
Zasada była prosta: kto pierwszy, ten lepszy. A chętnych na jubileuszowy model Volkswagena było tylu, że 150 sztuk zniknęło z radarów szybciej, niż wskazówka prędkościomierza mija setkę. Jeśli pluliście sobie w brodę, że przegapiliście okazję, mam dla was newsa, który zrobi wam dzień. Niemcy właśnie dorzucili do pieca i otwierają dodatkowe zamówienia.
Nie wiem, czy to kwestia sentymentu, czy po prostu faktu, że coraz trudniej o porządne, spalinowe auto z "pazurem", ale liczby napływające z Wolfsburga i Poznania napawają optymizmem. Volkswagen przeprowadził niedawno zmiany w cenach modeli GTI oraz R i, mówiąc kolokwialnie, zażarło.
Liczba zamówień na sportowe modele marki wzrosła w 2025 roku o kosmiczne 282 proc. rok do roku. To nie jest błąd w druku. My, Polacy, po prostu kochamy szybkie kompakty. Dlatego, gdy ogłoszono, że do Polski trafi tylko 150 sztuk wersji Golf GTI Edition 50, salonowe telefony rozgrzały się do czerwoności.
Wszystko zeszło na pniu. Dlatego Volkswagen postanowił zadziałać i polski oddział marki wywalczył dodatkowy przydział. Zamiast 150, na nasze drogi wyjedzie łącznie 400 egzemplarzy Edition 50. To dodatkowe 250 szans na postawienie w garażu kawałka historii.
Najmocniejszy Golf GTI w historii
Przejdźmy do konkretów, bo nowy Golf GTI Edition 50 to nie jest tylko pakiet naklejek na karoserii. To potwór, który oficjalnie dzierży tytuł najmocniejszego seryjnego modelu w historii GTI. Pod maską pracuje tu sprawdzona, dwulitrowa jednostka TSI, ale podkręcona do wartości, które jeszcze dekadę temu były zarezerwowane dla aut typowo torowych.
Mamy tu 325 KM mocy i 420 Nm momentu obrotowego. Efekt? Pierwsza setka pojawia się na liczniku po 5,3 sekundy. Jeśli znajdziecie odpowiedni tor, żeby to przetestować, to auto pogoni na nim aż do 270 km/h. To już nie są żarty, to liga, w której podgryza się ogon znacznie droższym maszynom premium.
Co dostajemy w standardzie? Volkswagen nie żałował wyposażenia. Na pokładzie znajdziemy m.in.:
50 lat legendy, czyli dlaczego warto go mieć
W 2026 roku świętujemy pół wieku Golfa GTI. Gdy w 1976 roku debiutowała pierwsza generacja, nikt nie spodziewał się, że ten projekt przetrwa dekady i sprzeda się w liczbie ponad 2,5 miliona sztuk. To auto zdefiniowało segment hot-hatchy.
W środku Edition 50 czuć ten klimat. Są sportowe fotele z charakterystyczną kratą i czerwonymi akcentami, czyli detale, bez których fan GTI nie wyobraża sobie życia. To taki rodzaj samochodu, który rano dowiezie dzieci do przedszkola, a po południu pozwoli poczuć się jak na odcinku specjalnym.
Czy warto? Biorąc pod uwagę, że to prawdopodobnie jedna z ostatnich okazji, by kupić tak mocne, czysto spalinowe GTI w limitowanej edycji, odpowiedź wydaje się oczywista. Dodatkowa pula 250 sztuk pewnie też rozejdzie się w mgnieniu oka, więc jeśli wasz portfel jest gotowy na sportowe osiągi Volkswagena, nie zwlekałbym z wizytą w salonie.
