
To nie jest zwykła polityczna przepychanka. To otwarty bunt, który może wywrócić do góry nogami cały unijny plan na przyszłość motoryzacji. Andrej Babiš, który w grudniu 2025 roku triumfalnie powrócił na fotel premiera Czech, właśnie rzucił Brukseli rękawicę. Zapowiedź jest jasna: Czechy będą dążyć do całkowitego zniesienia zakazu sprzedaży aut spalinowych po 2035 roku.
Komisja Europejska, widząc nadal zbyt niskie słupki sprzedaży elektryków i rosnące niezadowolenie branży, niedawno próbowała wykonać krok wstecz. Nowa propozycja zakłada, że emisja CO2 z nowych aut ma spaść "tylko" o 90 procent do 2035 roku. Pozostałe 10 procent miałyby stanowić klasyczne silniki spalinowe i hybrydy, o ile zostaną "zrekompensowane" np. e-paliwami czy biopaliwami.
Dla Babiša to jednak tylko "kosmetyka". – Jakieś ustępstwa nam nie wystarczą, nalegamy na całkowite uchylenie przepisów – grzmiał premier po lutowym posiedzeniu rządu, o czym informuje ČT24. Jego zdaniem niedopuszczalne jest zakazywanie technologii, w którą wpompowano miliardy euro, by uczynić ją czystszą niż kiedykolwiek.
Dla kraju, gdzie przemysł motoryzacyjny (ze Škodą na czele) generuje niemal jedną trzecią PKB, gra toczy się o dużą stawkę.
Chińska fala zalewa Europę. "Widzimy, jak nas miażdżą"
Babiš nie przebiera w słowach, gdy mówi o konkurencji z Azji. – Widzimy, jak chińskie samochody elektryczne miażdżą europejskie – zauważa premier. I ma rację, bo dane z początku 2026 roku są bezlitosne: co dziesiąte auto sprzedawane w UE pochodzi już z Chin, a marki takie jak BYD czy MG agresywnie wypierają rodzimych producentów, oferując elektryki w cenach nieosiągalnych dla Europejczyków.
Forsowanie elektromobilności za wszelką cenę, gdy lokalny rynek nie nadąża z tanią technologią bateryjną, zdaniem czeskiego rządu jest prostą drogą do gospodarczego samobójstwa. Babiš, który współtworzył w Parlamencie Europejskim nową frakcję "Patrioci dla Europy", szuka teraz sojuszników. I znajduje ich całkiem sporo, bo ramię w ramię z Pragą mogą stanąć Włochy, Polska czy Słowacja.
Godzina zero dla diesli i benzyniaków
Prawdziwe starcie nastąpi już niedługo. Zaplanowany na 19-20 marca 2026 roku szczyt UE w Brukseli zapowiada się na jedną z najgorętszych debat o klimacie w tej dekadzie. Babiš jedzie tam z konkretnym planem: obronić spalinowy silnik i zatrzymać unijną presję, która jego zdaniem służy głównie chińskim gigantom.
Można nie lubić Babiša i jego populistycznego stylu, ale trudno odmówić mu trzeźwego spojrzenia na portfel przeciętnego Kowalskiego (czy raczej Nováka). Europa zderzyła się ze ścianą, bo szczególnie w jej środkowo-wschodniej części infrastruktura kuleje, prąd nie tanieje i nadal powstaje głównie z węgla.
Walka o utrzymanie silników spalinowych to nie tylko sentyment do zapachu benzyny, to walka o to, by nowe auto nie stało się towarem luksusowym tylko dla wybranych.
