Krzysztof Stróżyna: Zawsze zaczynam od zera

Krzysztof Stróżyna w swoim butiku przy ul. Mokotowskiej.
Krzysztof Stróżyna w swoim butiku przy ul. Mokotowskiej. Ffot. Anna Wittenberg / naTemat
Jest jednym z najbardziej obiecujących młodych projektantów. Choć doceniono go w Londynie, swoje butiki otwiera jednak w Polsce. – Tu niczego mi nie brakuje – mówi i w rozmowie z naTemat wyjaśnia, jak w jego głowie rodzą się pomysły na kolejne kolekcje i jak od mglistej inspiracji przejść do własnego pokazu, na którym występuje Monika Brodka.



Kiedy zacząłeś projektować?

Myślę, że w przypadku większości projektantów już w dzieciństwie pojawia się zainteresowanie wizualami związanymi z modą, w moim przypadku tak było, to jest bardzo naturalne. Moda nie zaskoczyła mnie nagle.

Podczytywałeś mamie gazety? Jak to wyglądało?

Moja matka zawsze bardzo dobrze się ubierała. Wyprzedzała wszystkie trendy, które pojawiały się w magazynach. W moim domu zawsze było bardzo dużo świetnych ubrań, więc moda została mi zaszczepiona w naturalny sposób.

Nie było momentu, że zajmowało mnie coś innego, przestało mi się podobać i nagle powiedziałem: „o fajna jest moda, zaczynam się w to bawić”. Nie, nie, nie.

Kiedy pojawiły się pierwsze pierwsze pomysły na ubrania?

Nie pamiętam tego jakoś bardzo dobrze, wydaje mi się, że w podstawówce coś tam zacząłem sobie skrobać. W ogóle byłem kreatywnym dzieckiem, zawsze miałem w pokoju pomazane ściany: zielone, z kwiatami i jakimiś dziwnymi wzorami. Jak patrzę na zdjęcia tych ścian dziś, nie mogę sobie wyobrazić, że można coś takiego narysować. Teraz bym tego nie wymyślił. Myślałem, żeby kiedyś zrobić z tego nadruki na ubrania.

Na początku nie studiowałeś projektowania.

Nie. Wiedziałem docelowo, do jakiej szkoły chciałem iść i wiedziałem, że po liceum raczej się tam nie dostanę. To znaczy może nawet i mogłem się dostać, tylko sam uznałem, że potrzebuję jeszcze czasu, przygotowania.

Poszedłem na anglistykę i na uczelnię artystyczną w Poznaniu. Ta szkoła była bardzo absorbująca, po roku stwierdziłem, że wolę sam prowadzić swoją edukację. Na pewno to bardzo dobrze mi zrobiło, bo szybciej pozwoliło dojść do jakiegoś portfolio – uczyłem się sam i projektowałem jednocześnie. Wykształcenie bardzo mi się później przydało, bo w Central Saint Martins [prestiżowa londyńska uczelnia dla projektantów mody – red.] miałem już dzięki temu podstawowe wykształcenie w dziedzinie sztuki.

Pojechałeś do jednej z najbardziej prestiżowych szkół, w których można było się uczyć mody. Najważniejsze doświadczenie, które stamtąd przywiozłeś?

Zawsze to powtarzam: oni uczą, żeby patrzeć w głąb siebie. Kazali patrzeć na to, kim się jest, skąd się pochodzi, jaka jest nasza rodzina. I to jest właśnie największa wartość. Oczywiście wiedzę trzeba mieć, ale to jest tak samo, jak z malarstwem czy rzeźbą: trzeba wiedzieć, co było kiedyś, żeby iść dalej. Miałem wielokrotnie tak, że projektowałem jakąś kolekcję i nagle, podczas researchu się okazywało, że coś takiego w przeszłości już było. Wiedza pozwala tego uniknąć.


Ludzie pytają czasami, dlaczego różni projektanci robią podobne rzeczy. A trend się bierze stąd, że po prostu myślimy o tym, czego w modzie jeszcze było, każdy to trawi przez swój umysł i wypuszcza w kolekcji. To przychodzi naturalnie, nie ma tu jakiegoś planowania, umawiania się.

W pierwszej kolekcji użyłeś drewnianej biżuterii inspirowanej polską kulturą.

Robiłem milion różnych rzeczy. Miałem taki okres, że miałem setki pomysłów i nie wiedziałem, w co chcę pójść. Każdy z tych pomysłów miał jakiś potencjał, ale nie umiałem wybrać jednej rzeczy, to był mój problem. Bo w którymś momencie trzeba mieć gotowy pomysł, zamykać to w kolekcji. Dzięki wskazówkom moich nauczycieli udało mi się wyklarować to coś w głowie.

Czujesz, że znalazłeś swoją drogę i projektujesz cały czas na podstawie tego co odkryłeś w szkole?

Nie, nie, nie, nie. Oczywiście to dla mnie bardzo ważne, ale jest po prostu podstawą. W tym momencie jestem na innym etapie, myślę o innych rzeczach. Nie patrzę wstecz. Ze szkoły wyniosłem na przykład ogromny research, ale przed każdą kolekcją robię nowy, nie patrzę na to, o czym kiedyś myślałem. Zawsze zaczynam od zera.

Opowiedz o procesie tworzenia kolekcji.

Kiedyś miałem dużo czasu na myślenie, planowanie, szukanie. Teraz jest inaczej, bo prowadzę biznes, ten czas na pracę twórczą się skurczył. Ale też pojawiła się łatwość w ogarnianiu inspiracji.

Chyba każdy projektant tak ma, że jak tylko zrobi kolekcję, absolutnie nie chce już jej widzieć i zaczyna myśleć co dalej. Odpowiednia inspiracja do kolejnej przychodzi nie wiadomo skąd – gdzieś idę, coś usłyszę. Wątków, które chciałbym poruszyć jest mnóstwo.

Jakie to są rzeczy?

Wszystko.

Obraz?

Był początkiem inspiracji do kolekcji, która będzie pokazywana we wrześniu.

Kwiaty, samochody?

Tak, tak jak mówisz. Nawet bardzo drobny detal. To początkowe stadium pracy jest bardzo ekscytujące. Możesz rzeczywiście sobie usiąść, porysować w spokoju. Ja zawsze rysuję najpierw ręcznie, robię bardzo dużo szkiców, z których później sobie robię taki swój mini lineup. To się jeszcze bardzo zmienia, ale właśnie wtedy tworzę podstawę.

Potem zaczyna się już cały proces produkcyjny?

Najpierw pokazuję swój lineup innym. Bardzo lubię dostawać krytykę, bez niej absolutnie nie istnieję. Dopiero później zaczynam pracę nad prototypami. Właśnie teraz jestem na takim etapie, że już od trzech tygodni robię prototypy.

Szycie też nadzorujesz sam?

Oczywiście, wszystko, każde cięcie jest przeze mnie przebadane, każdy szczegół. Na tym to polega, no nie?

Powiedziałeś, że ten pierwszy okres jest dla ciebie najbardziej wartościowy...

No bo to jest takie ekscytujące, to wszystko wybucha i pojawiają ci się kolory w głowie, jakieś nowe kształty...

Co jest w takim razie najtrudniejsze?

Sam proces proces powstawania rzeczy też jest super. Staram się tak programować pracę, że każdy jej etap (łącznie z biurową) jest dla mnie cenny, cieszy mnie, po prostu. Uważam, że bez tego nie ma nic, nie istnieje projektant. Jeżeli nie cieszy go praca, to nie ma sensu. Mi się wydaje, że dobra energia przekłada się na wszystko. Choćby na sprzedaż tych rzeczy, które zwyczajnie przyciągają wtedy ludzi.

Bardzo szybko doceniono cię w Londynie. Nie chciałeś tam zostać?

Poniekąd nadal jestem związany z Londynem, natomiast zawsze czułem, że moje środowisko naturalne, najbliższe mi to jest Polska. Tutaj odnajduję spokój wewnętrzny i absolutnie niczego mi nie brakuje.

Na poziomie prowadzenia biznesu również? Inni przedsiębiorcy, bo przecież jesteś też przedsiębiorcą, narzekają.

Ja nie czuję barier, które mogłyby mnie ograniczać. Uważam że na wszystko jest sposób, tylko trzeba popracować żeby go znaleźć.

Jesteś patriotą modowym?

Słucham?

Twoje modelki to ponoć wyłącznie Polki. Szyjesz w polskich firmach.

Jest dla mnie jest mega ważne, żeby wspierać to co tutaj się dzieje. Faktycznie, na ostatnich dwóch czy trzech pokazach chodziły u mnie tylko Polki. Ale to też nie jest jakaś utarta rzecz, że to tak będzie i już, koniec. Ale to jest super przyjemne po prostu.

Współpracujesz też z Moniką Brodką, grała na twoim pokazie.

Myślę, że Monika jest fajną dziewczyną, bardzo dobrze się ubiera, ma super styl, robi super muzykę, bardzo się nią jaram.

Projektujesz z myślą o zwykłych ludziach, czy sławach, jak ona?

Absolutnie nie myślę o celebrytach i ludziach z hajlajfu. Myślę o kobiecie, którą mam w głowie. To abstrakcyjna postać, z którą mogą utożsamiać się dziewczyny odważne w wyborach.

Wolałbyś zobaczyć swoją sukienkę w galerii czy na kimś na ulicy?

Zdecydowanie na kimś na ulicy.

Najpierw funkcjonowałeś jako Krzysztof Stróżyna a później zmieniłeś markę na Krystof. Osoba z polskim nazwiskiem nie zrobi kariery na międzynarodowym rynku?

Nie traktuję tak tego. Krystof pojawił się, bo tak na mnie mówiono w szkole w Londynie, „z” w imieniu było trudne do wymówienia, niezrozumiałe. Stwierdziłem, że to jest OK.

Nie miałeś potem problemów z rozpoznawalnością?

Zmieniłem to na tyle wcześnie, że chyba się udało bez problemów. Nie miałem takich sygnałów.

Czym dla ciebie jest moda?

Moda powinna przynosić ludziom radość. Mi się tylko z tym kojarzy, z radością.

A Polacy umieją się ubierać modnie?

Zdecydowanie. Ja widzę bardzo dużo dobrze ubranych ludzi naokoło siebie.

W Warszawie?

Nie, wszędzie w całej Polsce, łącznie ze wsiami. Mi się podoba jak ktoś jest unique, a Polacy umieją to robić. Jeśli ktoś cały look przejmuje z wybiegu, z firmowego sklepu, to jest oczywiste, nie kręci mnie w ogóle. Natomiast jeśli ktoś ma swój styl, jest w nim coś buńczucznego, sharp, to super. Ważne jest, jak się zachowuje, jak się rusza. Mniej istotne staje się to, czy ciuchy zrobiła własnoręcznie, czy ma je od projektanta.

A jak miałbyś wskazać najlepiej ubraną osobę w Polsce ? No, poza twoją mamą?

Myślę, że Jolanta Pieńkowska, Joanna Kulig i Brodka. Niczego im nie brakuje. Dobierają te rzeczy w fajny, lekki sposób. Nie kopiują nic.

A ty jak się ubierasz?

Mam mundurki w szafie.

Można być projektantem i nie robić mody dla siebie?

Oczywiście, ja w ogóle nie mam na to ochoty. Dużą przyjemność sprawia mi kupowanie jakichś niedrogich rzeczy, tak żeby zmieniać je non stop, bawić się. Bardzo dużo rzeczy noszę po rodzicach. Również po mamie.

A nie kusi cię żeby zacząć projektować męską modę?

Nie w tym momencie. Wolę najpierw porządnie ogarnąć damską.

Na modzie w Polsce da się zarabiać?

Jak ktoś ma dobry pomysł, umie go odpowiednio podać, to moje zdanie jest takie, że nie ma możliwości, żeby na tym nie zarobić.

Jaki jest twój pomysł na sprzedanie mody?

Taki, jak widać w butikach. Natomiast teraz szykuję coś fajnego, co pokaże w jakim kierunku chcemy zmierzać. To będzie klarowny message.

To tajemnicze.

Trzeba chwilę na to poczekać, za miesiąc, półtora będzie premiera.

To będzie miejsce, sposób sprzedaży?

Mówię bardziej o produkcie, z którym wychodzę do ludzi.

Jak się czujesz jako menadżer swojej marki, jako dyrektor?

Jak się czuję? Od 5 lat mam multitasking. Teraz trzeba jakoś fajnie popracować z ludźmi, z którymi się tworzy tę firmę. Tak, żeby każdy czuł, że ta firma jest jego, że coś do niej wnosi. Na tym skupiam się najbardziej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Renault 0 0Łatwiejsza jazda. W tym modelu kierowca poczuje, co to znaczy prawdziwe wsparcie
INNPoland 0 0Wielka awaria w popularnym banku. Niektórym klientom wyzerowało konta
Żółty Tydzień 0 0Jeden organ, 500 funkcji. Taka jest wątroba. Jakie choroby mogą ją zniszczyć?
0 0Chorujesz na jaskrę i uwielbiasz jogę? To połączenie może nie być dobre dla oczu
WYWIAD 0 0"Zachowanie Klarenbacha było chamskie". Posłanka Wiosny wyjaśnia, dlaczego uparcie chodzi do TVP
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nie chcemy nudy, chcemy DRAMY. Ten odcinek "Rolnik szuka żony" zaspokoił odwieczną ludzką potrzebę
RECENZJA 0 0Bez coming outu Elsy, ale wciąż "ma tę moc". O "Krainie lodu 2" znów będzie głośno