
Pierwszy raz zaczynałem swój test z zasłoniętymi oczami. Musiałem zgadnąć, jakim autem przyjechał do naszej redakcji Robert Muarczyk z Toyoty/Lexusa. Okazało się, że nowym Lexusem RZ 500e w wersji F Sport, czyli z wolantem i wirtualną skrzynią biegów. Po małej zgadywance miałem okazję przejechać sie tym modelem po Warszawie. Jak wrażenia? Obejrzyjcie film!
Lexus RZ 550e F Sport to elektryk, który udaje, że ma manualną skrzynię biegów. Brzmi to jak absurdalny gadżet, ale w sumie dlaczego nie? Do tego fajny look, czyli obniżone listwy, agresywne przednie wloty powietrza, tył z charakterystycznymi płetwami i zmodyfikowanym zderzakiem.
A pod maską? Potężne 408 KM, co pozwala katapultować tego luksusowego kolosa do setki w zaledwie 4,4 sekundy. To tempo, które jeszcze niedawno było zarezerwowane dla rasowych aut sportowych.
Dzięki systemowi Direct4, napęd jest rozdzielany między koła tak błyskawicznie, że auto wgryza się w asfalt z precyzją chirurga. Największym zaskoczeniem jest jednak układ steer-by-wire z charakterystycznym wolantem zamiast kierownicy. Nie ma tu fizycznego połączenia z kołami, a mimo to czucie drogi jest lepsze niż w niejednym klasycznym układzie.
Interactive Manual Drive, czyli zaskoczenie 100 proc.
Przejdźmy do gwoździa programu: Interactive Manual Drive. Lexus włożył do elektrycznego SUV-a łopatki, które symulują 8-biegową skrzynię manualną. Tak, dobrze czytacie. Auto zmienia dźwięk silnika (generowany z głośników, ale bardzo realistyczny), a po zmianie biegu czujecie charakterystyczne szarpnięcie i zmianę momentu obrotowego.
Możecie go nawet zadusić przy zbyt niskich obrotach! Po co to komu? Żeby nie umrzeć z nudów. W świecie, gdzie elektryki jeżdżą jak tramwaje, ten elektryczny SUV przywraca zaangażowanie kierowcy.
Ale nie ma co się rozwlekać, zapraszam do obejrzenia testu!
