
Nowe państwowe święto miało być gestem pamięci, tymczasem staje się symbolem szerszego problemu. Polskie państwo potrafi złożyć wieniec, odprawić uroczystość i wygłosić apel, ale znacznie gorzej radzi sobie z realną opieką nad tymi, którzy po służbie i wojennych misjach zostali z doświadczeniem, ranami i często poczuciem porzucenia. Dzień Inwalidy Wojennego to kpina.
W tym roku po raz pierwszy obchodzony jest Dzień Inwalidy Wojennego. Ta data boleśnie pokazuje, jak w Polsce traktuje się weteranów. Wielkie słowa od święta i brak wsparcia na co dzień.
Dzień Inwalidy Wojennego
Zacznijmy od słowa "inwalida". Można wpisać do jakiegokolwiek czatu AI pytanie, czy wypada tak mówić. Odpowiedź? Używanie słowa inwalida jest obecnie odradzane, a przez wiele osób uznawane za stygmatyzujące, przestarzałe lub nieprzyjazne. Choć historycznie było neutralne, to współcześnie zastępuje się je określeniami bardziej podmiotowymi.
A w Polsce 12 kwietnia 2026 roku – po raz pierwszy w historii – obchodzimy Dzień Inwalidy Wojennego. W ramach uczczenia I Zjazdu Inwalidów Wojennych RP z 1919 r.
Wypunktować należy nie tylko niefortunną nazwę nowego święta, ale przede wszystkim jego fasadowość. Bo co właściwie zmienia jeden dzień pamięci, jeśli przez resztę roku weterani pozostają na marginesie debaty publicznej? Uroczystości są, kwiaty są, modlitwy są. Tyle że za symbolicznym gestem nie idzie systemowe działanie.
Gen. Polko w ostrych słowach o nowym święcie
– Wymyślanie kolejnego święta – niech będzie, nie chcę go odbierać – ale zdecydowanie ważniejsze jest to, żeby ktoś zajął się weteranami na co dzień. Do mnie docierają duże grupy ludzi, którym nikt nie udziela pomocy, którzy nie mają gdzie się spotkać ani kto by ich reprezentował – komentuje w naTemat gen. Roman Polko.
Jak dodaje, sam miał niedawno przykład świetnie wykształconego weterana z misji w Iraku, Afganistanie i Kosowie. Człowieka z doświadczeniem, znajomością języków, który chciał dalej pracować dla państwa. Jednak... zabrakło jakiegokolwiek zainteresowania.
– My nie mamy systemu jak w USA czy Wielkiej Brytanii, gdzie weterani mają swoje miejsca, wsparcie i realne możliwości działania. W Polsce są często tylko tłem dla polityków i to bardzo niedobrze. Bo państwo nie powinno zapominać o tych, którzy już odeszli ze służby, ale wciąż mogą zrobić coś dobrego – podsumowuje gen. Polko.
Tak armii nie zbudujemy
Jeśli państwo chce przekonać młodych ludzi do służby, musi pokazać, że nie zostawia swoich żołnierzy po wszystkim. Same hasła o patriotyzmie i staniu "murem za polskim mundurem" nie wystarczą. Potrzebne są pieniądze, aktywizacja, codzienne wsparcie i prawdziwe włączenie weteranów w życie społeczne.
