
Z Mercedesem jest ostatnio tak: albo robią coś, co wywołuje opad szczęki, albo pakują do środka tyle technologii, że człowiek czuje się jak w kokpicie myśliwca. Ale z nową elektryczną Klasą C, której premiera przypada na 20 kwietnia, poszli w nieco innym kierunku. Owszem, technologii jest tu mnóstwo, ale najważniejszym słowem kluczem stał się komfort i cisza.
Zacznijmy od tego, co zazwyczaj boli w "elektrykach", czyli zasięgu. Mercedes właśnie rozbił bank. Topowy model C 400 4MATIC electric oferuje do 762 kilometrów zasięgu (WLTP), co w świecie realnych tras oznacza, że dojedziecie z Warszawy do Berlina z jednym krótkim postojem.
A ten postój? Dzięki architekturze 800-woltowej i baterii o pojemności 94 kWh, wystarczy zaledwie 10 minut pod szybką ładowarką (do 330 kW), aby odzyskać 325 km zasięgu.
Samo auto to też niezły sprinter, bo sprint od 0 do 100 km/h zajmuje mu 4,0 sekundy. Wszystko to przy genialnej aerodynamice (współczynnik oporu powietrza Cd od 0,22), która jest kluczowa, by wycisnąć z prądu każdą kroplę energii.
Luksus na kołach
Kiedy wsiadasz do współczesnego auta elektrycznego, zwykle spodziewasz się sterylności i minimalizmu, który bywa po prostu chłodny. Mercedes postanowił to przełamać.
Nowa elektryczna Klasa C została zaprojektowana od podstaw na nowej architekturze, co pozwoliło wygospodarować w środku znacznie więcej przestrzeni niż w spalinowym odpowiedniku.
To, co rzuca się w oczy jako pierwsze, to materiały. Mamy tu nową skórę licową Softtorino oraz genialnie wyglądające fotele z perforacją Twisted Diamond. Całość dopełniają detale w stylu mokasynowym w linii AMG.
Mercedes stawia sprawę jasno: to ma być segment premium, który czuć pod palcami. Co ciekawe, to drugi model marki (zaraz po GLC), który oferuje w pełni wegańskie wnętrze z certyfikatem "The Vegan Society". Od tapicerki, przez podsufitkę, aż po wykładziny, no wszystko jest "eco-friendly", a przy tym nie traci nic z elegancji.
Do tego dochodzą fotele z funkcją masażu, wentylacją i systemem audio Burmester 3D, który emituje dźwięk 4D, czyli taki, który dosłownie czujesz na plecach.
MBUX Hyperscreen, czyli cyfrowy spektakl
Jeśli myśleliście, że ekrany w samochodach osiągnęły już swój limit, to Mercedes-Benz wyprowadzi was z błędu. Podobnie jak w GLB, GLE, GLS w elektrycznej Klasie C debiutuje 39,1-calowy MBUX Hyperscreen (lub opcjonalnie Superscreen), który ciągnie się od słupka do słupka. To nie jest zwykły wyświetlacz, to matrycowe podświetlenie z niemal dziesięcioma milionami pikseli i inteligentne centrum dowodzenia napędzane przez MB.OS, które integruje sztuczną inteligencję (ChatGPT, Google Gemini i Microsoft Bing).
Wygląda to obłędnie, zwłaszcza gdy w nocy włączycie oświetlenie ambientowe. System oferuje dziesięć różnych stylów, które synchronizują się z dźwiękiem i grafiką na ekranach. A jeśli dopłacicie za dach SKY CONTROL, nad głowami zaświeci wam 162 cyfrowe gwiazdy.
No i trzeba to zaznaczyć: elektryczna Klasa C nie oznacza, że z gamy znikają modele spalinowe. One będą, ale później, podobnie jak w CLA, GLB czy GLC. A ten elektryk ma kilka asów w rękawie.
Wielu kierowców wciąż boi się, że samochód elektryczny to marznięcie zimą w imię oszczędzania baterii. Mercedes twierdzi, że rozwiązał ten problem. Dzięki seryjnej wieloźródłowej pompie ciepła, nowa elektryczna Klasa C nagrzewa się dwa razy szybciej niż modele spalinowe.
Wsiadasz przy -7 stopniach na zewnątrz, a po kilku minutach (podobno) masz w środku przyjemne ciepełko, przy jednoczesnym zużyciu energii mniejszym o połowę w porównaniu do starszych układów.
Dodatkowo podczas projektowania tego modelu inżynierowie ze Stuttgartu mieli obsesję na punkcie akustyki. Elektryczny Mercedes Klasy C ma być jednym z najcichszych aut w swojej klasie.
Zastosowano tu specjalną izolację od przodu do tyłu, laminowane bezpieczne szkło w bocznych szybach i elastomerowe mocowania zawieszenia, które mają odciąć nas od szumu świata zewnętrznego.
Prowadzenie jak w Klasie S, zwinność jak w gokarcie, pakowność jak w SUVie
Choć elektryczna Klasa C to limuzyna klasy średniej, technologicznie aspiruje znacznie wyżej. Dzięki zawieszeniu pneumatycznemu AIRMATIC, auto "płynie" nad nierównościami. Co więcej, system jest inteligentny i korzysta z danych Google Maps oraz informacji o nawierzchni od innych aut (Car-to-X), by przygotować amortyzatory na zbliżający się próg zwalniający, zanim w ogóle na niego wjedziesz.
W mieście docenisz tylną oś skrętną (4,5 stopnia), która skraca promień skrętu do 11,2 metra, a to czyni z tego niemal pięciometrowego auta zaskakująco zwinny sprzęt na ciasnych parkingach.
Mimo sylwetki coupé, to wciąż auto rodzinne. Rozstaw osi zwiększył się o 97 mm względem wersji spalinowej, co daje znacznie więcej miejsca na nogi. Bagażnik ma 470 litrów, ale prawdziwym hitem jest frunk (przedni bagażnik) o pojemności aż 101 litrów, czyli idealny na kable, torbę podróżną, a nawet zgrzewkę wody.
A jeśli planujesz wypady z przyczepą, Mercedes udźwignie do 1,8 tony. O bezpieczeństwo dba armia 27 kamer i czujników, w tym system PRE-SAFE curve, który ostrzeże cię (napinając pasy), jeśli w nawigacji widzi ostry zakręt, a ty jedziesz za szybko.
***
Czy to wystarczy, by pokonać konkurencję spod znaku BMW czy Audi? O tym przekonamy się już wkrótce. Jedno jest pewne: jeśli szukacie w motoryzacji "świętego spokoju", nowa Klasa C na prąd może być bardzo mocnym zawodnikiem na rynku.
Cena i szczegółowy zasięg zostaną ujawnione już za kilka dni, ale poprzeczka w kategorii komfort została zawieszona bardzo wysoko.
