Kogo szuka współczesna 30-stka? Chłopaka, czy partnera na całe życie?
Kogo szuka współczesna 30-stka? Chłopaka, czy partnera na całe życie? fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

– Jak ludzie się kochają i mają wspólny cel, to będą mieli szansę, by się dogadać – uważa psycholog Andrzej Tucholski. W rozmowie z naTemat komentuje poszukiwania idealnego chłopaka, które w imieniu wielkomiejskich 30-latek rozpoczęły dwie dziennikarki "Wysokich Obcasów".

REKLAMA
W sieci dużą dyskusję wzbudził tekst z "Wysokich Obcasów", w którym dwie dziennikarki szukają bohaterów reportażu – facetów, którzy spełniają oczekiwania wielkomiejskiej 30-latki...

Andrzej Tucholski: To ciekawe. Byłem właśnie w Krakowie i widziałem wielkie ogłoszenie o mszy w intencji mężczyzn na bramie kościoła św. Barbary. Więc chyba problem z odpowiednimi mężczyznami jest poważny (śmiech).
Ale i lista oczekiwań, które panie wymieniły w stosunku do mężczyzny nie jest krótka. Musi wypuścić na imprezę, i na miesiąc w delegację, nie może domagać się obiadu, ani otwartego związku. Nie może być biedakiem...
To teraz poważnie. Oczywiście, że jeśli ktoś chce mieć jakiś parytet oczekiwań, to może. Pytanie brzmi, czy taki zestaw oczekiwanych kompetencji uda się spotkać w życiu?
To, co jednak najbardziej niepokoi w tym tekście, to brak jasno sprecyzowanych oczekiwań i jakie potrzeby i cele życiowe przyświecają tym poszukiwaniom.
Przecież jest cała lista.

Nie o to chodzi. Kogo one tak naprawdę szukają? Tytuł na okładce mówi: "gdzie ci mężczyźni?". Widzę dwie piękne kobiety, niezależne, trzydziestolatki, które deklarują, że szukają tego jedynego. Od razu myślę, ze szukają kogoś, z kim można zawrzeć jakiś sensowny układ.
Ale kiedy zaglądam do środka, mogę się poczuć oszukany, bo w tekście jest już mowa o "chłopaku". A takie postawienie sprawy fajne by było w liceum, w gazetce szkolnej, gdzie dziewczynom z klasy zadaje się pytanie: jakiego chciałabyś mieć chłopaka?
To źle?
Te dziennikarki piszą, że szukają "chłopaka", ale prawdopodobnie chodzi im o partnera. A to poważna różnica, zupełnie inny rodzaj oczekiwania. Zanim ktoś weźmie się za tego typu poszukiwania, powinien wiedzieć, kogo i po co chce znaleźć.
"Chłopak" to relacja zupełnie niezobowiązująca. Chłopak faktycznie nie rywalizuje, nie obraża się, bo ma kompletnie własne życie. Chłopak nie będzie miał pretensji, że pani pójdzie na imprezę, bo sam pójdzie w tym czasie na inną.
Co innego partner, który pełni jak gdyby rolę męża, jest miłość, ale nie jest ona usankcjonowana prawnie, więc w teorii jeszcze "nic nie muszę". Na szczycie tej gradacji jest oczywiście mąż. Tutaj oczekiwania obu stron są już zupełnie inne, dookreślone pewną formułą prawną, za którą stoi cały aparat wykonawczy. Pojawiają się słowa miłość I "obowiązek".
Czyli kogo naprawdę szuka wielkomiejska 30-latka?
W tym artykule nie widzę celu, jakiemu ma służyć ten związek. Nie jest określony system wartości, w oparciu o który chce się realizować ten cel. Więcej: tu nie ma żadnego rodzaju relacji.
Panie nie piszą, co by chciały w życiu osiągnąć, ale rzucają ad hoc kilka wyrwanych z kontekstu cech. Wiadomo tylko, że szukają mężczyzn, którzy spełniają jeden warunek: nie będzie z nimi najmniejszego konfliktu, ani wymagań z ich strony. "Szukam kogoś, kto nie będzie mi utrudniał życia".
Zwrócili na to uwagę nasi komentatorzy.
To jest trochę robione na zasadzie przeniesienia ładu korporacyjnego do ładu międzyludzkiego. W tych kontraktach nie ma słowa o zobowiązaniach, przygotowaniu gruntu pod budowę rodziny.
Czyli z samymi mężczyznami nie jest tak źle?
Tego nie twierdzę. We współczesnym świecie jest kryzys rozumienia roli mężczyzny. Bo kobieta, która nie chce definiować się na nowo zawsze może sięgnąć po role żony i matki. A jakie ma ideały facet? Musi umieć się przystosować do warunków panujących w społeczności i pracy. To trochę za mało jak na wyznacznik kreatywnej męskości.
Ale tytuł tego tekstu w "Wysokich Obcasach" był krzywdzący. "Jeden na milion" to szacunek przestrzelony o co najmniej pół miliona.
Kiedy przeczytałam zaproponowany przez dziennikarki katalog oczekiwań, pomyślałam, że większość moich kumpli go spełnia. O ile dobrze się dogada z partnerkami.
No właśnie? Z czego tu robić problem? Z prasowania? Można się umówić, że oddajemy koszule do pralni z prasowaniem, albo kupić do domu drogi sprzęt, który praktycznie sam to robi.
Jak ludzie się kochają i mają wspólny cel, to będą mieli szansę, by się dogadać. Cel ten musi być oparty na tzw. wartościach centralnych, bo intercyzy – podział majątku, umawianie się co do tego, kto i ile będzie wkładał do budżetu, jeszcze nikogo nie ubezpieczyły przed upadkiem małżeństwa. A zgoda co do tego, że się kochamy i chcemy być razem, a i owszem.
Niestety o tym nie ma słowa w tym artykule. I przypuszczam, że żaden rozsądny poszukiwany się nie zgłosi. Bo ci mają inny cel, niż szukanie "dziewczyny". Osobiście uważam, że artykuł jest świetną swoistą prowokacją i w rzeczywistości stanowi rodzaj poszukiwania prawdziwej współczesnej miłości.