
Niemiecka prasa komentuje prognozowane wyniki wyborów do parlamentu w Badenii-Wirtembergii, zwracając uwagę, że Cem Özdemir z Partii Zielonych ma szansę zostać pierwszym niemieckim premierem tureckiego pochodzenia.
W wyborach do krajowego parlamentu w Badenii-Wirtembergii pokazały, że Partia Zielonych z Cemem Özdemirem na czele nieznaczną przewagą głosów (30,2 procent) wyprzedziła CDU z Manuelem Hagelem (29,7 procent).
Alternatywa dla Niemiec (AfD) podwoiła wynik z 2021 roku, uzyskując 18,8 procent poparcia. Socjaldemokraci ponieśli porażkę, uzyskując najgorszy wynik w historii (5,5 procent), a liberałowie z FDP po raz pierwszy nie wejdą do landowego parlamentu Badenii-Wirtembergii (4,4 procent), zyskując taki sam wynik jak lewica Die Linke.
Tych wyborów nie wygrali Zieloni
"Cem Özdemir wyszedł zwycięsko z wyborów w Badenii-Wirtembergii – nie dlatego, że należy do Partii Zielonych, ale pomimo tego. Tylko jeśli partia zaakceptuje tę prawdę, będzie mogła skorzystać z jego sukcesu" – pisze w redakcyjnym komentarzu internetowego wydania tygodnika "Der Spiegel" Christoph Hickmann.
Dziennikarz uważa, że polityk Zielonych wygrał wybory jako osoba, jako człowiek, którego się zna. Jako marka i jako twarz. A, jego zdaniem, Zielonym brakuje twarzy.
"Jeśli Zieloni chcą skorzystać z obecności Özdemira, muszą wysunąć go na pierwszy plan, umieścić w centrum uwagi. Wymagałoby to odwagi od obecnych liderów, ponieważ w przeciwieństwie do nich Özdemir wygrał już wybory poza partią, a więc ma znacznie większy kapitał polityczny po swojej stronie" – czytamy. Tyle że, uważa komentator, gdyby na poważnie chcieli iść śladem Özdemira, musieliby zorientować się na jego twardy kurs realistyczny, czyli ogólnie przesunąć się w prawo.
Autor komentarza zatytułowanego "Tych wyborów nie wygrali Zieloni" zwraca też uwagę, że Cem Özdemir, urodzony w Niemczech jako syn tureckich rodziców, prawdopodobnie zostanie pierwszym niemieckim premierem pochodzącym z rodziny imigrantów z Turcji. "Jest to dobra i budująca wiadomość, szczególnie w obecnych czasach" – zauważa.
Pierwszy niemiecki premier tureckiego pochodzenia?
"Wraz z Özdemirem po raz pierwszy w Niemczech premierem zostanie prawdopodobnie wybrany polityk pochodzący z rodziny imigrantów z Turcji. Nie jest to jednak niczym niezwykłym. Dlaczego miałoby być inaczej? Decydujące znaczenie nie powinno mieć pochodzenie rodzinne, a wyłącznie osiągnięcia" – pisze także lokalny dziennik "Weser-Kurier" z Bremy.
Według tej gazety wynik wyborów w Stuttgarcie pokazuje również, że AfD nie osiąga spektakularnych sukcesów, przynajmniej na zachodzie kraju. Nie jest wykluczone, że za dwa tygodnie w Nadrenii-Palatynacie wynik nie będzie znacząco lepszy.
"Dla SPD natomiast wynik nieco powyżej pięcioprocentowego progu wyborczego musi być wyraźnym sygnałem ostrzegawczym. Partii grozi przekształcenie się w regionalną partię północno-zachodnich Niemiec. Jeśli ta tendencja się utrzyma, Olaf Scholz będzie prawdopodobnie ostatnim socjaldemokratą, który pełnił urząd kanclerza" – prognozuje dziennik.
CDU sama sobie winna
Gospodarczy dziennik "Handelsblatt" komentuje: "CDU w Badenii-Wirtembergii sama zadbała o to, aby wynik wyborów był tak wyrównany. A czołowy kandydat musi zadać sobie pytanie, jaki udział miał w wyniku wyborów. Nie chodzi tu tylko o debatę na temat seksizmu Hagela, który zachwycał się "piwnymi oczami" młodej kobiety.
Gazeta zauważa, że polityk popełnił również błędy taktyczne: "Po długim okresie prowadzenia kampanii wyborczej poniżej progu percepcji, pod koniec stał się nerwowy. W gorącej fazie kampanii zaatakował zwycięzcę wyborów Özdemira, nazywając go 'bezczelnym' i 'nieuczciwym'. Tak nie mówi pewny siebie kandydat na najwyższe stanowisko w kraju związkowym. Tak mówi polityk, który czuje, że wyścig wymyka mu się z rąk" – czytamy w Handelsblatt.
"Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa, że SPD ledwo udało się ponownie wejść do parlamentu krajowego (...), natomiast chadecka Unia przystąpiła do wyborów z perspektywą zaciętej rywalizacji z Partią Zielonych (...)
"Jednak CDU nie uwzględniła niezadowolenia z partii kanclerza, która swoim energicznym hasłem „po prostu to zróbmy” wzbudziła oczekiwania, których nie była w stanie spełnić. Unia znacznie nie doceniła również atrakcyjności popularnego wśród szerokiego grona wyborców kandydata Zielonych (...) Od początku nie mogli liczyć na głosy sympatyków AfD. Bo kto z nich zagłosuje na CDU, która i tak będzie dalej rządzić wraz z Zielonymi?" – pisze dziennik z Frankfurtu.
oprac. Marta Przybylik-Wiśniewska
