
Zmiana klimatu to złożony temat, który zahacza nie tylko o naukę, ale także o gospodarkę i życie społeczne. Tam, gdzie pojawia się dużo informacji, łatwo o uproszczenia, skróty myślowe i emocjonalne przekazy. W takich warunkach rodzi się dezinformacja klimatyczna. Na czym dzisiaj polega i jak działa?
MATERIAŁ REKLAMOWY
Dezinformacja – tworzenie i rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji w środkach masowego przekazu – to jedno z najczęściej odmienianych pojęć w dyskusji o współczesnych zagrożeniach. Ta klimatyczna utożsamiana była przez długi czas z negowaniem wpływu człowieka na zmiany klimatu na Ziemi. Dlaczego "była"? Ponieważ jej narracja się zmienia, a akcenty ulegają przesunięciu na bardziej nośne.
Na ten problem zwraca uwagę raport przygotowany przez operatora T-Mobile i ośrodek UNEP/GRID-Warszawa na potrzeby kampanii "Klimat bez fejków". Jego autorzy wyjaśniają, jak wygląda nowoczesna dezinformacja klimatyczna i w jaki sposób jest rozprzestrzeniana. Spoglądają przy tym na nasze rodzime podwórko, omawiając, jak wpływa ona na postawy oraz decyzje Polek i Polaków.
Gwoli wyjaśnienia, "Klimat bez fejków" to kampania edukacyjna, która ma walczyć z mitami na tytułowy temat i zachęcać do sprawdzania informacji. Odpowiada za nią T-Mobile, który jako firma telekomunikacyjna działająca w samym centrum cyfrowego obiegu informacji – tam, gdzie dezinformacja rozchodzi się najszybciej – czuję się w obowiązku wspierać rzetelną wiedzę i odporność na manipulację.
Nowe oblicze dezinformacji klimatycznej
Na początku – co się nie zmienia? Nadal paliwem dezinformacji jest emocja. Jak przekonują autorzy raportu "Klimat bez fejków", emocjonalne narracje, szczególnie te bazujące na treściach wywołujących lęk czy złość, wygrywają z faktami. To one dzięki prostocie przekazu zyskują przewagę w starciu z opracowaniami, wykładami i innymi materiałami, które opierają się na dłuższych opisach i wielu danych.
Ponadto wciąż dezinformacja klimatyczna czerpie swoją siłę z przekonania, że nadmiar informacji sprzyja uproszczeniom. W świecie, gdzie mamy ich przesyt, wielu z nas poszukuje krótkich i zwięzłych komunikatów. Dlatego ci, którzy tworzą fejki, celują w treści dynamiczne, a przy tym oparte na strachu czy oburzeniu. Tym bardziej że ich codzienną "pracę" doceniają algorytmy, które premiują takie właśnie formy przekazu.
Twórcy raportu, który nieprzypadkowo ujrzał światło dzienne 22 kwietnia, w Dzień Ziemi, podkreślają kluczową zmianę, jaka zaszła w taktyce trolli klimatycznych. Nowe oblicze dezinformacji klimatycznej przejawia się tym, że nie tyle neguje fakty, ile podważa sens działania. Nie stawia już na walkę z nauką i twardymi danymi, lecz na swoje sztandary bierze głównie koszty życia i tempo transformacji.
Dezinformacja nie krzyczy: "to nieprawda", lecz cicho podpowiada: "poczekaj", "nie teraz", "to zbyt trudne albo drogie". Przykładowo, twórcy takich treści nie polemizują z tym, że działalność człowieka pociąga za sobą zmiany klimatyczne, nawet się z tym zgadzają, ale argumentują, że transformację należy opóźnić, bo generuje zbyt wysokie koszty. Albo twierdzą, że inne państwa czy sektory powinny się tym zająć.
Ten przekaz, w którym o klimacie mówi się przez pryzmat rachunków, bezpieczeństwa ekonomicznego i codzienności, a nie ekologii, trafia szczególnie na podatny grunt w Polsce. Niestabilność finansowa młodego pokolenia oraz przeciążenie pracą i opieką rodziców-millenialsów sprawiają, że Polki i Polacy widzą kwestie związane z klimatem... portfelem, a nie wykresami. Może i chcą żyć eko, ale mają obawy finansowe.
Jak walczyć z dezinformacją klimatyczną?
Organizatorzy kampanii "Klimat bez fejków" zaznaczają, że głównym źródłem newsów stają się social media (np. dla 54 proc. Amerykanów), a młodzi ludzie wiedzę czerpią od internetowych autorytetów. Siłą rzeczy większość mitów o klimacie na czele ze straszeniem kosztami, spychaniem odpowiedzialności na innych czy brakiem wpływu szerzy się przez platformy cyfrowe i kanały influencerów. Co można z tym zrobić?
Według autorów raportu należy przede wszystkim komunikować się w tej samej formie, ale narracyjnie w drugą stronę. Przemawiać do emocji, wartości i tożsamości odbiorców, a nie skupiać się tylko na faktach naukowych. Odnosząc się do realnych obaw ludzi, najlepiej po prostu przedstawiać ponoszone już teraz z powodu spowolnionej transformacji koszty finansowe dla państwa, samorządów i obywateli.
Oprócz prowadzonej w sieci komunikacji, którą można streścić w zdaniu "klimatyczne fejki kosztują miliardy, bo wstrzymują inwestycje, blokują decyzje i generują straty finansowe", twórcy kampanii zachęcają też do działań systemowych. Wskazują na potrzebę regulacji platform big-techów, transparentności finansowania, współpracy z biznesem czy praktycznej edukacji klimatycznej w szkołach.
Jaka jest ich najważniejsza rada? Niezmienna od lat. Sprowadza się ona do słów: "sprawdź, zanim uwierzysz". Tak, bywa to trudne z powodu presji czasu i masy obowiązków na głowie, ale jak wszędzie, bez rzetelnej wiedzy nie ma mądrych decyzji, a bez nich nie ma dobrych zmian. Więcej o najczęstszych manipulacjach klimatycznych i sposobach na rozpoznawanie fake'ów na ten temat znajdziesz tutaj.
