyjną w historii USA. W skrócie wyrzucają do kosza przepisy, które kształtowały motoryzację przez ostatnie 16 lat.

REKLAMA

Sercem tej rewolucji jest unieważnienie dokumentu z 2009 roku, znanego jako Greenhouse Gas Endangerment Finding. To właśnie ten papier był fundamentem, na którym opierali się prezydenci Barack Obama i Joe Biden. Dzięki niemu władza mogła patrzyć na ręce producentom samochodów i stopniowo ograniczać emisję spalin.

EPA pod wodzą Lee Zeldina twierdzi teraz wprost, że to był "nielegalny nacisk na wprowadzenie obowiązkowych pojazdów elektrycznych". Z perspektywy kierowcy zmiana jest kolosalna. Nowe wytyczne kasują federalne normy emisji gazów cieplarnianych dla wszystkich pojazdów z lat modelowych 2012–2027 i późniejszych.

System Start-Stop znika z pokładu

Dla wielu z nas najbardziej odczuwalną zmianą (poza ceną aut, do której zaraz przejdę) będzie pożegnanie z funkcją, która irytuje miliony kierowców na całym świecie i która jest od razu wyłączana po włączeniu silnika. EPA oficjalnie zapowiedziała eliminację systemu Start-Stop.

To małe ustrojstwo, które gasi wam silnik na każdych światłach, by z jednej strony zaoszczędzić ułamek litra paliwa w cyklu testowym no i oczywiście ograniczyć emisję spalin, a z drugiej obciążyć akumulator i rozrusznik w aucie.

W USA uznali, że skoro kasują normy emisji, to idą na całego i te "wspomagacze" także nie mają racji bytu.

2400 dolarów oszczędności na każdym aucie?

Administracja Trumpa twierdzi, że dzięki temu ruchowi Amerykanie zaoszczędzą łącznie 1,3 biliona dolarów. Brzmi jak abstrakcja, ale w przeliczeniu na jeden samochód ma to być średnio 2400 dolarów oszczędności.

Skąd ta kwota? To suma unikniętych kosztów certyfikacji, raportowania, ale przede wszystkim braku konieczności montowania drogich technologii oczyszczania spalin i osprzętu dedykowanego pod elektromobilność.

Krytycy już teraz podnoszą głos, że to wątpliwe obliczenia, bo nie uwzględniają kosztów zdrowotnych czy klimatycznych, a te będą spore i ostatecznie bilans może nie wyglądać tak kolorowo.

Czy to początek globalnej zmiany?

Ironią losu jest fakt, że podczas gdy EPA mówi o ścisłym przestrzeganiu prawa i oddawaniu decyzji w ręce Kongresu, robi to w sposób typowy dla obecnej administracji, czyli szybko i bez oglądania się na protesty ekologów. Lee Zeldin twierdzi, że to przywracanie wolności wyboru.

Czytaj także:

Dla nas, w Europie, to sygnał ostrzegawczy lub nadzieja, bo zależy, po której stronie barykady stoicie. Jeśli amerykańscy producenci przestaną być duszeni normami, ich auta mogą stać się bardziej konkurencyjne cenowo, co postawi Unię Europejską i jej rygorystyczne plany zakazu sprzedaży aut spalinowych w 2035 roku w bardzo trudnej sytuacji. Jedno jest pewne: w USA silnik spalinowy właśnie dostał drugie życie.