
Bruksela właśnie dokręca śrubę, a nadchodzące zmiany w przepisach dot. przegladów technicznych aut sprawią, że "podbicie dowodu" przestanie być formalnością, a stanie się walką o przetrwanie. I nie, to nie jest straszenie na wyrost.
System badań technicznych w Polsce od lat był dziurawy jak wydech w starym Passacie. Statystyki nie kłamią, tylko w ubiegłym roku negatywny wynik otrzymało zaledwie 2,1 proc. aut.
Przy średnim wieku polskiego samochodu przekraczającym 16 lat, to wynik wręcz bajkowy. Unia Europejska doskonale o tym wie i mówi "dość". Nowe regulacje mają ujednolicić zasady w całej wspólnocie.
Celem jest "wizja zero", czyli drastyczne zmniejszenie liczby ofiar wypadków, ale droga do tego celu prowadzi przez portfele kierowców. Już 10-letnie auta trafią pod lupę, jakiej do tej pory nie znały. Diagnosta nie będzie już tylko stukał młotkiem w progi, bo teraz do gry wchodzi zaawansowana elektronika.
Wycinasz DPF? Zapomnij o przeglądzie
To, co najbardziej zaboli polskich kierowców, to walka z emisjami. Do standardowego wyposażenia stacji wejdą liczniki cząstek stałych. To małe urządzenia, które z chirurgiczną precyzją wyłapią każdą próbę oszustwa przy filtrach DPF.
Jeśli ktoś myślał, że "wycinka" to sprytny sposób na oszczędność, to w 2026 roku srodze się zawiedzie. System wykryje uszkodzony lub usunięty filtr w kilka sekund. Efekt? Brak dopuszczenia do ruchu i konieczność naprawy, której koszt, przy obecnych cenach części, często przekroczy rynkową wartość całego samochodu.
Szczególnie dotknie to silniki diesla, które w Polsce wciąż stanowią ogromną część floty.
Bruksela chce też ukrócić turystykę przeglądową i "załatwianie" pieczątek u znajomego diagnosty. Nowe przepisy zakładają stworzenie centralnej, europejskiej bazy danych. Każdy samochód sprowadzany np. z USA czy innego kraju spoza UE, będzie miał swoją cyfrową historię, której nie da się "zgubić" przy rejestracji.
Co więcej, Ministerstwo Infrastruktury dorzuca coś od siebie: obowiązkową dokumentację fotograficzną. Każde auto na kanale będzie musiało zostać uwiecznione na zdjęciach z kilku stron, wraz z licznikiem kilometrów. To ma być bezpiecznik, który wyeliminuje auta-widma, które na stacji pojawiały się tylko w dowodzie rejestracyjnym.
Ile kosztuje przegląd w 2026 roku? Ceny idą w górę
Niestety, za to wszystko zapłacimy my, kierowcy. Koszt badania technicznego już wzrósł do 149 zł, ale to prawdopodobnie nie jest ostatnie słowo. Właściciele stacji muszą zainwestować krocie w nowoczesną aparaturę diagnostyczną, a te nakłady zostaną przerzucone na klientów.
Współczuję tym, którzy planowali jeździć swoim "pełnoletnim" autem jeszcze kilka lat bez inwestowania w mechanikę. Nadchodząca waloryzacja opłat i rygorystyczne normy sprawią, że utrzymanie starszego pojazdu w legalnym stanie technicznym stanie się po prostu luksusem.
