
Jeśli myśleliście, że era spalinowych SUV-ów kończy się na naszych oczach, to Volkswagen nie poddaje się. Choć Wolfsburg mocno inwestuje w prąd, to ich kura znosząca złote jajka, czyli Tiguan nigdzie się nie wybiera. I to przez bardzo długi czas. Producent właśnie potwierdził, że spalinowa legenda zostanie z nami co najmniej do 2035 roku.
Nie da się ukryć, że żyjemy w czasach motoryzacyjnego rozkroku. Z jednej strony Bruksela dociska śrubę, z drugiej klienci wciąż kochają warkot silnika i zasięg, który nie topnieje w oczach przy zerowej temperaturze.
Volkswagen, który jeszcze niedawno chciał być bardziej elektryczny niż Tesla, właśnie wykonał efektowny unik.
Dwa liftingi zamiast nowej generacji
Zamiast co kilka lat projektować kompletnie nowe auto od zera, co w dzisiejszych realiach kosztuje fortunę, VW stawia na strategię "Double Facelift". Jak donosi portal Carscoops Daniela Cavallo, szefowa Rady Zakładowej Volkswagena, ogłosić miała podczas spotkania w Wolfsburgu, że spalinowy Volkswagen Tiguan otrzyma dwie potężne aktualizacje produktowe.
Pierwszy duży facelift Tiguana zaplanowano na rok 2028, a kolejny na 2031. Co to oznacza dla przeciętnego Kowalskiego? To, że sprawdzona architektura MQB Evo będzie dopracowywana do perfekcji przez najbliższą dekadę.
Volkswagen chce grać bezpiecznie i skoro obecna konstrukcja jest dobra, to po co ją psuć? Wystarczy ją pudrować tak długo, jak pozwolą na to normy emisji spalin.
Powrót do normalności, czyli fizyczne przyciski i lepszy soft
Zapowiedziany na 2028 rok lifting ma przynieść nie tylko odświeżony wygląd zewnętrzny, ale przede wszystkim nowe wnętrze Volkswagena, w którym ergonomia znów stanie na pierwszym miejscu.
Spodziewajcie się powrotu do bardziej intuicyjnych rozwiązań i oprogramowania, które wreszcie nie będzie wymagało wiecznego przeklikiwania się przez warstwy menu.
Do tego dojdą nowe sygnatury świetlne LED i świeże wzory felg, ale pod maską rewolucji nie będzie (na szczęście), raczej ewolucja w stronę hybrydy plug-in o jeszcze większym zasięgu, by udobruchać unijnych urzędników.
Najciekawsze dzieje się jednak na boku. Volkswagen zrozumiał, że nazewnictwo serii ID. bywa dla klientów mało emocjonalne. Dlatego plotki o tym, że odświeżony Volkswagen ID.4 zmieni nazwę na ID. Tiguan, stają się coraz bardziej realne. To genialny ruch marketingowy.
Zamiast zmuszać ludzi do przesiadki do auta o nazwie, która brzmi jak nazwa smartfona, VW da im po prostu elektrycznego Tiguana. Auto ma porzucić swoje obłe, mydelniczkowate kształty na rzecz bardziej kanciastej i tradycyjnej sylwetki SUV-a.
Dzięki temu w salonach obok siebie będą stać dwa Tigunany, jeden dla tradycjonalistów, a drugi dla tych, którzy mają już w garażu wallboxa.
Czy warto teraz kupić Volkswagena Tiguana?
Moim zdaniem? To najlepszy moment. Wiemy już, że technologia spalinowa w tym modelu nie stanie się przestarzała z dnia na dzień. Volkswagen, deklarując wsparcie dla tego modelu aż do 2035 roku, daje jasny sygnał: "spokojnie, części będą, serwis będzie, a wartość rezydualna nie spadnie na łeb, na szyję".
Zobacz także
To strategia przetrwania w niepewnych czasach. Podczas gdy inni producenci rzucają się na głęboką wodę pełnej elektryfikacji, Wolfsburg buduje tratwę ratunkową z napisem SUV z silnikiem spalinowym. I coś mi mówi, że ta tratwa będzie najlepiej sprzedającym się towarem w ich salonach przez najbliższe 11 lat.
