
Czy jeśli coś brzmi naukowo, to znaczy, że jest prawdziwe? Dr Tomasz Rożek w "Wieczorze naTemat" ostrzega, że język nauki bywa dziś jednym z najskuteczniejszych narzędzi manipulacji. Używanym przez polityków, korporacje, media i tych, którzy chcą sprzedać nam wygodną, ale nieprawdziwą wersję rzeczywistości.
Dlaczego tak łatwo dajemy się nabrać, kiedy ktoś mówi: "naukowcy udowodnili", "eksperci twierdzą", "badania pokazują"? Odpowiada na to książka "Władza, Pieniądze, Nauka. Jak chciwość, ideologia i szaleństwo wypaczyły badania naukowe".
Jej autor dr Tomasz Rożek, fizyk, naukowiec i nauczyciel oraz publicysta, w "Wieczorze naTemat" rozprawia się z fałszywymi badaniami, ale też tłumaczy, jak nie dać się nabrać oraz czym jest prawdziwa nauka. Rozmawiamy ponadto o religii czy eksploracji kosmosu.
"Nauka nie polega na wierze"
Dr Tomasz Rożek stawia sprawę jasno: problemem nie jest nauka, tylko to, jak często jej język zostaje użyty przeciwko odbiorcom.
– Ta książka powstała z troski. Coraz częściej zaczęły nachodzić mnie myśli, że rzeczywiście mamy kłopot ze zrozumieniem, czym jest nauka. Mamy kłopot ze zrozumieniem, jak badania naukowe są prowadzone. Stąd się bierze cała masa nieporozumień, a przede wszystkim taka nieodporność na różnego rodzaju fałszywe przekazy – mówi.
Jak podkreśla, nauka nie polega na wierze w cokolwiek. To nie nauka, to religia polega na tym, że wierzymy w rzeczy, których nie da się wyjaśnić.
Nauka jako narzędzie polityki
Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest opowieść o eugenice. To przykład tego, jak realne odkrycia naukowe mogą zostać wypaczone przez władzę. W skrócie – chodziło o stworzenie super-człowieka, któremu eliminujemy złe geny i cechy, jak u roślin czy zwierząt.
– W książce opisuję mechanizmy, które stały nie za uprawianiem badań naukowych, tylko za wykorzystaniem nauki, po to, żeby ociągać różne cele. I to jest o tyle ważne, że my dzisiaj wcale nie mniej, a moim zdaniem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej ulegamy tego typu manipulacjom – ostrzega dr Rożek.
Podaje konkretny przykład eugeników, którzy twierdzili, że jeżeli cechy są dziedziczone to można mieć na nie wpływ.
– Jeśli z grubsza rozumiemy to dziedziczenie w cech w przypadku roślin i niektórych zwierzęt, jeżeli potrafimy tak manipulować sztucznym doborem genów, żeby niektóre cechy wzmacniać, a inne wygaszać, to dlaczego nie mamy tego robić u ludzi. Dlaczego nie mamy projektować świadomie społeczeństw w ten sposób, że niepożądane cechy występujące w tych społeczeństwach za wszelką cenę będziemy się starali wygaszać – opowiada, ostrzegając przed tego rodzaju wykorzystywaniem nauki.
"Amerykańscy naukowcy udowodnili". Czyli clickbait w fartuchu
Rożek punktuje też media, które chętnie przykrywają sensację etykietą naukowości.
– Zaglądając na dowolny portal, w dowolnym dniu tygodnia, niemal zawsze trafia się na artykuł, w którym albo w tytule, albo we wstępie pada stwierdzenie: "amerykańscy naukowcy udowodnili". Często niczego takiego nie udowodnili. Po prostu ktoś chciał zrobić clickbait – mówi.
Dlatego najnowsza książka Tomasza Rożka nie jest wygodna, skłania do myślenia, ale też daje narzędzia do odróżniania realnej nauki od manipulacji i teorii spiskowych. Choć granica jest bardzo cienka, to są sposoby, by rozróżnić jedno od drugiego.
Korporacje, papierosy i metoda "poczekajmy"
W rozmowie pada też przykład firm tytoniowych, które przez lata nawet nie musiały zaprzeczać faktom negatywnego wpływu palenia tytoniu na zdrowie. Jednak, gdy to już przestało się sprawdzać, bo dane mówiły konkretnie co się dzieje i dłużej nie można było unikać tematu, wtedy zaczęto... zasiewać wątpliwości.
– Stworzono instytucje, których nazwy brzmiały bardzo naukowo. Zaczęto produkować raporty marketingowe, PR-owe, nie wiem, jak je zwać, które nie były badaniami naukowymi, ale które używając języka nauki, nawet nie pojedynczych słów a pewnego formalizmu naukowego, sprawiały wrażenie, że są badaniami naukowymi, którymi nigdy w życiu nie były – tłumaczy dr Rożek.
Mechanizm jest prosty i niezwykle skuteczny. Nie trzeba zaprzeczać czy się tłumaczyć. Wystarczy powiedzieć: "nie wiadomo, poczekajmy, nie wszystkie badania są jednoznaczne".
Challenger, czyli presja na sukces, która może zabić
Jednym z najbardziej poruszających fragmentów "Wieczoru naTemat" jest przypomnienie katastrofy promu Challenger. Tomasz Rożek nie mówi o niej jak o hollywoodzkim dramacie, ale jak o lekcji odpowiedzialności.
– Mieli pełną świadomość, że może dojść do katastrofy. Co więcej, eksperci, inżynierowie z firmy, która produkowała te silniki, ostrzegali przed możliwą awarią z powodu wydawałoby się błahej uszczelki. Przestrzegali, że ona strzeli, ponieważ jeżeli temperatura powietrza na zewnątrz spada poniżej pewnej wartości, guma z tej uszczelki przestaje być elastyczna i staje się twarda i łamliwa. I ona przestaje spełniać rolę uszczelki. No i strzeliła, zabijając ludzi kilkadziesiąt sekund po starcie – opowiada.
Jednak i tu można dostrzec piękno nauki, która pozwala dać odpowiedź na to, co zawiodło i jakie wnioski wyciągać na przyszłość, by do takich tragedii nie dochodziło.
– To jest siła nauki właśnie, że znajdujemy błąd. Kluczowe to wyciągnąć wnioski z tego błędu – dodaje Rożek.
Nauka nie zawsze wie, dokąd zmierza. I na tym polega jej sens
Dr Tomasz Rożek pięknie tłumaczy też, dlaczego nauki ścisłe bywają niezrozumiane przez polityków i opinię publiczną. Bo polityka lubi konkret: droga ma prowadzić z punktu A do B, lotnisko ma obsłużyć pasażerów, inwestycja ma się spiąć w Excelu. Z badaniami tak nie jest.
– Bardzo często w naukach, mówiąc szeroko – ścisłych, nie da się wyznaczyć konkretnego celu. Bo nawet taki cel, taka wyznaczona meta w badaniach naukowych nie jest ich istotą. Sama droga jest celem i to, co przy okazji udaje się odkryć. Stąd często robi się coś, nie znając efektu i na początku nie wiedząc po co konkretnie – tłumaczy.
Dlatego w rozmowie pojawia się wątek CERN oraz protokołu WWW, bez którego dziś nie wyobrażamy sobie normalnego funkcjonowania. Niemożliwe byłoby choćby czytanie strony jak ta.
Natomiast to wynalazek, który powstał przy okazji. Badania naukowe prowadzone w tym przypadku przez amerykańskich naukowców w Europie sprawiały, że samolotem trzeba było przewozić dyski twarde z danymi. Kłopot z zabezpieczeniem plików, ich wagą i objętością oraz skomplikowaniem transportu sprawił, że powstała sieć – najpierw naukowa, do przesyłania badań na odległość, a później to, co dziś znamy jako internet.
Edukacja to jedyna realna obrona
W języku polski nauka odnosi się zarówno do badań jak i do edukacji. Nieco inaczej jest choćby w języku angielskim, gdzie jest "science" oraz "education". Jednak to właśnie poprzez edukację zdobywamy nie tylko narzędzia do prowadzenia badań naukowych, ale też do obrony samych siebie przed manipulacjami.
– W książce opisałem 18 przykładów, rozbijając na drobne mechanizm, jaki stał za manipulacją w danym temacie. Chroniąc naukę i dbając o to, by nie dać się zmanipulować. Uważam, że edukacja to jest być może jedyna rzecz, która jest w stanie w sposób trwały zmienić los człowieka – podkreśla fizyk.
