
Geopolityka, ropa, Donald Trump i polski budżet – wszystko się chwieje, ale rynki zachowują się tak, jakby nic złego nie miało się wydarzyć. Analityk Piotr Kuczyński w "Rozmowie naTemat" punktuje złudzenia inwestorów i ostrzega. Prawdziwy problem dopiero nadchodzi.
Wyjście Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) z OPEC+, wojna na Bliskim Wschodzie i kolejne polityczne przecieki z gabinetu Donalda Trumpa. Świat staje na głowie, ale to już nasza codzienność.
Na tym tle pojawiają się prognozy – drastycznego wzrostu cen ropy do końca roku oraz przedłużenia zamknięcia cieśniny Ormuz w Iranie przez USA co najmniej do końca czerwca.
Piotr Kuczyński, analityk DI Xelion w "Rozmowie naTemat" z jednej strony uspokaja, z drugiej – zwraca uwagę na czające się zagrożenie, które rynki finansowe zdają się jeszcze ignorować. Globalny kryzys to nie kwestia "czy", ale "kiedy".
ZEA wychodzi z kartelu. To wpłynie na ceny ropy?
Decyzja Emiratów o opuszczeniu OPEC+ nie wywołała trzęsienia ziemi – i to nie przypadek.
– Jeżeli zmienią produkcję o 10 czy 15 proc. w jedną czy drugą stronę, czy to coś zmieni? Nie przypuszczam. Dlatego cena ropy ani drgnęła. To pokazuje, że rynek patrzy na realną skalę zmian, a nie na polityczne deklaracje – tłumaczy Kuczyński.
Dużo większe emocje budzą doniesienia o możliwej blokadzie Ormuzu przez administrację Donalda Trumpa. Jednak analityk nie ma złudzeń.
– Wszystkie te wątki wrzuciłbym do kosza. To są pogłoski sterowane, żeby przestraszyć Iran. Prognozy banków inwestycyjnych? Bazują na ruchomych piaskach. Wystarczy, że Trump powie: "dogadaliśmy się z Iranem" i cały scenariusz się zawala – podkreśla.
Polska na "greckiej autostradzie"
Najmocniejsze słowa padają jednak w kontekście krajowej gospodarki. W kontekście rosnącego zadłużenia, które jeszcze w tym roku może osiągnąć poziom 7 proc. PKB.
– W 2015 roku weszliśmy na dobrze wydeptaną autostradę grecką. Zadłużenie będzie rosło i gdzieś po drodze zaczniemy się tym martwić, ale nie teraz. Politycy żyją w rytmie wyborów, więc nikt nie odważy się ograniczać wydatków – mówi Piotr Kuczyński.
I ostrzega: globalny kryzys zadłużeniowy to nie kwestia "czy", ale "kiedy".
Póki co – paradoksalnie – napięcia geopolityczne pomagają rynkom. – Inwestorzy zakładają, że konflikt szybko się skończy. Trzymają palec na przycisku "kupuj". Każda pogłoska winduje indeksy. To absurd, ale tak działa mechanika rynku – ocenia analityk.
Jednak dodaje, że jeśli ropa naprawdę zacznie drożeć i utrzyma się na wysokich poziomach, przyjdzie "opamiętanie i potężna korekta".
Wybory w USA. Ulga zamiast paniki?
Na horyzoncie są jeszcze jesienne wybory połówkowe w Stanach Zjednoczonych. One również mogą namieszać.
– Jeżeli Demokraci przejmą Izbę Reprezentantów, to znacznie utrudni rządzenie Trumpowi. To oznacza większą przewidywalność. A rynki finansowe lubią przewidywalność, więc mogą przyjąć taki scenariusz z ulgą – twierdzi Piotr Kuczyński, analityk DI Xelion.
Jak zaznacza, nie oznacza to politycznego trzęsienia ziemi, ale raczej ograniczenie chaosu, który dziś definiuje amerykańską politykę.
