
Nie atakujcie już rosyjskich cywilów – zaapelował do swoich bojowników Doku Umarow, lider kaukaskich separatystów. Jak twierdzi, Rosjanie dojrzeli do tego, by samodzielnie zmienić własny kraj.
REKLAMA
- Rosjanie nie popierają już Putina. Dotąd byli wykorzystywani przez tych grzeszników i pozostają zakładnikami tego czekistowskiego reżimu – mówi Umarow w opublikowanym na portalu KavkazCenter nagraniu.
W ostatnich latach rebelianci z Czeczenii i innych krajów Północnego Kaukazu w swojej oficjalnej doktrynie określali rosyjskich cywilów jako „habri”, czyli niemuzułmanów niepodlegających ochronie. Tragicznym efektem takiego podejścia były zamachy w moskiewskim metrze w marcu 2010 roku (40 ofiar) oraz na lotnisku Domodiedowo w styczniu 2011 roku, w którym zginęło zostało 37 osób.
Ekstremistyczny PR?
Dziś, według Umarowa, protesty w Moskwie świadczą o tym, że Rosjanie są przeciwni władzy i „barbarzyńskim metodom prowadzenia wojny na terenie Emiratu Kaukazu". W związku z tym jego bojownicy mają „chronić ich w trakcie wszystkich planowanych operacji specjalnych” i skupić się na „siłach bezpieczeństwa, tajnych służbach i urzędnikach-hipokrytach, którzy w słowach i czynach szkodzą islamowi”.
- Moim zdaniem Umarow próbuje wykorzystać demonstracje w Rosji, by przypomnieć o sobie światu – mówi w rozmowie z NaTemat dr Wojciech Górecki, reporter i ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich. - Jego ludzie od ponad roku nie zaatakowali w głębi Rosji, a zamachy na terenie Kaukazu i tak nie są wymierzone w cywilów, lecz w lokalne władze – dodaje.
Nie ma również pewności, że wszyscy kaukascy ekstremiści zastosują się do wytycznych lidera. Emirat Kaukazu Umarowa nie jest bowiem jednolitym organizmem, a raczej szyldem, pod którym działają rozmaite, luźno powiązane grupy. - Deklarują lojalność Umarowowi, bo dzięki temu mają większą siłę, ale on nie jest w stanie ich wszystkich kontrolować. Jeśli jakiś odłam planuje teraz zamach w Moskwie, to Umarow może o tym w ogóle nie wiedzieć. Gdyby do ataku doszło, będzie miał się z czego tłumaczyć – przewiduje dr Górecki.
Wypełnić pustkę
Doku Umarow od lat należy do czołowych postaci na czeczeńskiej scenie politycznej. W trakcie pierwszej wojny w Czeczeni (1994-1996) dowodził jednym z oddziałów partyzanckich. Mimo ogromnych strat wśród ludności cywilnej, konflikt zakończył się dla mieszkańców Kaukazu pomyślnie – Rosjanie wycofali swoje wojska, a Grozny stało się stolicą de facto niepodległego, chociaż nieuznawanego państwa. Nazwano je Republiką Iczkerii. Po wojnie Umarow awansował na generała.
W 1999 roku Czeczenia znów zaczęła płonąć. Tym razem jednak rosyjskie wojsko, stosując się do wytycznych ówczesnego premiera Wladimira Putina, była znacznie skuteczniejsze. W krótkim czasie wypchnęła czeczeńskich rebeliantów do lasów i utworzyła w Groznym wierny sobie rząd. Tymczasem na Kaukazie narodził się radykalny ruch oporu zbudowany wokół religii. - Ludzie byli zawiedzeni ideą czeczeńskiej niepodległości i demokracji, potrzebowali nowych wartości. W to miejsce wszedł islam, który pozwolił kaukaskim narodom, nie tylko Czeczenom, połączyć siły w walce o wspólny cel. Idea islamskiego Emiratu Kaukazu, którą Umarow powołał w miejsce Republiki Iczkerii, ma wśród ich duże poparcie – opisuje Górecki.